Strona 1 z 2
Z życia szlachty podlaskiej
: czw 17 gru 2015, 14:25
autor: jamiolkowski_jerzy
Spadło na mnie trochę wolnego czasu a mając nadzieję, że na tym forum są jeszcze osoby zainteresowane nie tylko szukaniem skanów („aby tylko w sieci”, tak jakby to czego w niej nie ma nie istnieje) zaryzykuję tekstem raczej ogólnokulturowym, obrazującym życie naszych przodków. W tym przypadku drobnej szlachty podlaskiej z przełomu wieków XVI i XVII.
Pierwszy dokument pochodzi z księgi grodzkiej brańskiej Fond 1708, księga 76 skan 62. Oryginalne ksiegi są niestety w NHAB w Mińsku, ale zeskanowane są dostepne w AGAD oraz AP w Białymstoku. Dotyczy zapisu na rzecz żony, Nie jest to sensu stricte testament a raczej zapis będacy wynikiem wzburzenia wobec „niecznotliwego” syna;, ojciec wzburzony jego zachowaniem postanowił dokonac zapisu głównie na rzecz swojej żony, z jednej strony aby zabezpieczyc jej przyszłośc ale pewnie bardziej aby przywrócic syna do porządku. Dla jasności synowi pozotawia główny dział w Bruszewie i częściowo „majatek ruchomy” (co pośrednio wynika z przywołanego dokumentu) ale uznałem że pełne cytowanie dokumentu mija się z celem. Co prawda tekst jest zapisany po polsku co wcale nie oznacza że jego czytanie jest łatwe. Aby oszczędzic sobie trudu zapisywania a czytelnikom odczytywania ówczesnej kaligrafi przywołuję go nie w wiernej tranliteracji ale z użyciem polskich wspóLczesnych liter, jedynie zachowując fonetyczne brzmienie.
….........................................
Sliachetny Stanisław syn nieboszczika Jakuba z Bruszowa i Jamiołk Pietrowiat przyszedszy do regentu zamkowego Bielskiego Brańskiego zostawszy zdrowym na umyśle i na ciele, nieprzymuszony ani żadnem błendem zwiedziony ale uzywiajoncy swej dobrej porady jawnie i dobrowolnie zeznał iż slacheteniej Zofiey czorce Sliachetnego Wojciecha Myslibora z Jabłonowa ?? ziemie swojej daje i na wieki na imieniu Jamiołkach Piotrowiętach które kupił od dzieczi Wojciecha Kamienskiego to iest Tomka, Michała i siostry ich jako o tym dziszej ksiegi obmawiaio Ziemskie z tym wszytkim kupnym dnie darmnie przyrzeczonym Zofiej żonie swojej ze wszytkiem zagrodem zbudowanem wszytkiem sadem i zemlam z lasy z łonkami wodami ze wszytkiemi użytkami do tej czensci nalieżonczemi spadkami przypadkami spadłymi i któreby spaszcz miały nie zachowawszy synowi swemu ani żadnym inszym potomkom swoim nie wyimniać ani zachowniacz tylko sam sobie zachowywacz władania wolne do mojej śmierci A po mojej śmierci wolno będzie ziemie moje Szlachetnej Zofiej toż czastke na imieniu w Jamiołkach jako że sama w sobie na swojech miedzach i swojech granicach przedać darować i jako najlepiej ku swemu pozytkowi obracaczi insze dopuszczam wolnego wiązania przez Woźnego ziemskiego którego sobie zwieszcz bendzie mogła nie naruszonej wiana jej na imieniu Bruszewie własnej ojczyźnie mojej co ma być wcale i w ogóle nienaruszone
I na końcu wspomniany fragment dotyczący syna
A moja wielka żałoscia że ten mój syn niecznotliwy , nie tylko żeby mnie miał słuchacz w mojej starosci i miał przygladac a pozywienie słuszne dawać to mi złe słowa zadaje które on wie i kamieniami na mie ciska nadto żone mi obił i rany ?? zadał co jest wiadomo ludziom dobrem czego ona czasu słusznego będzie mówiła i prawie czyniła i (tu nie potrafie rozczytać przyp ,mój)/ z tych ksiag zamkowych wolno jej bendzie przywieszcz do ksiag ziemskich kromie bytnoszczi mojej
…...................................
Abstrahując od rodzinnej sytucji i obyczajowego tła (praktyka uczy że po kłotniach najczęściej następowała zgoda) ciekawy wydaje się inwentarz zapisywanych dóbr. Dodam że na tle drobnej szlachty podlaskiej Stanisława można zaliczyc do tych bardziej majętnych. Nie znany jest mi areał posiadanej przez niego ziemi (podejrzewam ze było tego ze dwie, góra trzy włoki) ale z opisywanego inwentarza bynajmniej nie wyłania się obraz bogatej , kontuszowej szlachty.
