Strona 1 z 12

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 06:00
autor: Niewiadomski_Robert
Spotykam sie dosc czesto na tym forum z roznymi opiniami dotyczacymi tego jaki sposob wywodow genealogicznych jest "wlasciwy." Niektorzy upieraja sie, ze powinnismy sie koncentrowac tylko na rodowodach (czesto tylko linii meskich), inni postuluja wlaczanie krewnych, powinowatych tudziez ich potomkow. Nalezy zauwazyc, ze to, ktory sposob tworzenia drzew i rodowodow uznajemy za "wlasciwy" zalezy od kulturowych konwencji. Zgadzam sie, ze koncentrowanie sie na jednym nazwisku ( zwykle tym, ktore sie nosi) ma bardzo niewiele wspolnego z genetycznym dziedzictwem danej osoby. Pochodzenie patrylinearne w ogole jest bardzo zawodne i prawdopodobienstwo przerwania tej linii wzrasta z kazdym nowym pokoleniem ( chyba nie trzeba specialnie tlumaczyc, ze zwykle tylko pochodzenia od matki, jej matki etc mozemy byc calkowicie pewni; z ojcem, jego ojcem, etc moze byc roznie). Niestety, tak sie sklada ze w naszym kregu kulturowym to dziedziczenie nazwisk jest przypisane tylko do meskich linii, ktorych ciaglosc jest najmniej pewna. Kobiety w ogole nie posiadaja swoich nazwisk, co jest godne ubolewania. Nawet jesli dziedzicza nazwiska po swoich matkach (co moze sie zdarzyc), ich matki odziedziczyly je po swoich ojcach albo przyjely od meza.
Indywidualne preferencje i czynniki kulturowe maja wplyw na to jaka forme przybieraja nasze wywody genealogiczne. Mozna jednak sobie wyobrazic rozne typy rownoprawnych dociekan genealogicznych: wylacznie patrylinearne, wylacznie matrylinearne, polaczenie obydwu, drzewa zawierajace osoby majace wspolnego przodka, drzewa zawierajace rowniez powinowatych. Jesli koncentrujemy sie wylacznie na przodkach to tworzymy pedigree czyli rodowod (zaklada on dziedziczenie genetyczne, chociaz, jak wczesiej wspomnialem, nie mozemy byc tego pewni zwlaszcza w liniach meskich; badania genetyczne tych linii sa niepraktyczne), jesli zas koncentrujemy sie takze na kuzynach i powinowatych -tworzymu drzewo genealogiczne ( termin Family Tree wydaje mi sie bardziej oddajacy stan rzeczy bo "rodzina" to twor kulturowy i nie musi ograniczac sie tylko do pokrewienstwa).
Robert

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 08:20
autor: jakozak
Wtrącę się tak po babsku niefrasobliwie.
Nie obrażajcie się na mnie, ale dla mnie to jest świetna zabawa. Tak: zabawa. I nie ma znaczenia, w jaki sposób to robię. Wybrałam sobie nazwisko panieńskie mojej Babci ze strony Mamy, jako bazę poszukiwań przodków. Tam się dzieje wiele wspaniałych, ciekawych rzeczy.
Gdybym wybrała rodzinę mojego ojca, czy męża, pogrzebałabym w księgach parafialnych jednej czy dwóch wsi i po zawodach.
A tak szukam, tropię jak detektyw. Nie koncentruję się na jednym nazwisku. Idę do przodu i odsłania się przede mną fantastyczny dawny świat. Różne nacje, różne stany, wielka historia.
Nie uważam, że należy to robić według jakichś formułek, przepisów i regułek. Robię to co lubię, w sposób, jaki mi odpowiada.
Życzę Wam wszystkim wielkich wrażeń i wspaniałej zabawy.:-)

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 08:58
autor: piotr_nojszewski
Nie wydaje mi się by istniało jakies jedynie słuszne podejście.
Oczywiście historycznie (przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym) ród jest w jakims sensie klasycznym podejściem. I takie dominuje w starych publikacjach. Jednak już dopuszczenie do koronowania kobiet spowodowało pewne perturbacje. ;-)

Dla kobiet moze byc wyrazem męskiego szowinizmu. ;-))

Ale nawet tu w jakimś sensie można przyjąc kierunek badania do protoplasty rodu (umowne bo protoplastą był - no przyjmując religijnie - Adam) i z powrotem ;-) A z powrotem to już poważna sprawa jesli protoplaste znajdziemy daleko.

Nie ulega tez watpliwości, że biologicznie czy genetycznie linia matrylinearna jest "pewniejsza".

Tak w ogóle, idąc ortodoksyjnie, genealogia bada raczej stosunki formalne a nie biologiczne. A to nie zawsze idzie ze sobą w parze.

W dzisiejszych czasach dochodzi więcej zabawnych elementów do debaty genealogicznej:
związki nieformalne, jednopłciowe, in vitro, przysposobienie i adopcja.

Moim skromnym zdaniem ograniczenie sie do rodu jest zubażające. Ja staram sie koncentrowac na przodkach generalnie czyli robić wachlarz. Ale czasem ciekawość wygrywa.

pozdrawiam

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 09:03
autor: TomS
Ja badam wszystkie możliwe linie.

Jesteśmy dziećmi zarówno swojego ojca, jak i swojej matki. Jesteśmy wnukami zarówno rodziców swojego ojca, jak i wnukami rodziców swej matki. I tak dalej, i tak dalej... :)

W moim przypadku, gdyby nie badania genealogiczne linii mojej mamy i kolejnych bocznych linii, miałbym nie tylko 3/4 mniejsze drzewo, ale i jeszcze mniej ciekawych historii, które opisuję w tworzonej dla najbliższych monografii rodowej (opisującej wszystkie linie, nie tylko główne).

Pozdrawiam,
Tomasz Schroeder

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 09:07
autor: jakozak
Mnie nie zależy na wielkości wachlarza. To się da wyliczyć matematycznie. Zależy mi na "dzianiu się". I szukaniu.
:-)

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 09:07
autor: Markowski_Maciej
Wydaje mi się, że dyskusje, które widziałem kończyły się stwierdzeniem, że róbmy tak jak chcemy, tak aby sprawiało to nam przyjemność. I jeżeli traktujemy to jako hobby to na tym stwierdzeniu należało by zakończyć.
U mnie były rodziny bardziej "zaborcze", które wchłaniały osoby z zewnątrz i trzymały się razem niejako odcinając osoby wchodzące do rodziny od ich "korzeni" i takie które w ogóle nie utrzymywały stosunków rodzinnych - rozjechali się po świecie i nie znajduję żadnych oznak, że się później kontaktowały. W tych "zaborczych" rozpisuję linie boczne, bo jest masa materiału w postaci chrzestnych świadków z rodziny, itp.
Ja, ponieważ utknąłem z dalszymi badaniami, skupiłem się obecnie na odtwarzaniu "kręgu kulturowego" w którym moi przodkowie się obracali. I to mnie teraz bawi. Może dlatego, że jest mniej "twardych" dowodów?
Pozdrawiam
Maciej

Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych

: czw 03 paź 2013, 09:56
autor: Sawicki_Julian
Witam Robercie, patrząc na Twoje wpisy szt. 32 to nie masz jeszcze doświadczenia w genealogii.
Ja bym w temacie powiedział tak ; badać linie tą którą się chce, jest ze strony matki dostęp w metrykach to już dobrze, ale linię po mieczu uważam obowiązkowo ją mieć jak najdalej do tyłu po mieczy. Czyli dokąd sięga nazwisko, w moim przypadku jest to rok 1438 i po wielu utrudnień, np. nikt mi nigdy nie przetłumaczył z łaciny podanego z prośbą dokumentu, sam musiałem przez kilka lat do tego dokumentu wracać i porównywać z innymi tak by miało sens to co tam wtedy pisali.
Mnie trapi co innego,czy aby wszyscy ludzie mają taką potrzebę by znać swoich przodków, myślę ze znikoma ilość chce znać i szuka. Trochę odbiegnę od tematu ( jak zawsze ), ale nie wiem czy się wstydzić, czy szczycić tym ze coś tam znalazłem ; 8 pokoleń do tyłu i to pewne.
Bylem ostatnio na weselu na wsi i niech się nikomu nie wydaje że podpierałem ścianę, muzyka wyborna tak jak straganik ze swojszczyzną i bimbrem i oberka zatańczyć z żonką to już obowiązkowo. Ale w przewie kiedy koło nas siedzieli inni goście ja mówiłem co nieco o genealogii do nieznajomej pani, potem mąż tej pani jak usłyszałem mówił do niej ; nie zajmuj się pierdołami ( czyli genealogią ) to tyle ; pozdrawiam - Julian

