Radosławie, przede wszystkim bardzo dziękuję za Twoją wiadomość, podsunęła mi ona bowiem kolejną możliwość dotarcia do jakichkolwiek dokumentów - o skutkach za chwilę.
Radosław.Konca pisze:Pewnie dwa oczywiste wąki sprawdziłeś - parafia właściwa dla miejsca zgonu (nie przywiązywałbym się specjalnie do daty - to może byc kilka-kilkanaście miesięcy później, bo np.brakowało osoby, która mogłaby potwierdzić tożsamość) i drugie, czyli parafia pochówku
Ta opcja niestety obecnie odpada, gdyż nie wiem gdzie dokładnie ów żołnierz zginął. Mam pewne podejrzenia, że obecne położenie nagrobka nie jest pierwotną lokalizacją. Pewne poszlaki wskazują bowiem, że został on przeniesiony z jakiegoś innego miejsca. Tak więc obecnie parafia jest nieznana. Uznałem jednak, że warto napisać do łódzkiego USC, które ma jeszcze księgi z 1915 r., niestety poszukiwanego przeze mnie aktu zgonu nie znaleźli.
Radosław.Konca pisze:Jest jeszcze trzecie, ale znacznie mniej prawdopodobne, czyli parafia zamieszkania. Dodatkowo tę ostatnią czasem ustalić najtrudniej. Informacje identyfikujące akt zgonu mogą być w parafii pochóku, o ile akurat rejestr pochówków (czyli lista "lokatorów" konkretnych grobów) prowadzony jest od tak dawna. Jeśli natomiast Twoje przypuszczenia co do śmierci w lazarecie wojskowym sa trafne, to sprawa jest prosta - niemieckie władze wojskowe sporządzały bardzo obszerne akty zgonu (wręcz ze wskazaniem numeru grobu), więc odpis takiego dokumentu niemal na pewno jest w miejscu zamieszkania żołnierza. Niestey, nie umiem wskazać, w jakich archiwach szukać aktów z danej administracji wojskowej, ale może ustalisz miejsce zamieszkania.
I to jest właśnie ten świetny pomysł. Nie wiedziałem bowiem, że taka dokumentacja była sporządzana przez niemiecką machinę wojenną i słana gdziekolwiek. Napisałem więc do parafii miejsca zamieszkania i właściwego terenowo Standesamtu. Wyniki są niestety znowu mierne - z parafii cisza, natomiast z niemieckiego USC przyszła wiadomość o treści: "niestety, ale nic nie mamy".
Trzeba szukać dalej.