Dokument wymienia
swietlica wielka z kominem murowanem wielkiem i małem i z piecem polewanym w swietlicy,| swietliczka mała z piecem małem polewanym i z kominem murowanym, piekarnia wielka, druga piekarnia na podworzu i sienią;
chlew wielki, owczyniec i spichlerzyk podle owczyńca, stajnia wielka przy piekarni, stajnia stara , stodoła nowa, stodoła stara, spichlerz , W spichlerzach i stodolach: zboże, żyto, jęczmień, owies, gryka, groch, jarka, pszenica, siano;
6 par wołów, 5 koni, 10 krów, 15 owiec, gęsi, kokosze, świnie i kaczki (bez określenia liczebności).
Widac świnie i drób miały mniejszą wartość niż chocby naczynia, które są skrupulatnie wymienione, Poza złotym sygnetem wymienia się:13 łyżek srebrnych, 10 mis cynych . 8 talerzy cynowych, cynowy półmisek , 4 flasze cynowe w tym dwie garncowe, półgarncówka i kwarta, 2 konwie cynowe, moździerz miedziany
1 miednica , 3 kotły z tego jeden piwny a dwa gorzałczane, 3 skrzynie. Ponadto dwa wozy okowane, topór i piła.
Równie skrupulatny jest inwentarz szat (jak wspomniałem nie ma w nim kontusza). Sa to:żupan czerwony luński (z sukna londyńskiego przyp mój), żupan adamaszkowy, skora łosia z (??nieczytelne) srebrnemi, delia biała wilkami podszyta, szubka brunatna liliami poszyta, giermak ze szmatnego sukna, żupan z zielonego sukna lisami podszyty, dwie niewieście suknie brunatna i zielona, dwa czepce aksamitne,
dwa pasy: srebrny i tkany ze złotą zakuwą , kiblik (?? nie jestem pewien poprawności odczytu) szarawy.
Podobne inwentarze mozna spotkac w innych ówczesnych dokumentach, np. posagowych. Ilustracją – także w jakiś stopniu ówczesnej zamożności - jest tekst dokumentu pochodzącego z roku 1627 0(Jamiołki Rellatio Iw tym przypadku źródło AGAD księgi brańskie PL 87- 28 karty 933 i 933v)
Dotyczy sporu o skrzynię będącą własnością Heleny z Roszkowskich wdowy po Mikołaju Wardaszce (przydomek jednego z krzów Jamiołkowskich) , a z drugiego małżeństwa żony Wawrzyńca Jamiołki. Skrzynia ta trafiła (w nieznanych mi okolicznościach) w depozyt jednego z moich Wołpikow, który skrzyni nie chce oddać. Z perspektywy 400 lat istota i okoliczności sporu mają marginalne znaczenie, ciekawszy jest opis zawartości skrzyni, tym bardziej, że zapis zawiera wycenę wartości poszczególnych przedmiotów: sukien para lunskiech białogłowskich valoris Floren' Triginta, letnikow muchaiarowych zołtych para valoris Florennorum viginti quatuor, Czamara lunska podszyta valoris Floren' Triginta, Czapka białogłowska Bobrowa valoris Floren' duodecim, chusty białogłowskie wszystkie, ktore się sacuią na dwadziescia złotych, miecz valors' Florennorum Decem, parę Pistoletow valoris Florennorum viginti quatuor, Kocieł, kazan, panew, mis dwie cynowych, kubkow trzy cynowych valoris Florennorum viginti wszystko, piła poprzeczna valoris Florennorum quatuor, swidrow cztery, dłot parę, połci parę, sadeł parę valoris Floren' Decem, szkatułę y pieniędzy gotowych Florens' duodecim
Pozdrawiam
Z życia szlachty podlaskiej
: czw 17 gru 2015, 19:17
autor: Urbańska_Katarzyna
Z ciekawością przeczytałam. Dziękuję za te opisy, tym bardziej, że kilka dni temu moja pra ... babka okazała się być szlachetnie urodzona

domo Krasnodębska z Krasnodębów - Kasm, drobna szlachta zaściankowa, ale to początki XIX w. Ciekawe, czy uda mi się udokumentować choćby XVIII w.
Drobna Szlachta w KP . Studyum etnograficzn-społeczne.
: czw 17 gru 2015, 22:30
autor: ROMAN_B
Witam.
W uzupełnieniu informacji o życiu codziennym szlachty zaściankowej w Królestwie Polskim proponuję tym, którzy są zainteresowani tym tematem opracowanie z 1885 roku, które zostało napisane przez Władysława Smoleńskiego pt. Drobna Szlachta w Królestwie Polskim . Studyum etnograficzno – społeczne.
Tu jest link do tekstu tego opracowania:
http://bc.mbpradom.pl/dlibra/doccontent?id=7487
Pozdrawiam – Roman.
