Szanowny Tomaszu,
bardzo ciekawą metodę zastosowałeś w stosunku do babci
Do piekła raczej nie trafisz, wszak babcia "zeznała dobrowolnie"
Podzielam Twoje spostrzeżenia dotyczące różnicy pomiędzy genealogią, a statystyką. Mam bardzo podobne podejście.
Na istotę czynnika emocjonalnego zwracał kiedyś uwagę prof. Dworzaczek.
Masz rację, że również moja propozycja ma istotne wady. W moim osobistym wywodzie mam lukę już na poziomie 7 pokolenia, chociaż inne gałęzie idą znacznie dalej.
Dla wielu osób, których przodkowie pochodzili od niektórych rodzin szlacheckich, zrobienie wywodu do Mieszka I lub dalej, nie powinno nastręczać wielkich problemów. (Oczywiście nie mówię tu o cudownych miejscach w sieci, gdzie za pewną opłatą możemy taki wywód sobie zamówić

)
Mam na myśli min. skorzystanie z tablic opracowanych przez Rafała Prinke i Andrzeja Sikorskiego i opublikowanych w pracy :Królewska krew" ze znamiennym podtytułem "Polscy potomkowie Piastów i innych dynastii panujących".
Jest też w sieci sporo zachodnich baz danych, które również pokazują podobne powiązania, ale niestety zawierają błędy, które wielokroć znajdowałem z Adasiem Pszczółkowskim, gdy braliśmy na warsztat wybrane rody.
Oczywiście takie wywodzenie przodków, to trochę inna genealogia. Bardziej przypomina pracę na gotowych bazach danych, a efekty przypominają książkę telefoniczną

Robiłem kilka takich wywodów znanych polskich osobistości, docierając bez trudu do czasów wczesnego chrześcijaństwa.
Jednak w większości przypadków, gdy brakuje połączeń z "furtkami" do baz danych, wywody kończą się na legendarnych postaciach opisanych w herbarzach.
Ba, często bywa, że już w XIX wieku trafiamy na takie matactwa związane z wywodami przed Heroldią KP, że tylko dzięki przypadkowi możemy ustalić prawdziwą historię danej rodziny lub pozostawić mityczną wersję, w którą rodzina będzie dalej wierzyć.
Z doświadczenia wiem, że rodziny którym przedstawia się ewidentne fałszerstwo, jakiego dopuszczali się ich przodkowie w wywodach szlacheckich, nie przyjmuje tego do wiadomości

No tak, ale odjechałem od tematu

Podsumowując więc całość, zgadzam się z Tobą, że również podawanie ilości osób w wywodzie ma pewne wady, bo jak zaznaczyłem, gdy trafimy na osobę pochodzącą od dynastii panującej, to ma ona w swoim wywodzie kilkaset osób, mimo, że sama nie musiała spędzić nawet godziny w archiwum.
Jednak mimo to, właśnie ilość osób w wywodzie daje nieco lepszy obraz naszej pracy genealogicznej, w odróżnieniu od dokonywania spisu powszechnego "szerokiej rodziny", jak to niektórzy nazywają, w obrębie XX i XIX wieku.
Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak