Wojenne sprawy, akt zgonu
: ndz 01 cze 2014, 12:58
Zwracam się do osób bardziej doświadczonych w badaniu losów swoich przodków, otóż mój problem dotyczy mojego pradziadka (ojca matki mojego taty), który w czasie wojny został wcielony do niemieckiej armii i według mojego taty w każdym bądź razie tak mu mówiono, że zginął podczas jakiś bombardowań promów/doków w Holandii, ale w szpargałach natrafiłam na skrócony odpis aktu zgonu z 1989 roku, właściwy akt zgonu wydany został w 1949 roku no i w tym akcie data śmierci jest wpisana 9.05.1946 r, a miejsce zgonu jest wykreskowane.
Zastanawiam się jak wyglądała wówczas procedura orzekania śmierci w przypadku gdy ktoś nie wrócił z wojny (w przypadku mojego pradziadka ze strony matki, który zmarł w obozie na Syberii, odbyło się to tak, że świadkowie, którzy z nim wówczas przebywali składali oświadczenie, że zmarł takiego i takiego dnia i na podstawie tych zeznań wydawano akt zgonu). Czy urząd mógł "ot tak" wpisać tą datę śmierci, bo wydaje mi się, że gdyby miał jakieś konkrety dotyczące śmierci ów pradziadka tj. świadków, bądź jakieś papiery wpisali by miejsce zgonu. Wiem, że będę musiała odwiedzić USC, żeby dowiedzieć się prawdy, ale może ktoś ma jakieś sugestie bądź rady dotyczące tego przypadku, to proszę się nimi podzielić.
Ta część mojej rodziny jest najbardziej mglista moja babcia w dzieciństwie została sierotą, później tułała się od ciotki do ciotki nawet przez pewien czas była na wychowaniu u zakonnic, później po uzyskaniu pełnoletności musiała się sądzić z jednym wujem o zwrot gospodarstwa po jej rodzicach. Tata za bardzo się nie interesował tymi sprawami, babci zmarła gydy byłam dzieckiem więc teraz nie ma kogo spytać. Zresztą nie wiem co sama babcia wiedzała.
Masia
Zastanawiam się jak wyglądała wówczas procedura orzekania śmierci w przypadku gdy ktoś nie wrócił z wojny (w przypadku mojego pradziadka ze strony matki, który zmarł w obozie na Syberii, odbyło się to tak, że świadkowie, którzy z nim wówczas przebywali składali oświadczenie, że zmarł takiego i takiego dnia i na podstawie tych zeznań wydawano akt zgonu). Czy urząd mógł "ot tak" wpisać tą datę śmierci, bo wydaje mi się, że gdyby miał jakieś konkrety dotyczące śmierci ów pradziadka tj. świadków, bądź jakieś papiery wpisali by miejsce zgonu. Wiem, że będę musiała odwiedzić USC, żeby dowiedzieć się prawdy, ale może ktoś ma jakieś sugestie bądź rady dotyczące tego przypadku, to proszę się nimi podzielić.
Ta część mojej rodziny jest najbardziej mglista moja babcia w dzieciństwie została sierotą, później tułała się od ciotki do ciotki nawet przez pewien czas była na wychowaniu u zakonnic, później po uzyskaniu pełnoletności musiała się sądzić z jednym wujem o zwrot gospodarstwa po jej rodzicach. Tata za bardzo się nie interesował tymi sprawami, babci zmarła gydy byłam dzieckiem więc teraz nie ma kogo spytać. Zresztą nie wiem co sama babcia wiedzała.
Masia