Z życia szlachty podlaskiej
: czw 17 gru 2015, 22:44
autor: Sawicki_Julian
Witam Jerzy, mnie wszystko co o Podlasiu ciekawi, bo tam jest początek nazwiska mojego od 1455 r. w Sawicach i już nie przerwanie do dzisiaj, tak bywało jak przepisałeś z Akt, czy testamentu i nie tylko na Podlasiu. Bardzo obszernie i rzeczowo i nie tylko o Podlasiu piszą Panowie ; Jaszczołt, Pszczółkowski, Jabłonowski i chyba są też członkami Związku Szlachty Polskiej. Do tego jest w necie tłumaczenie z łaciny z Metryki Koronnej Mazowieckiej, sięga czasy gdzieś od lat po 1404.
Mam też kilka po łacinie Akt notarialnych pisanych ręcznie, najstarsze to rok 1569 i to jest wszystko na nazwisko Sawicki i z nimi związani. A wedle pewnych dokumentów ze to moja rodzina z ciągłością na sto procent, to taki starszy dokument, jest to wywód szlachecki z herbem Ślepowron z roku 1804 (oprócz metryki ślubu z 1762 r. i zapis folwarku, Wola Morawicka w 1766 r.) i drugie to zakup ziemi 6 włók koło Staszowa w 1792 roku i są na to Akta. Są też i starsze dokumenty, np. metryki kościelne od 1612 roku i akta sądowe i przywileje na moje nazwisko, ale jeszcze brak ze sobą powiązań, pozdrawiam - Julian
Z życia szlachty podlaskiej
: pt 18 gru 2015, 07:48
autor: Nieplech
Jerzy. Dziękuję że zwróciłeś uwagę, iż prawdziwie ciekawe nie jest samo imię pra- pra- przodka, ale kim był, co jadł, jak się ubierał itd. Dzięki temu nie mamy do czynienia z pozycjami w drzewie genealogicznym ale z ludźmi. Dzięki temu przestajemy traktować genealogię jak okazję do "wyczynowego" gromadzenia imion przodków, zaczynamy być historykami lub ogólniej humanistami.
Od lat przeglądam stare księgi sądowe i staram się gromadzić "perełki" obyczajowe, polityczne, ekonomiczne. Na przykład w najstarszych księgach sądowych mazowieckich z lat 20-tych i 30-tych XV wieku znalazłem szereg zapisów dotyczących konfliktu rodzinnego wśród Rawiczów z Załusek. Konflikt rozpoczął się od obraźliwych słów, przeszedł do rękoczynów, w tym duszenia "stryia sza gardlo", a zakończył karą główszczyzny dla sierot po zamordowanym. ("Niepiekłowie"- Warszawa, 2014). Teraz jednak zacytuję zapis z księgi grodzkiej drohickiej z 1662 roku (AGAD), który właśnie wynotowałem.
„Tak Ia Bartosz Pogorzelski Syn Przeszłego Walentego daię tę kartę moią Ślachetnemu Panu Marcinowi Pogorzelskiemu którę chcę ażeby tak ważna była iakoby przed Xięgami Grodzkiemi Drohickiemi zeznana była Iż ia wziąwszy sposobem złodzieyskiem wołu siwego mrozowatego u przerzeczonego Pana Marcina Pogorzelskiego uprosiłem ugodę przyiacielską aby on przerzeczony Pan Marcin Pogorzelski niechciał prezentować tey złodzieyskiey rzeczy iż dusie uczyniwszy zaten exces złodzieyski przerzeczonemu Panu Marcinowi Pogorzelskiemu. Submituię tę tesz temu Panu Marcinowi iż niechcę żadnych Terminów prawnych na przerzeczonego Pana Marcina Pogorzelskiego oto iż on mnie przytym wole wiązał bił iako się mu upodobało z którego bicia y powiązania wolnym go czynię. Działo się w Drohiczynie Wewtorek przed Świętym Andrzeiem Roku Tysiąc Sześćset Sześćdziesiątego Pierwszego na co się dla lepszey wagi ręką się podpisuię Bartosz Pogorzelski”.
Zapis dotyczy Pogorzelskich ze wsi Buczyn w parafii Skibniew Podawce.
Pozdrawiam
Lech
: pt 18 gru 2015, 09:49
autor: jamiolkowski_jerzy
Waśnie sąsiedzkie i rodzinne to bodaj najbardziej barwna część ksiąg sądowych. To istotnie perełki. Ze swojej strony dołączę zapiskę zblizoną kolorytem do przywołanej przez Lecha Jest to ugoda Trzesczkow et Jamiolka ex copia concordia, pochodzi z 1600 roku, (NHAB księgi grodzkie brańskie F 1708 – 87 sk.771 i 772). Zapisano ja w języku polskim, Dzięki pomocy p. Emila Kalinowskiego przedstawiam ją w ówczesnym zapisie literniczym, niestety bez uroku ówczesnej kaligrafii, którą oddać da się jedynie w oryginale I jeszcze ciekawostka (po części korespondująca z współczesną debatą o Trybunale Konstytucyjnym)– dokument jest pokłosiem apelacji do Trybunału w Piotrkowie Trybunalskim, podczas kiedy właściwym dla odwołań dla podlaskiej szlachty był Trybunał w Lublinie. Jak widać nie było to obligatoryjne.
