W(y)padki warszawskie. (komentarz)
Moderator: maria.j.nie
- Komentarze

- Posty: 4721
- Rejestracja: ndz 02 lip 2006, 14:34
W(y)padki warszawskie. (komentarz)
Skomentuj <A HREF="modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=687&ez=2 target=_top">ten artykuł</A> w tym wątku
-
Warakomski

- Posty: 928
- Rejestracja: śr 29 lut 2012, 16:28
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35479
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
W(y)padki warszawskie. (komentarz)
"Wtedy po latach moi wstępni przeczytają w gazecie anons o mnie"
Prasa, gazety...było, jest i będzie jak jest:( Z różnych, niekoniecznie politycznych powodów bardzo krytycznie także do tych wiadomości sprzed lat
Pomimo, że
http://szczurbiurowy.salon24.pl/722448, ... rzed-sadem
nie sądzę by się wiele zmieniło. Nośnik reklam ma być czytliwy.
więc mogą napisać nie "wyzywając od czarowników" a "rzucił klątwę" - licz się z tym:)
Prasa, gazety...było, jest i będzie jak jest:( Z różnych, niekoniecznie politycznych powodów bardzo krytycznie także do tych wiadomości sprzed lat
Pomimo, że
http://szczurbiurowy.salon24.pl/722448, ... rzed-sadem
nie sądzę by się wiele zmieniło. Nośnik reklam ma być czytliwy.
więc mogą napisać nie "wyzywając od czarowników" a "rzucił klątwę" - licz się z tym:)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
-
JerzyGrzegorz

- Posty: 96
- Rejestracja: śr 09 kwie 2008, 17:34
W(y)padki warszawskie. (komentarz)
Zrobię wyjątek i odpowiem na „zaczepliwe posty”.
Krzysztofie. Stałem i stoję mocno na ziemi. To co zasygnalizowałem pisząc „chciałem a bałem się” dotyczyło innej kwestii. Jedna z moich warszawskich prababek nosiła rodowe nazwisko takie jak rozsławiony przez przedwojenne media „Mazowiecki Kapitan z Kopenick”. Czego się bałem? No właśnie, czego? Dziś mam do tego dystans. Odwzajemniam gratulacje – za to, że tym razem przebrnąłeś przez wstęp i przeczytałeś wszystko do deski do deski.
Włodku. Zgadzam się z Tobą. Podoba mi się Twoja postawa ; wskazujesz - nie komentujesz. Ubawiło mnie określenie – „nośnik reklam”. Tak to niestety działa. Ale nie drążę tematu. Mam już wakacje. Nie dam się wciągnąć w politykę. Przez kilka miesięcy, śledząc doniesienia prasowe o przyszłych emeryturach, polityki mam po dziurki od nosa. Od dziś, żadnej polityki, bo zaczynam się już gubić. Nawet książki i pisma kucharskie w pewien sposób kojarzą mi się z polityką. Pierwszy z brzegu przykład. Dawniej nasze matki, żony i kochanki docierały do naszych serc przez żołądek. Dzisiaj dobre żarcie omija serce i wali prosto do głowy. Wystarczy tylko skromny obiad u Sowy i mówi się to, co się myśli.
Niektórzy w końcowym wierszyku mogą dopatrywać się podtekstu politycznego. Nic mylnego. Jak już pisałem, stronię od polityki. Chciałem przypodobać się tym, którzy nie lubią gości ze „Świętogenu” i publicznie wyrażają tą niechęć. W artykule zamieściłem tylko końcowy fragment większego dzieła. Cały poemat poświęciłem żonie. Ożeniłem się u podnóża Świętego Krzyża. Przeczytałem gdzieś, że Baba-Jaga pochodzi stąd. Teraz czeka mnie niezła robota. Genealogiczna oczywiście. Cały matriarchalny wywód mojej żony. Na razie wnikliwie przyglądam się jej koleżankom. Jak dotąd zauważyłem, że tam gdzie ja mam siurka, one wszystkie mają bruzdę. Relikt po prababkach przemieszczających się na miotle? Przypadek?
Pozdrawiam wakacyjnie i ogórkowo. Jurek
Krzysztofie. Stałem i stoję mocno na ziemi. To co zasygnalizowałem pisząc „chciałem a bałem się” dotyczyło innej kwestii. Jedna z moich warszawskich prababek nosiła rodowe nazwisko takie jak rozsławiony przez przedwojenne media „Mazowiecki Kapitan z Kopenick”. Czego się bałem? No właśnie, czego? Dziś mam do tego dystans. Odwzajemniam gratulacje – za to, że tym razem przebrnąłeś przez wstęp i przeczytałeś wszystko do deski do deski.
Włodku. Zgadzam się z Tobą. Podoba mi się Twoja postawa ; wskazujesz - nie komentujesz. Ubawiło mnie określenie – „nośnik reklam”. Tak to niestety działa. Ale nie drążę tematu. Mam już wakacje. Nie dam się wciągnąć w politykę. Przez kilka miesięcy, śledząc doniesienia prasowe o przyszłych emeryturach, polityki mam po dziurki od nosa. Od dziś, żadnej polityki, bo zaczynam się już gubić. Nawet książki i pisma kucharskie w pewien sposób kojarzą mi się z polityką. Pierwszy z brzegu przykład. Dawniej nasze matki, żony i kochanki docierały do naszych serc przez żołądek. Dzisiaj dobre żarcie omija serce i wali prosto do głowy. Wystarczy tylko skromny obiad u Sowy i mówi się to, co się myśli.
Niektórzy w końcowym wierszyku mogą dopatrywać się podtekstu politycznego. Nic mylnego. Jak już pisałem, stronię od polityki. Chciałem przypodobać się tym, którzy nie lubią gości ze „Świętogenu” i publicznie wyrażają tą niechęć. W artykule zamieściłem tylko końcowy fragment większego dzieła. Cały poemat poświęciłem żonie. Ożeniłem się u podnóża Świętego Krzyża. Przeczytałem gdzieś, że Baba-Jaga pochodzi stąd. Teraz czeka mnie niezła robota. Genealogiczna oczywiście. Cały matriarchalny wywód mojej żony. Na razie wnikliwie przyglądam się jej koleżankom. Jak dotąd zauważyłem, że tam gdzie ja mam siurka, one wszystkie mają bruzdę. Relikt po prababkach przemieszczających się na miotle? Przypadek?
Pozdrawiam wakacyjnie i ogórkowo. Jurek