Rozmawiać ze starszyzną
: pt 16 maja 2014, 17:52
Nie wiem, czy ten wątek był już poruszany. Myślę jednak, że warto podzielić się swoimi doświadczeniami z zasięgania informacji u rodzinnej starszyzny. Może posłuży ku nauce – i przestrodze też.
Zadaj pytanie – dość ogólnikowe – i nie przerywaj. Być może nie dowiesz się tego, co byś chciał (dopytasz przy innej okazji), ale za to usłyszysz masę anegdot, które ubarwią postacie przodków, wyczujesz, gdzie są drażliwe tematy, których lepiej będzie unikać (albo drążyć w archiwach lub u innych informatorów), z napomknięć dowiesz się więcej, niż ta osoba powiedziałaby, gdyby zapytać ją wprost. 90-letnia staruszka opowiadając o stryju, który wyemigrował przed I WŚ do USA, chwali jego hojność dla rodziny w Polsce i niespodzianie dodaje – jego tam bardzo poważali na Brooklynie, miał 40 chrześniaków – samych chłopców. Co Wam to przypomina?
Nie nagrywaj bez zgody rozmówcy. Jak się zorientuje – masz przechlapane. Najlepiej notować – jawnie, ale dyskretnie. Świadomość nagrywania usztywnia.
Nie naciskaj na uzyskanie konkretnej odpowiedzi – możesz wzbudzić nieufność – „A po co ci to”. Zwłaszcza gdy chodzi o sprawy majątkowe – spadki, spłaty spadkobierców. Zwłaszcza jeśli były na tym tle jakieś zadrażnienia.
Dziel się nowymi informacjami o dziejach rodziny – Twój informator mógł to wiedzieć, ale nic nie mówił, bo dla niego było to oczywiste. Nowa informacja może otworzyć „klapki” w jego pamięci. Najstarsza kuzynka sporo mi opowiadała o dziadkach, których ja nie zdążyłem poznać. O ich rodzeństwie nie wiedziałem nic, a i kuzynka mówiła niewiele. Gdy z metryk dowiedziałem się o istnieniu siostry dziadka i powiedziałem jej o tym, odpowiedziała – „Ja ją dobrze znałam”. I potoczyła się opowieść o rozrzutnej (a może pechowej) siostrze, która jeszcze umierając przepraszała dziadka, że musiał spłacać jej długi.
Nie ujawniaj źródeł informacji, poza archiwalnymi. Niech Twój rozmówca czuje się monopolistą. Jeśli powołasz się na – powiedzmy – Wojtka, możesz usłyszeć – „To idź do niego, jak tak dobrze wie”. A jeśli jeszcze Wojtek powiedział coś, co stara ciotka wolałaby ukryć – to awantura gotowa.
Nie lekceważ legend. Często kryją ziarenko prawdy. „A jakiś prapra… to przywiózł sobie żonę z wojny. Wołali na nią seniorita” Metryki potwierdziły. W czasie napoleońskiej zawieruchy przodkowie przybyli jako osadnicy z pogranicza niemiecko-holenderskiego. Blisko Niderlandów, gdzie długi czas siedzieli Hiszpanie. A seniorita? Dziwnym trafem wielu współcześnie żyjących członków rodziny spokrewnionych tylko przez ową senioritę jest do siebie bardzo podobnych i ma oryginalną urodę południowców.
Uszanuj rodzinne tabu, ale staraj się dociec prawdy. W końcu po wielu latach nasi potomkowie też będą pytać, ale nie będzie miał kto im odpowiedzieć. Tu trzeba mieć przebiegłość lisa i kojarzyć jak Sherlock Holmes. Uwaga – wrażliwość starszego pokolenia jest inna niż nasza. Na przykład dziś niezamężna kobieta z dzieckiem nie budzi takich emocji jak 150 lat temu, zwłaszcza jeśli tym dzieckiem jest babka naszego informatora.