Stanąwszy oblicznie przed urzędem y xiągami Grodzkiemi Branskiemi Zyemie Bielskiey slachetni Mikołay szyn slachetnego Stanisława Trzezczkowskiego dziedzicz s Trzesczkowa z iedney strony y szlachetny Vincanty szyn niebosczyka Matheusza Jamiolky Galika dziedzicz z Yamiolkow z drugiey strony yawnie y dobrowolnie zeznali y kazdy z nich zeznał takową ugodę miedzy sobą miecz y strzymacz przesz pewne przyiaczioly na tho z obu stron wezwane to iesth naprzod slachatny Mikołay Trzesczkowski thego tho slachatnego Vincantego Jamiolkę wypuscza y wolnem cziny z Acty y sprawy iemu o uczynek złodzieisthwa to iesth o ukradzienie wołu albo nieuka czerwonego o czo iesth obwiniony y do cziamnicze wsadzony w ktorey sprawie ex delatione scrutinys [pisarz chyba napisał błędnie”strutynis", tzn. mniej więcej „z oskarżenia (w) śledztwie"] skazał urząd temu to Jamiołcze occasionem iuratoriam [ tzn. „z powodu przysięgi"(?)] od ktorego decretu była przesz Trzesczkowskiego Appellacia na Tribunał Piothrkowsky prowokowana y załozona czego wszytkiego tak samey sprawy iako z wszytkiego postępku thego to Jamiolką wolnem wiecznemi czasy cziny y ten wszythek postępek prawa wniwecz obracza y kassuie. A Ten slachatny Wincanty Jamiolka z wyratunku (?) y z ugody przyiaczioł spolnych dobrowolnie tez zeznawa ysz slachetnego thogo tho Mikołaia Trzeszczkowskiego s protestaty ran na niego zapisanych wypuscza y wolnem cziny wiecznemi czaszy y niema przed zadnym sądem czynicz tak owiązanie y osadzanie do Cziemnicze yako thez y o insze wszytkie krzywdy pod zakładem tysiącza grzywien groszy y monety lyczby polskiey y pod zawithem odpowiadaniem w sządzie y urzędzie do ktoregoby kolwiek powiathu y ziemie był pozwany. Quam concordiam utraq[ue] partes recognoscen[tes?] sub...unt et obligant se firmiter et inviolabili[ter?] perpetue tenere sub vadio supra exprto' [jakieś skrócenie, nieczytelne] , Dalej jest mowa o tym, że obie strony się zobowiązują przestrzegać tej ugody, a jeśli któraś ją zerwie, to płaci vadium (zakład).
Mimo wagi wzajemnych kryminalnych przewin obie strony stać było na ugodę. No i ten „nieuk czerwony” - czyli jak mi objaśnili mądrzejsi – wół nie przyuczony jeszcze do pracy w zaprzęgu.
I jeszcze jedna wrzutka w tym wątku. Spośród spraw spornych najpowszechniejsze były vulnery czyli sprawy dotyczące bójek, poranień. Genealogicznie są to dokumenty bezcenne. W sprawach majątkowych występowali jedynie prawni właściciele. Kiedy ojciec żył, przykładowo 90 lat, to jego synowie, tym bardziej wnukowie, choćby żonaci i dzieciaci, w sądach nie istnieli. No chyba, że ojciec dokonał prawnego przepisania własności. Ale nie zdarzało się to często, ojciec przezornie wolał tego nie czynić. Natomiast uczestniczący w bójce byle chłystek był w sądzie odnotowywany.
Vulner w księgach jest mnóstwo. Podlaska szlachta była bitna, Niżej prezentuję przykłady spraw. Trzy na początku to sprawy sciśle rodzinne moich bezposrednich przodków (wybrane sposród kilkudziesięciu wynotowanych przez mnie vulner), Dla jasności – u wszystkich innych rodów były to sprawy równie częste,
Pierwsza pochodzi z 1598 roku. Szlachetny Jan przeszłego Jakuba Jamiołka przed obecnym Urzędem Grodzkim Starościńskim Brańskim okazał rany: jedną zsiniałą małą na prawym łokciu, inną tamże skaleczoną, dwie podobnie na twarzy skaleczenia zastrupiałe, za których zadanie obwinił szlachetnego Macieja Jamiołkę, brata swego rodzonego. Powiedział, że były one mu zadane w jego własnym domu w sobotę blisko przeszłą bez jakiegokolwiek powodu. Rany te urząd obejrzał i uznał. Prawdopodobnie powodem sprzeczki mógł być podział majątku po ojcu Jakubie, który - zdaje się - tego roku zmarł.
