Podwójne nazwisko przodka
: pn 18 sty 2016, 14:48
Być może ktoś z Państwa mógłby mi pomóc rozwiązać następującą zagadkę z przeszłości.
Mój praprapradziadek w swoim akcie ślubu (1868 r.) opisany jest jako Wojciech Nicek vel Wodzyński. Z tegoż aktu wynika, że urodził się w Łuszczanowicach w 1840 r. Na stronie Familysearch.org znalazłam akty urodzenia z interesującej mnie parafii Sulmierzyce, niestety z roku 1840 jest tam tylko indeks (w którym mój przodek rzeczywiście figuruje jako Wojciech Nicek) i kilkanaście ostatnich aktów, wśród których nie ma „mojego”. W tej miejscowości, z tego co widziałam przeglądając akty, było sporo osób o tym nazwisku, więc nie ulega wątpliwości, że Wojciech urodził się jako Nicek. Skąd jednak drugie nazwisko Wodzyński? Oba są całkiem różne, nie ma tu więc mowy o żadnej oboczności. Jest jeszcze rzecz, która mnie bardzo dziwi. Otóż Wojciech przeniósł się do Warszawy, gdzie ożenił się i miał przynajmniej dwie córki. Starsza z nich, Włodzimiera, ur. w 1870 r., w akcie urodzenia opisana jest jako córka Wojciecha Wodzyńskiego, i nazwiska Wodzyńska konsekwentnie używa w późniejszym życiu – przekazała je swojemu nieślubnemu synowi i jako Wodzyńska kilka lat później wyszła za mąż. Tymczasem młodsza córka Helena, ur. w 1872 r., w akcie urodzenia figuruje jako Helena Nicka [! – tak, odmieniane przymiotnikowo], córka małżonków Nickich, a potem, w akcie urodzenia jej nieślubnej (tak, ona też…) córki i w swoim akcie ślubu pojawia się już jako Helena Nicek, rzeczownikowo.
Jakie mogą być przyczyny tego stanu rzeczy? Mam pewną teorię na ten temat, ale nie wiem, na ile jest ona zgodna z ówczesnymi zwyczajami i myśleniem ludzi w tamtym czasie. Otóż Wojciech urodził się w rodzinie chłopskiej, w Warszawie pracował jako wyrobnik, był więc raczej prostym człowiekiem. Jego żona, Wincentyna z Zalewskich, również nie pochodziła z bardzo zamożnej rodziny, jak oceniam na podstawie prześledzonych aktów, ale była córką urzędnika (konkretnie pisarza browarnego) oraz Niemki urodzonej w Żytawie, a jak się zdaje, w ówczesnej Warszawie Niemcy byli głównie kupcami czy cenionymi rzemieślnikami, więc mógł byc kimś takim również jej ojciec Gottlieb. Nie były to może wyżyny społeczne, ale dla chłopaka ze wsi rodzina narzeczonej mogła wydawać się znacznie lepiej sytuowana od jego własnej. Może więc przydając sobie drugie nazwisko, przynajmniej z wyglądu szlacheckie, chciał się dowartościować? Może podejrzewał, że jest nieślubnym synem jakiegoś szlachcica czy przynajmniej kogoś z wyższych sfer? Wprawdzie nie znalazłam liczących się śladów Wodzyńskich w okolicy parafii Sulmierzyce, ale też zaledwie liznęłam ten temat i nie przeprowadzałam gruntownych badań. Przyznam, że bardzo intryguje mnie ta kwestia, a szczególnie fakt swoistego „rozdwojenia jaźni” i nadania dwóm córkom, urodzonym w odstępie zaledwie dwóch lat, różnych nazwisk. Czy może kryć się za tym jakaś tajemnica, czy też była to ówcześnie powszechna praktyka i nie ma sobie czym zaprzątać głowy?
Katarzyna
Mój praprapradziadek w swoim akcie ślubu (1868 r.) opisany jest jako Wojciech Nicek vel Wodzyński. Z tegoż aktu wynika, że urodził się w Łuszczanowicach w 1840 r. Na stronie Familysearch.org znalazłam akty urodzenia z interesującej mnie parafii Sulmierzyce, niestety z roku 1840 jest tam tylko indeks (w którym mój przodek rzeczywiście figuruje jako Wojciech Nicek) i kilkanaście ostatnich aktów, wśród których nie ma „mojego”. W tej miejscowości, z tego co widziałam przeglądając akty, było sporo osób o tym nazwisku, więc nie ulega wątpliwości, że Wojciech urodził się jako Nicek. Skąd jednak drugie nazwisko Wodzyński? Oba są całkiem różne, nie ma tu więc mowy o żadnej oboczności. Jest jeszcze rzecz, która mnie bardzo dziwi. Otóż Wojciech przeniósł się do Warszawy, gdzie ożenił się i miał przynajmniej dwie córki. Starsza z nich, Włodzimiera, ur. w 1870 r., w akcie urodzenia opisana jest jako córka Wojciecha Wodzyńskiego, i nazwiska Wodzyńska konsekwentnie używa w późniejszym życiu – przekazała je swojemu nieślubnemu synowi i jako Wodzyńska kilka lat później wyszła za mąż. Tymczasem młodsza córka Helena, ur. w 1872 r., w akcie urodzenia figuruje jako Helena Nicka [! – tak, odmieniane przymiotnikowo], córka małżonków Nickich, a potem, w akcie urodzenia jej nieślubnej (tak, ona też…) córki i w swoim akcie ślubu pojawia się już jako Helena Nicek, rzeczownikowo.
Jakie mogą być przyczyny tego stanu rzeczy? Mam pewną teorię na ten temat, ale nie wiem, na ile jest ona zgodna z ówczesnymi zwyczajami i myśleniem ludzi w tamtym czasie. Otóż Wojciech urodził się w rodzinie chłopskiej, w Warszawie pracował jako wyrobnik, był więc raczej prostym człowiekiem. Jego żona, Wincentyna z Zalewskich, również nie pochodziła z bardzo zamożnej rodziny, jak oceniam na podstawie prześledzonych aktów, ale była córką urzędnika (konkretnie pisarza browarnego) oraz Niemki urodzonej w Żytawie, a jak się zdaje, w ówczesnej Warszawie Niemcy byli głównie kupcami czy cenionymi rzemieślnikami, więc mógł byc kimś takim również jej ojciec Gottlieb. Nie były to może wyżyny społeczne, ale dla chłopaka ze wsi rodzina narzeczonej mogła wydawać się znacznie lepiej sytuowana od jego własnej. Może więc przydając sobie drugie nazwisko, przynajmniej z wyglądu szlacheckie, chciał się dowartościować? Może podejrzewał, że jest nieślubnym synem jakiegoś szlachcica czy przynajmniej kogoś z wyższych sfer? Wprawdzie nie znalazłam liczących się śladów Wodzyńskich w okolicy parafii Sulmierzyce, ale też zaledwie liznęłam ten temat i nie przeprowadzałam gruntownych badań. Przyznam, że bardzo intryguje mnie ta kwestia, a szczególnie fakt swoistego „rozdwojenia jaźni” i nadania dwóm córkom, urodzonym w odstępie zaledwie dwóch lat, różnych nazwisk. Czy może kryć się za tym jakaś tajemnica, czy też była to ówcześnie powszechna praktyka i nie ma sobie czym zaprzątać głowy?
Katarzyna