Wiedzieliśmy, że przodek zginął tragicznie, i że o tym się nie mówi. Jego wnuczka (90 lat) mówi tylko, że jak jej mama miała 6 lat, to została sierotą. Naciskana o szczegóły (BŁĄD), zamyka się, dąsa i obraża. Korzystając z jej informacji (6 lat po urodzeniu najmłodszej córki) szukamy aktu zgonu. Nie ma. Za to znajdujemy akt zgonu jego żony 17 lat po domniemanej dacie śmierci męża. Daleki kuzyn wspomina, że gdy był dzieckiem, to z rozmów starszyzny doleciało go tylko – „oni się pozabijali”. Po kilku miesiącach wracamy do starej ciotki. Mimochodem wtrącamy, że mamy akt zgonu żony zabitego. Podajemy datę. Ciotka niechętnie przyznaje – „no tak, bo tylko tatuś mojej mamy zginął”. Ciągniemy temat delikatnie – „Ciociu, to jak oni żyli bez ojca?”. Okazuje się, że 6-latka niewiele zapamiętała (guzik prawda). „Tatusia przynieśli do domu, ale starsi nie pozwolili mi podejść, potem siostry zabrały mnie i pojechałyśmy daleko, daleko.” Wiemy doskonale, że te siostry miały 19 i 17 lat, wiemy też, że poszły na służbę do niezbyt odległego majątku, a potem przez całe życie wszystkie trzy trzymały się razem. Gdzie w takim razie była matka? Ale o tym sza! Inna stara ciotka mimochodem wspomina, że jej teściowa (tamta 6-latka) prosiła, by pierworodnemu synowi dała – Andrzej – „bo to był mój ukochany brat, który bardzo mi pomagał.” No pewnie. Andrzej miał wtedy 22 lata, dobrą pracę, wkrótce się ożenił. Kto, jak nie on. Z inną starą ciotką – też wnuczką zabitego jedziemy na cmentarz. Pokazuje miejsce, gdzie był grób (już go nie ma) babci, a także miejsce, gdzie stały czworaki, w których pod opieką jednego z synów mieszkała i zmarła. A więc odnalazła się, mimo że najwyraźniej opuściła swoje dzieci. SUKCES. Niestety drobny. Jakiś czas potem rozmawiamy z przedstawicielką trochę młodszego pokolenia. Rozmowa dość emocjonalna. Na argument – „taki sam nasz przodek, jak i tych co wiedzą”, odpowiada – „To jak, chcecie wiedzieć?” Kierowani delikatnością wycofujemy się. BŁĄD. Jak by to z siebie wyrzuciła, pewnie poszlibyśmy potem na piwo i po sprawie. Póki co, rozwiązanie zagadki jest w zawieszeniu. Jedno jest pewne. Jedynym archiwalnym źródłem informacji mogą być akta policyjne lub sądowe. Znamy rok i w przybliżeniu miejsce.
Pozdrawiam wszystkich szperaczy po rodzinnej przeszłości
Staszek
Zadaj pytanie – dość ogólnikowe – i nie przerywaj. Być może nie dowiesz się tego, co byś chciał (dopytasz przy innej okazji), ale za to usłyszysz masę anegdot, które ubarwią postacie przodków, wyczujesz, gdzie są drażliwe tematy, których lepiej będzie unikać (albo drążyć w archiwach lub u innych informatorów), z napomknięć dowiesz się więcej, niż ta osoba powiedziałaby, gdyby zapytać ją wprost. 90-letnia staruszka opowiadając o stryju, który wyemigrował przed I WŚ do USA, chwali jego hojność dla rodziny w Polsce i niespodzianie dodaje – jego tam bardzo poważali na Brooklynie, miał 40 chrześniaków – samych chłopców. Co Wam to przypomina?
Nie nagrywaj bez zgody rozmówcy. Jak się zorientuje – masz przechlapane. Najlepiej notować – jawnie, ale dyskretnie. Świadomość nagrywania usztywnia.
Nie naciskaj na uzyskanie konkretnej odpowiedzi – możesz wzbudzić nieufność – „A po co ci to”. Zwłaszcza gdy chodzi o sprawy majątkowe – spadki, spłaty spadkobierców. Zwłaszcza jeśli były na tym tle jakieś zadrażnienia.
Dziel się nowymi informacjami o dziejach rodziny – Twój informator mógł to wiedzieć, ale nic nie mówił, bo dla niego było to oczywiste. Nowa informacja może otworzyć „klapki” w jego pamięci. Najstarsza kuzynka sporo mi opowiadała o dziadkach, których ja nie zdążyłem poznać. O ich rodzeństwie nie wiedziałem nic, a i kuzynka mówiła niewiele. Gdy z metryk dowiedziałem się o istnieniu siostry dziadka i powiedziałem jej o tym, odpowiedziała – „Ja ją dobrze znałam”. I potoczyła się opowieść o rozrzutnej (a może pechowej) siostrze, która jeszcze umierając przepraszała dziadka, że musiał spłacać jej długi.