Kolejna vulnera pochodzi z 1611 roku i jest bardzo ciekawa. Z pozwem występuje kobieta, ofiara pobicia. Oto tekst vulnery: Szlachetna Barbara Mojkowianka, żona szlachetnego Jana Jamiołki przed obecnym Urzędem Grodzkim Starościńskim Brańskim okazała rany: jedną po lewej stronie głowy, inną w prawym rogu czoła krwawą, trzecią na pięści, czwartą na środkowym palcu lewej ręki przyciętą do krwi, za które obwiniła szlachetnego Mikołaja przeszłego Bartłomieja z Jamiołk. Te rany urząd obecny obejrzał i za takowe uznał. A ponadto skarżąca się jest brzemienna, wewnątrz wstrząśnięta i obolała. Jeśli cokolwiek jej się stanie i poroni, żąda obwinienia o śmierć [dziecka].
W rodzinnych sporach raczej nie używano broni. No chyba że za broń uznać ...wiązki grochu. Z 1557 roku pochodzi mojorodzinna sprawa W poniedziałek przed świętem Narodzenia NMP 1557 r. Andrzej syn niegdy Piotra wytacza proces przeciw Maciejowi synowi niegdy Wojciecha, swemu bratu s t r y j e c z n e m u. Maciej (mój n -ty pradziad) w sobotę po św. Bartłomieju wpadł z jakimiś ludźmi do domu pozywającego i pobił go. Napisano „duabus manipularis pis(a)e" - co znaczy chyba, że dwoma wiązkami grochu. Następnie powód został zabrany do domu pozwanego, gdzie znów mu się oberwało.
Natomiast w sporach sąsiedzkich zdarzało, że używano broni palnej. Przykladem – z zabawnym opisem – może być dokument Jamiołki vulnera z 1672 roku. Szlachetny Mateusz przeszłego Piotra Jamiołkowski z Jamiołk Piotrowiąt przed Urzędem Grodzkim Brańskim okazał rany, mianowicie: całą lewą część twarzy, nos po lewej stronie i nad lewym okiem na czole wszędzie zanieczyszczone prochem. Pisarz miał widać kłopoty z łacińskim nazewnictwem ran i część tekstu napisał po polsku od „alias” czyli inaczej „na nosie łysinę z twarzy lewej prochem strzelenia ciało prochem nabite” (co tworzy tę „obdukcję” nieco zawiłą). O sprawstwo obwinił szlachetnego Kazimierza syna Pawła Jamiołkowskiego.
I na tyle tych wtrętów, problem że mam za dużo gotowców.
Pozdrawia
Re: Z życia szlachty podlaskiej
: pt 18 gru 2015, 13:16
autor: Matysiak
jamiolkowski_jerzy pisze:Ponadto dwa wozy okowane, topór i piła.
A szabla gdzie?
Pozdrawiam
Piotr
: pt 01 sty 2016, 12:26
autor: jamiolkowski_jerzy
W ramach zachęty do studiowania ksiąg sądowych wklejam kolejne przykłady
Jeden z moich bezpośrednich przodków, 6x pradziad Mikołaj często pojawia się w ksiegach sądowych z racji czynów nazwijmy je „gwałtownych”. Ale nie tym chcę się chwalic ale raczej przybliżyć jak ongis działało prawo i co z zapisów sądowych dowiedzieć się mozna
Z księgi z 1696 roku pochodzi opis ciekawego zajścia GG. Jamiołkowski et alii contumace ( AGAD grodzkie brańskie Pl 87 - 51 z :karty 2-2v): Urodzony Wojciech Zaleski syn niegdy Urodzonego Wawrzyńca Zaleskiego na Zalesiu, Wierzbowie i Wróblach w woj. mazowieckim, powiecie zambrowskim oraz niewierny żyd Jakub Juszkowicz (?) karczmarz (tabernator) pozywają Urodzonego Kazimierza syna niegdy Urodzonego Andrzeja Jamiołkowskiego, jako pryncypała oraz Andrzeja Makowskiego, Mikołaja Jamiołkowskiego, Jana Kruszeskiego (tak zapisane przyp. jj) i innych za wrogi napad z województwa podlaskiego do województwa mazowieckiego na tawernę we wsi Wróble Janiszewo (prawdopodobnie chodzi o obecne Wróble Arciszewo przyp jj) napadli i podpalili tę karczmę.
