Temat dość ściśle się wiąże z sąsiednim, który traktuje o problemie szerokości prowadzonych badań, ujetych tam umownie, jako "szerokość drzewa".
Prowadzenie badań dla całych populacji wydzielonych zbiorowości, to cenna rzecz, ale tylko przy zastosowaniu właściwych instrumentów badawczych i jasnym nakreśleniu celu.
Zastanawiam się tylko czy trzeba wprowadzać do baz całe populacje?
Chyba, że ktoś ma postawiony cel komercyjny - szybki dostęp do generowania wywodów, rodowodów i drzew genealogicznych lub tablic pokrewieństwa. To wtedy jest to genialne rozwiązanie pod warunkiem, ze się dysponuje setką takich zbiorowych baz.
Dla celów badawczych taki nakład pracy jest zupełnie zbedny.
Od lat prowadzi się takie badania i często prace takie są obierane, jako temat rozpraw doktorskich. Można je sobie poczytać (polecam) w bibliotekach uczelnianych, a i zapewne wiele znajdziecie on-line.
Sam prowadziłem tego typu badania dla jednej parafii w obrębie około 200 lat, a fragmenty publikowałem bodaj na Forgenie.
Tego typu prace mają określoną strukturę i zawierają wiele cennych danych, które oczywiście najpierw trzeba wyciągnąć, obliczyć i zinterpretować.
Są to sezonowości urodzeń, zgonów i ślubów w układzie miesięcznym i sezonowym, średnie wieku, struktury wieku, przyczyny zgonów, struktury społeczne, pierwsze i drugie imiona i sezonowość ich nadawania, czas chrztu, urodzenia pozamałżeńskie itd. itp.
Bo zastanówmy się jakie możliwości badawcze dają nam księgi metrykalne?
Większość genealogów amatorów skupia się na pierwszym rodzaju badań - poszukiwaniu indywidualnych danych biograficznych swoich przodków i wiązaniu ich w grupy rodzinne.
(Tu pojawia się oczywiście pytanie o granicę takich badań, by miało to sens i dawało konkretne wyniki, ale to odrębny temat.)
Można skupiać się na zawartych w księgach ubocznych infdrmacjach. Tu klasycznym dla mnie przykładem jest praca napisana przez księdza doktora Stanisława Banacha i zatytułowana "Historia parafii św. Jakuba Apostoła w Głownie pontyfikatami proboszczów pisana".
W końcu można skupić się na badaniu danych zap[isanych w metrykach, jako na zjawiskach masowych, o czym napisałem powyżej.
Natomiast tworzenie baz dla całych wielorodzinnych grup społecznych może być przydatne dla pierwszej i trzeciej mozliwości badawczej.
Tyle, że cana stworzenia takich baz jest niewspółmiernie wysoka w porównaniu do efektów i mozliwa do zapłacenia przez zapaleńców.
Słowa Jerzego przywołały w mojej pamięci świetne opracowanie naszej Koleżanki, Małgorzaty Blewąski-Żywickiej czyli "Margolci", traktujące o historii jej rodziny.
Podam tu link do wszystkich odcinków tego świetnego opowiadania, chociaż nie pamiętam już czy nie jest to aby umieszczone w dziale, który wymaga zalogowania na forum.
To doskonała lekcja dla wszystkich, którzy nie wiedzą, jak można opisać historię swojej rodziny, by i najbardziej zagorzali przeciwnicy genealogii pytali o ciąg dalszy.
http://www.forgen.pl/forum/viewtopic.php?f=69&t=2624
Łączę uścisk dłoni
Waldemar Fronczak