Nie ujawniaj źródeł informacji, poza archiwalnymi. Niech Twój rozmówca czuje się monopolistą. Jeśli powołasz się na – powiedzmy – Wojtka, możesz usłyszeć – „To idź do niego, jak tak dobrze wie”. A jeśli jeszcze Wojtek powiedział coś, co stara ciotka wolałaby ukryć – to awantura gotowa.
Nie lekceważ legend. Często kryją ziarenko prawdy. „A jakiś prapra… to przywiózł sobie żonę z wojny. Wołali na nią seniorita” Metryki potwierdziły. W czasie napoleońskiej zawieruchy przodkowie przybyli jako osadnicy z pogranicza niemiecko-holenderskiego. Blisko Niderlandów, gdzie długi czas siedzieli Hiszpanie. A seniorita? Dziwnym trafem wielu współcześnie żyjących członków rodziny spokrewnionych tylko przez ową senioritę jest do siebie bardzo podobnych i ma oryginalną urodę południowców.
Uszanuj rodzinne tabu, ale staraj się dociec prawdy. W końcu po wielu latach nasi potomkowie też będą pytać, ale nie będzie miał kto im odpowiedzieć. Tu trzeba mieć przebiegłość lisa i kojarzyć jak Sherlock Holmes. Uwaga – wrażliwość starszego pokolenia jest inna niż nasza. Na przykład dziś niezamężna kobieta z dzieckiem nie budzi takich emocji jak 150 lat temu, zwłaszcza jeśli tym dzieckiem jest babka naszego informatora.
Wiedzieliśmy, że przodek zginął tragicznie, i że o tym się nie mówi. Jego wnuczka (90 lat) mówi tylko, że jak jej mama miała 6 lat, to została sierotą. Naciskana o szczegóły (BŁĄD), zamyka się, dąsa i obraża. Korzystając z jej informacji (6 lat po urodzeniu najmłodszej córki) szukamy aktu zgonu. Nie ma. Za to znajdujemy akt zgonu jego żony 17 lat po domniemanej dacie śmierci męża. Daleki kuzyn wspomina, że gdy był dzieckiem, to z rozmów starszyzny doleciało go tylko – „oni się pozabijali”. Po kilku miesiącach wracamy do starej ciotki. Mimochodem wtrącamy, że mamy akt zgonu żony zabitego. Podajemy datę. Ciotka niechętnie przyznaje – „no tak, bo tylko tatuś mojej mamy zginął”. Ciągniemy temat delikatnie – „Ciociu, to jak oni żyli bez ojca?”. Okazuje się, że 6-latka niewiele zapamiętała (guzik prawda). „Tatusia przynieśli do domu, ale starsi nie pozwolili mi podejść, potem siostry zabrały mnie i pojechałyśmy daleko, daleko.” Wiemy doskonale, że te siostry miały 19 i 17 lat, wiemy też, że poszły na służbę do niezbyt odległego majątku, a potem przez całe życie wszystkie trzy trzymały się razem. Gdzie w takim razie była matka? Ale o tym sza! Inna stara ciotka mimochodem wspomina, że jej teściowa (tamta 6-latka) prosiła, by pierworodnemu synowi dała – Andrzej – „bo to był mój ukochany brat, który bardzo mi pomagał.” No pewnie. Andrzej miał wtedy 22 lata, dobrą pracę, wkrótce się ożenił. Kto, jak nie on. Z inną starą ciotką – też wnuczką zabitego jedziemy na cmentarz. Pokazuje miejsce, gdzie był grób (już go nie ma) babci, a także miejsce, gdzie stały czworaki, w których pod opieką jednego z synów mieszkała i zmarła. A więc odnalazła się, mimo że najwyraźniej opuściła swoje dzieci. SUKCES. Niestety drobny. Jakiś czas potem rozmawiamy z przedstawicielką trochę młodszego pokolenia. Rozmowa dość emocjonalna. Na argument – „taki sam nasz przodek, jak i tych co wiedzą”, odpowiada – „To jak, chcecie wiedzieć?” Kierowani delikatnością wycofujemy się. BŁĄD. Jak by to z siebie wyrzuciła, pewnie poszlibyśmy potem na piwo i po sprawie. Póki co, rozwiązanie zagadki jest w zawieszeniu. Jedno jest pewne. Jedynym archiwalnym źródłem informacji mogą być akta policyjne lub sądowe. Znamy rok i w przybliżeniu miejsce.
Pozdrawiam wszystkich szperaczy po rodzinnej przeszłości
Staszek