Z powodu nieobecności oskarzonych wyrok nie zapadł co wyjaśnia kolejny zapis :Inter GG. Zaleski et Jamiołkowski Dectum (AGAD ziemskie suraskie Pl 87 – 51, karty 397-397v ) Ogólnie powtarza się cały wywód ale tym razem Kazimierz stawia się z bratem Zygmuntem Jamiołkowskim i przysięga na krzyż, że poprzednio się nie stawił ze względu na słabość (chorobę?). Sprawę odłożono do następnych roków brańskich.
Procesy o „zajazd na Mazowsze” trwały jeszcze latami (a tylko do niektórych dokumentów dotarłem). Kolejne znane rozprawy w Brańsku to lata 1698 i 1699
G Zaleski G Jamiołkowski condemnata (NIAB grodzkie brańskie F 1708 – 65, sk 199 - 202)
Przed sądem brańskim wpisano akt egzekucji wyroku z woźnym i szlachtą świadkami spisany na miejscu, najpierw w Jamiołkach, potem w Sokołach Rusi,dnia 20 września 1698 r. w sprawie Urodzoenego Wojciecha Zaleskiego na Urodzonego Kazimierza Jamiołkowskiego (w jego dworku - łac. Curia), Szlachetnego. Mikołaja Sieniutę Jamiołkowskiego (w jego domu - łac. domus) i Urodzonego Andrzeja Makowskiego z Rusi (znów dworek - Curia). (Andrzej Makowski to szwagier Mikołaja, pojął za żone jego siostrę Krystynę przyp jj) Dla przypomnienia chodziło o napad zbrojny na karczmę tego Zaleskiego w dobrach Wróble Jarciszewo (Arciszewo) i chyba próbę jej spalenia, zabranie wszystkich sprzętów i dobytku osobistego karczmarza Żyda Jakuba Jośkowicza, Na poprzedniej rozprawie, 25 sierpnia, Kazimierz Jamiołkowski obiecał polubowne załatwienie sprawy przez wypłacenie poszkodowanemu 250 zł, więc teraz chcieli tą sumę od skazanych wyciągnąć. Kazimierz obiecał wypłacić sumę na następnych rokach, więc odłożono to do tego czasu, potem w imieniu Mikołaja wystąpiła jego żona Katarzyna Kruszewska, nie dopuszczając egzekucji, ze względu na oprawę jej posagu na dobrach męża na sumę 600 zł oraz zapisane jej dożywocie. W Rusi najpierw zastano tylko poddaną Ewę Jackową, potem jednak pojawiła się żona Makowskiego Krystyna Jamiołkowska, Dalej przywołane są inne rozprawy, m.in. 22 września i jeszcze późniejsze , podczas których ci dalej zwlekali z zapłatą, więc wreszcie sąd zasądził na nich karę banicji.
Kolejny dokument to G Zaleski i Makowscy Jamiołkowskie decretum aprobatio (NIAB grodzkie brańskie F 1708 – 65, sk 600 - 605)
Jest to podobny akt egzekucji wyroku, kilka miesięcy późniejszy, sprzed Wielkanocy 1699 r. W Sokołach Rusi, potem w Jamiołkach, w obecności Szlachetnych Kazimierza Wyszyńskiego, Wawrzyńca Rzący oraz Jana Kraczka woźnego, w tej samej sprawie, jest mowa o kolejnym wyroku, ze stycznia 1699 r. na żonę Mikołaja i żonę Makowskiego, że obie nie dopuściły do egzekucji wyroku, więc obie też dostały banicje za to. W imieniu pozwanych występował Szl Wojciech Jabłoński, mieli spłacić trzecią część sumy, więc odesłano to na roki. A wówczas przed sądem stawili się oboje Makowscy i Mikołaj Jamiołkowski, ale znów nie zapłacili i z tego powodu zasądzono kary na rzecz sądu, a sprawa jeszcze raz została odłożona
Jest mowa także o tym, że Makowscy skarżyli się na Zaleskiego, iż sam, nie czekając na sąd, zabrał im jakieś rzeczy, dlatego też odłożono to na kolejne roki. Z kolei Mikołaj Jamiołkowski z żoną na poczet kary oddali ćwiartkę włóki ze wszystkim,zasiewami itd. poza tym jeszcze budynki - szopkę? pewną, mianowicie piekarnią, z gankiem czy sionką "nad Ulicą stojącą i stodołkę alias fa..bę[?? tak nabazgrane, że ciężko odczytać] podle chlewów stojącą w Gumnie dla składania zboża i siana. Z kolei żona Kazimierza, Konstancja Sobolewska nie dopuściła egzekucji wyroku, powołując się na swoje dożywocie na dobrach męża, oraz dług na sumę 3 tys. zł, zapisaną w 1695 r. (pewnie za posag),dalej fragment nieczytelny i potem mowa coś o trzech częściach - raczej tej sumy 250 zł - z których jedna miała wynosić 83 zł i 10 groszy, na poczet której zajęto poddanego Macieja Lewosiaka z żoną, dziećmi i ziemią przez niego posiadaną, powinnościami, itd.