: czw 03 paź 2013, 10:13
autor: krystyna_skawinska
Wtrącę trzy grosze.
Po "babsku" wpełni podzielam zdanie poprzedniczki.
Wciagnęła mnie w tę zabawę przde wszystkim ciekawość ludzi, czsów i konieczność tropienia, szukania - jak detektyw- kombinowania, dociekania, na podstawie strzępów informacji. I jaka potem radość i swoista satysfakcja gdy uda sie "odkryć" coś intrygującego. Nie jest istotne w jakiej linii - po mieczu, czy kądzieli - obie linie są ważne tak genetycznie jaki kulturowo. To tylko sposób traktowania kobiet w przeszłości sprawił, że również w genealogii ich "pozycja" jest słabsza. Ileż razy spotkałam w swoich poszukiwaniach historie, że to ONA wniosła w wianie majątek, który w kolejnym pokoleniu już przypisany jest "nazwisku męża". I to ON potem figuruje w klasycznym ujęciu drzewa - o niej już dawno zapomniano. To o nim się pisze "właściciel majątku ..." - o niej już nikt nic nie wie i zapomniano, że to jej "zasługa".
To nie jest uwaga feministki, ale spostrzeżenie wynikające z własnego "genealogicznego doświadczenia".
Generalnie zainteresownaie przeszłością całej Rodziny daje więcej informacji tak historycznych, kulturowych niż skupienie się na klasycznym pojęciu rodu.
Chyba dla większości z nas jest to trochę zabawa, więc każdy może ją realizować wedle własnej recepty, znajdując satysfakcję i radość z przywrócenia "do życia" i pamięci dawno zapomnianych przodków.

Krystyna

: czw 03 paź 2013, 10:32
autor: michalina180
Witam
Mam podobne zdanie jak Jola , genealogia to przygoda, możliwość cofnięcia się w czasie, poznania swoich przodków, dotarcia do informacji o których reszta rodziny nie ma pojęcia.
Chyba ,ze ktoś zajmuje się genealogią naukowo.
Ja badam wszystkie swoje linie ale interesują mnie nie tylko akta metrykalne , ale też miejsca w których żyli moi przodkowie, inni ludzie którzy w tym czasie tam żyli ...itp....
Sadzę,że to zależy tylko od Ciebie, jaką drogę sobie wybierzesz. Ab tylko dawała Ci satysfakcję.

Julian napisał
"Witam Robercie, patrząc na Twoje wpisy szt. 32 to nie masz jeszcze doświadczenia w genealogii. "
Julianie, to nie jest miara doświadczenia w genealogii. można prowadzić intensywne badania genealogiczne bez wpisów na tym forum, ba można robić to nie używając internetu/ mam wspaniale drzewo powstałe ok 20 lat temu gdy o internecie wiedziały najbardziej wtajemniczone osoby/Powinienes to wiedzieć przecież
Natomiast zgadzam się z Tobą ,że czasami ludzie uważają genealogię za "głupotę" ,fanaberię, niepotrzebne marnowanie czasu.
Ale jedni biegają, inni chodzą na mecze , jeszcze inni na zakupy, z reguły każdy ma jakieś"odchylenie"
Ważne ,aby mieć jakąś pasję, a im człowiek starszy , to jest to bardziej potrzebne.
Pozdrawiam
Michalina

: czw 03 paź 2013, 10:38
autor: Ewafra
Bo widzisz Julianie jest wielu ludzi dla których wszystko poza sprawami bytowo-materialnymi i rozwiązywaniem problemów tu i teraz jest bzdurną pierdołą. Niestety. Genealogia,historia, religia, sztuka. Wielu zupełnie to niepotrzebne bo niczemu konkretnie wymiernemu nie służy. Nie da się spieniężyć, wymienić na samochód czy złoty zegarek więc po co czas tracić. Ja też niejednokrotnie usłyszałam pytanie po co ci to? co ci z tego przyjdzie? Nic oczywiście poza osobistą satysfakcją, zadowoleniem, ciepłem na sercu gdy z mroku niepamięci i niewiedzy wyjrzy twarz nieznanej dotąd praprababki. Dla mnie to akurat ważniejsze od majątku, wygody, zaszczytu, ale oczywiście każdy ma inne potrzeby, inne hierarchie wartości i każdy ma prawo zajmować się tym co jemu pasuje.
Nie zgodzę się z Tobą, że ilość postów, zamieszczonych na forum tutejszym jest wyznacznikiem doświadczenia w genealogicznych poszukiwaniach. Nie każdy genealog - pasjonat musi tu pisać. To dwie różne sprawy. Ja także tu nie piszę prawie bo nie odczuwam takiej potrzeby. Z wielu przyczyn.
Nie sądzę też, aby moim obowiązkiem było skompletowanie linii po mieczu. Ani po mieczu, ani po kądzieli. Powiem Ci szczerze, że dla mnie osobiście najważniejsza jest matrylinia moja. Kolejne pokolenia z matki na matkę. I tu jestem chyba najdalej. Ogólnie bardziej interesują mnie babki moje niż dziadowie. To zapewne dlatego, że kobietą jestem i ten pierwiastek żeński bliższy mi.
Podzielam w pełni to co napisali Robert, Jola i Krystyna. Ja mam odnośnie genealogii te same odczucia co obie panie. Ta sama zabawa, ta sama radość. Widać to kobiece ujęcie sprawy. :)