Jaki był koniec sprawy” - nie wiadomo, trzeba by dotrzeć do kolejnych wyroków. Co pewne nie skończyło się to żadną dotkliwa karą infamii tym bardziej gardła bo wiadomo, że Mikołaj żyl sobie nadal w Świetlikach. Najpewniej koniec końcem skończyło się na na jakiejś ugodzie i finansowym zadośćuczynieniu skarżących.
Dodam jeszcze jedno, co nieźle ilustruje funkcjonowanie ówczesnej praworzadności - mimo toczących się procesów i wiszących nad nim kar Mikołaj reprezentował Jamiołki Świetliki i Godzieby w Spisie Pospolitego Ruszenia w roku 1697 w Brańsku. Obie te wsie miały wystawić jednego konia kozackiego. Reprezentował zarazem także Truskolasy Wolę. Ciekawostką jest, że tego roku był to ostatni spis pospolitego ruszenia przeprowadzony w Rzeczypospolitej.
Pozdrawiam
: pt 01 sty 2016, 15:54
autor: Warakomski
To święta prawda, że kiedy zajrzymy za kurtynę, to jest np. do akt sądowych czy archiwów prywatnych np. Archiwum Roskiego / Potockich, Sapiehów i Branickich / dopiero robi się ciekawie.
Oto taki krótki, ale jakże ciekawy wyimek z życia na Podlasiu Bogusława Warakomskiego. Na Podlasie przybył z pod Oszmiany, urodził się w Warakomszczyźnie.
Tytułem wstępu należy zaznaczyć, że oszmiańscy Warakomscy należeli do klienteli Sapiehów, nic więc dziwnego, że dostawali posady w ich podlaskich dobrach.
Zachowały się listy, które Bogusław w 1709 r. pisał do Józefa Franciszka Sapiehy, ale też jego brata Adama, który tłumaczył sny Konstancji Potockiej.
Nie mniej ciekawe są akta sądowe. W 1709 r. żydowski kupiec z Tykocina został napadnięty koło karczmy we wsi Kuriany koło Zabłudowa. A napadli go wraz z czeladzią Hrehory Pakosz syn stolnika kowieńskiego i Bogusław Warakomski strażnik oszmiański. Zrabowali kupcowi towary na sumę 2210 zł. w tym dwie księgi. Procesy sądowe trwały do 1720 r. a rabusie musieli zwrócić te sumy kupcowi.
W 1714 r. Bogusław jest pisarzem Katarzyny Branickiej / de domo Sapieha/, żony wojewody podlaskiego Stefana Mikołaja Branickiego. I tu piękna asygnata wystawiona przez Katarzynę, w której to poleca tykocińskim arendarzom wypłacić jej pisarzowi Bogusławowi Warakomskiemu wynagrodzenie w wysokości 600 tynfów i w naturze 6 łokci sukna francuskiego na kontusz i 12 łokci atłasu na żupan.
Taki był elegancki, a te buty...
http://www.wiw.pl/sztuka/plastyka/dyscy ... hcic-z.jpg
Krzysztof
: pt 01 sty 2016, 16:09
autor: vnukinga
Dziekuje panie Jerzy. Bardzo ciekawy material!
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Vnuk
: pt 01 sty 2016, 19:00
autor: jamiolkowski_jerzy
Jako że ostatnio przejrzałem odzyskane z Mińska (niestety tylko w postaci skańów) kolejne księgi brańskie z Fondu 1708 z rozpędu dodam jeszcze jeden dokument, jak poprzednie przetłumaczony przez p. Emila Kalinowskiego. Pochodzi z 1700 roku i dotyczy wspomnianego Mikołaja. Przytaczam go - bo mnie sie przynajmniej zdaje - może mieć pożyteczne dydaktyczne walory w ewentualnych kwerendach ksiag sadowych
Jest to Jamiołkowski Donatio (NIAB grodzkie brańskie F 1708 – 67,sk. 1708) Urodzony Zygmunt Jamiołkowski (brat wspomnianego w przywołanych wcześniej dokumentach „zajazdu na Mazowsze” Kazimierza -przyp.jj) , syn niegdy Urodzonego Andrzeja Jamiołkowskiego regenta, - Szlachetnemu Mikołajowi niegdy Tomasza Jamiołkowskiemu donuje dobra w Jamiołkach Piotrowiętach, w części zwanej Kram..[tekst zniszczony chodzi pewnie i Kramszczyznę] 8 zagonów, od Bruku(ulicy między siedliskami?) do granicy Świetlikowskiej, między miedzami Urodzonych Kazimierza i Andrzeja Jamiołkowskich, swoich braci rodzonych ; także w tym polu w innym miejscu 12 zagonów od drogi polowej (polnej) do tryby poprzecznej, położonych jak wyżej,
Kilka uwag - zagony były wtedy różnej wielkości , niemniej 20 to sporo. Ale ważniejsza (i to własnie może komuś się przydać) - donacja nie musiała być wtedy , co by sugerowała nazwa, darowizną z dobrego serca czyli za darmo.Częściej była forma ukrytej sprzedaży.
Zygmunt Gloger w Encyklopedii Staropolskiej tak to objaśnia.
Donacja. W prawie rzymskiem używano wyrazu donatio na oznaczenie darowizny wogóle, w prawie zaś polskiem donacja oznaczała sprzedaż .... Że sprzedaże robiono pod firmą donacyi, przyczyna tego – jak twierdzi Dutkiewicz – zdaje się nie inna, jak ta, aby uniknąć skupu przez blizkich krewnych, co się retraktem nazywało. To jest rzeczą pewną, że donatio znaczy sprzedaż, zbycie, aljenację i dlatego to w kontraktach sprzedaży znajdujemy wyrazy „daję, daruję”, chociaż szacunek był brany.
I poszerzając wiedzę dlaczego donatio było ukrytą forma sprzedaży, za Glogerem objasnienie przywołanego wcześniej znaczenia retraktu. Retrakt (retractus, z łac. retrahere, cofnąć sprzedaż) było to prawo bliższości, służące blizkim krewnym do odkupienia majątku rodzinnego sprzedanego przez ich krewnych obcemu, za zwrotem wyliczonego szacunku. Prawo to służyło do lat 3 i miesięcy 3. Retrakt nie miał miejsca przy darowiznach i zamianach choćby z dopłatą pieniężną uskutecznionych. Gdy konstytucja z 1768 uznała niewzruszalność tranzakcyi, odtąd, jak to wytłómaczyła Rada Nieustająca, ustał retrakt
Pozdrawiam
: pt 01 sty 2016, 19:08
autor: Sroczyński_Włodzimierz
Jerzy:
Czy Twoim zdaniem pierwokup (retrakt) dotyczył każdej sprzedanej przez krewnych nieruchomości czy to ciągnięta od "zawsze ( XII wiek a może wcześniej)" prawo pierwokupu ojcowizny?
tzn prawo pierwokupu (zakwestionowania zbycia, odkupu od nabywcy) ziemi, tylko takiej nabytej w spadku, darowiźnie od przodków
w odróżnieniu od innych (kupionych, otrzymanych osobistych nadań) ziem
: pt 01 sty 2016, 20:03
autor: jamiolkowski_jerzy
Zastrzegam się, że moja wiedza jest bardziej intuicyjna i oparta tylko na znanych mi okolicach.
Na wstępie informacja ,że poza donacjami w praktyce spotykałem się z licznymi klasycznymi sprzedażami( venditio). Dlaczego? sądzę że taka klasyczna sprzedaż mogła być dokonano w stosunku do ziemi która bezspornie przynależała sprzedającemu,bo sam ja nabył choćby w wyniku własnych zakupów czy niespłaconych zastawów .(Zastaw Obligatio to były najczęstsze dokumenty w ówczesnych księgach sadowych) Zatem wara rodzinie z wydumanymi prawami do takich zagonów.
Problem rodzi się z ojcowizna a szerzej własnościa rodową. Charakterystyczna cechą ówczesnej własności było cześnictwo. Aby przełożyć to na współczesny język najbardziej by pasowało pojęcie rodzinnej spółdzielni. Ta własność przynależała całemu rodowi. Znakomicie to widać w taryfach podatkowych z XVI wieku a także jeszcze w taryfie chocby z 1632 roku dla ziemi Bielskiej. Dla genealogi stanowią katastrofę bowiem pojawia sie w nich jeden i płaci w imieniu pozostałych nieznanych nam przez to cześników.
Z czasem rola cześnictwa malała co nie oznaczało że zanikło . A na pewno dotyczyło ojcowizny czyli ojcowskich nadziałów.Te zawsze były kwestionowane,czasem wywoływało to rodzinne wręcz wojny.
Donacja była zatem z pewnościa próbą obejścia pretensji krewnych do pierwokupu ziemi z ojcowizny.
Ale to tylko moja próba interpretacji, ja jestem praktyk naturszczyk i szczęśliwie nie musiałem pisać pracy magisterskiej z ówczesnego prawa.
Pozdrawiam
: sob 02 sty 2016, 14:12
autor: joanna84
Bardzo ciekawą pozycją przybliżającą codzienne życie szlachty jest też "Pamiętnik podlaskiego szlachcica"
http://www.stopkapress.com.pl/opis,34,144.html
: ndz 03 sty 2016, 01:19
autor: andrzej_debno
Panie Jerzy
Lektura Pana wpisów, to wielka przyjemność i pożytek.
Z szacunkiem
Andrzej Brzozowski