: czw 03 paź 2013, 10:48
autor: danisha
Dla mnie to również przednia zabawa.
Na razie jeszcze jestem na etapie "zbierania" przodków ,krewnych, ale już coraz częściej zahaczam o historię miejsc i otoczkę kulturową. I jakże często jestem zaskakiwana różnorodnością zdarzeń, jakie miały miejsce w wydawałoby się nieciekawych,sennych siedliskach.
Dlatego pozwolę sobie niezgodzić się z Jolą, która pisze, że nie bada rodziny ojca czy męża bo "pogrzebałaby w księgach parafialnych jednej lub dwóch wsi i po zawodach".
Jakże często mylne są nasze wyobrażenia sama się przekonałam.Od rolników, którzy mieli mieszkać w jednej miejscowości od pokoleń,poprzez mieszczan,kolonistów , doszłam w swojej rodzinie do szlachty w XVII wieku wśrod których był nawet kasztelan(linia matki).
Wieś w której mieli mieszkać,okazała się wolną osadą, a wcześniej miasteczkiem.Przechodzące wojny i choroby a także chęć poprawy bytu sprawiły, że ludzie się wciąż się przemieszczali.Moi przodkowie też.I tak z jednej małej wioseczki na Lubelszczyźnie dotarłam do Czech.Ale już mam przesłanki,że jedna z gałęzi to koloniści niemieccy.
Nie badając wszystkich gałęzi nie możemy powiedzieć która z nich tak naprawdę jest najciekawsza.Bo na jakiej podstawie?
Ponieważ ta zabawa ma nam przynosić przyjemność, to niech każdy robi jak uważa.
Pysznej zabawy,wielu ciekawych odkryć
Danka

: czw 03 paź 2013, 11:13
autor: jakozak
Cytuję <pierdoła>?
Żadne zainteresowanie nią nie jest. Ten mąż, który to powiedział do żony jest człowiekiem nieokrzesanym. Wystrzegam się takich.

: czw 03 paź 2013, 11:48
autor: Kaczmarek_Aneta
Witajcie,

dla mnie genealogia jest życiową pasją, a skoro zasługuje na to miano, traktuję ją poważnie, co nie oznacza oczywiście braku miejsca na dobrą zabawę.
Za najważniejszy punkt w genealogii uważam zebranie danych o przodkach po mieczu i po kądzieli (wywód). Oczywiście nie skupiam się wyłącznie na suchych danych. O wiele więcej satysfakcji sprawia mi poznanie historii lokalnej rodzinnych gniazd, tła historycznego wybranego okresu, śledzenie dostępnych publikacji związanych z przeszłością (w szerokim pojęciu).
Sporo miejsca w mojej pasji zajmuje również planowanie nowych kierunków poszukiwań, stawianie hipotez, wielokrotne analizowanie zebranego dotąd materiału.
Lubię też w swoich wyobrażeniach (a nawet snach) przenosić się do czasów moich przodków – staram się zrozumieć warunki socjalno-bytowe w jakich żyli, ale też próbować postawić się w ich nierzadko przecież dramatycznych sytuacjach życiowych. Podziwiam swoich antenatów za siłę i odwagę w przezwyciężaniu trudów, które kiedyś były chlebem powszednim, jak np. wyższa umieralność wśród dzieci, czy wczesne zamążpójścia u kobiet.

Co do doświadczenia w genealogii, myślę, że ile lat byśmy jej nie poświęcali, nie raz potrafi mocno zaskoczyć czy wywrócić wcześniejsze założenia do góry nogami. Genealogia uczy cierpliwości, wytrwałości i pokory. Potrafi być wymagająca i nie raz stawia przed nami wyzwania, które w jednej chwili powodują, że w niektórych jej aspektach czujemy się tak samo niepewnie jak na samym początku przygody w odkrywaniu naszych korzeni.
I to w niej jest tak fascynujące ;)

Pozdrawiam serdecznie
Aneta

: czw 03 paź 2013, 11:59
autor: Ewafra
Właśnie tego o czym piszesz wiedzy takiej głębszej, konkretnej o danej rodzinie czy osobie brakuje mi najbardziej. Znajdujemy metryki, akty notarialne, wyciągamy z nich tzw. suche fakty, a to co się za nimi kryje, motywy, uczucia pozostaje na zawsze niewiadomą. Oczywiście zostawia to szerokie pole dla wyobraźni i to też fascynujące może być.

: czw 03 paź 2013, 12:26
autor: Matysiak
My też kiedyś będziemy przodkami. W miarę możliwości spisujmy więc nasze wspomnienia bo to będzie ciekawsze dla naszych potomków niż metryki cywilne czy parafialne. Zbudowanie drzewa genealogicznego czy wywodu przodków wyłącznie o metryki to dopiero wstęp do najlepszej zabawy, takie rozdrażnienie apetytu przed głównym daniem.

Pozdrawiam

Piotr