Księgi za indeksy
: ndz 27 lis 2016, 14:03
Temat z tych powracających. Zapewne przez wielu zostanie uznany za wichrzycielstwo, zamach na tradycję i atak na podstawy działania społeczności genealogicznej. Trzeba jednak powiedzieć wprost - system zakładający udostępnianie online zdigitalizowanych ksiąg po ich zindeksowaniu przez wolontariuszy nie działa tak jak powinien, nie przystaje do obecnych czasów i sam w sobie jest oparty na błędnych założeniach. Będzie w punktach, żeby było przejrzyściej.
1) Cała podstawa jego działania oparta jest na, nie boję się użyć tego słowa, szantażowaniu społeczności w celu znalezienia wolontariusza.
2) Jakby tego było mało, jeśli już znajdzie się chętny, to wszyscy zainteresowani, także Ci poszukujący 1-2 aktów w danej parafii, stają się zakładnikami jego sumienności i indywidualnych mocy przerobowych.
3) Organizacja i nadzór nad pracami nie przystaje ani do formy wolontariatu, ani do standardów tego typu projektów, ani do czasów. Czy ktoś sobie wyobraża jakby wyglądała obecnie Wikipedia (albo np. Github), gdyby działała tak samo? Gdyby trzeba było się zgłosić do edycji hasła mailem do jednego z dwóch administratorów, być jedyną osobą przydzieloną i mogącą tworzyć hasło "Lista ponumerowanych planetoid", a samo hasło zostałoby udostępnione dopiero po utworzeniu kompletnej listy planetoid? System przydzielania prac i śledzenia ich postępu powinien być ogólnodostępny, otwarty i ukierunkowany na opracowywanie mniejszej ilości danych przez większą liczbę osób.
Świadom jestem, że niektórzy tak się przywiązali do domniemanej skuteczność rzeczonego szantażu, że będą niechętni systemowi otwartemu. W taki wypadku moim zdaniem niezbędne są następujące rozwiązania:
4) Stworzenie systemu pozytywnej formy zachęcenia do indeksowania i wynagradzania takiej pracy. Są użytkownicy, którzy mają na swoim koncie dziesiątki tysięcy opracowanych indeksów, a nie mają dostępu do zdjęć ze swojej rodzinnej parafii, bo ta czeka na zakończenie indeksacji. To jest zwyczajnie nie w porządku i ciężko się dziwić rozgoryczeniu takich osób. Potrzebne są punkty/statusy 'zasłużonych' dające pełny i natychmiastowy dostęp do materiałów normalnie niedostępnych.
5) Ten punkt będzie oczywiście kontrowersyjny, ale utrzymując ograniczenia dostępu do parafii niezindeksowanych można wprowadzić klasyczny system płatnych kont premium dających dostęp do tych materiałów. Wiele osób nie ma czasu na indeksowanie czy jakąkolwiek aktywną działalność na rzecz społeczności, natomiast mają pieniądze. Tutaj zresztą rachunek jest prosty, w moim wypadku wycieczki do AP Kielce żeby odnaleźć akty które są w parafiach czekających na opublikowanie to byłby koszt >500zł. Wolałbym tą kwotą wspierać genealogię a nie branże paliwową i transportową.
6) Jeśli wszystko powyższe nie znajdzie zrozumienia u decydentów, co mnie specjalnie nie zdziwi, niezbędna jest publikacja, 'uwalnianie' zdjęć po np. pół roku od ich zrobienia, niezależnie od stanu indeksacji. Niektóre parafie (te, o których wiem) czekają ponad rok i w ich przypadku system zwyczajnie nie działa, a utrzymywanie tego stanu jest zwyczajnym zaprzeczeniem sensu ich fotografowania.
Aha. Wiem, że 'taka jest umowa z AP'. Ta umowa jest zła i nadaje się do renegocjacji i tyle.
Zapraszam do dyskusji.
1) Cała podstawa jego działania oparta jest na, nie boję się użyć tego słowa, szantażowaniu społeczności w celu znalezienia wolontariusza.
2) Jakby tego było mało, jeśli już znajdzie się chętny, to wszyscy zainteresowani, także Ci poszukujący 1-2 aktów w danej parafii, stają się zakładnikami jego sumienności i indywidualnych mocy przerobowych.
3) Organizacja i nadzór nad pracami nie przystaje ani do formy wolontariatu, ani do standardów tego typu projektów, ani do czasów. Czy ktoś sobie wyobraża jakby wyglądała obecnie Wikipedia (albo np. Github), gdyby działała tak samo? Gdyby trzeba było się zgłosić do edycji hasła mailem do jednego z dwóch administratorów, być jedyną osobą przydzieloną i mogącą tworzyć hasło "Lista ponumerowanych planetoid", a samo hasło zostałoby udostępnione dopiero po utworzeniu kompletnej listy planetoid? System przydzielania prac i śledzenia ich postępu powinien być ogólnodostępny, otwarty i ukierunkowany na opracowywanie mniejszej ilości danych przez większą liczbę osób.
Świadom jestem, że niektórzy tak się przywiązali do domniemanej skuteczność rzeczonego szantażu, że będą niechętni systemowi otwartemu. W taki wypadku moim zdaniem niezbędne są następujące rozwiązania:
4) Stworzenie systemu pozytywnej formy zachęcenia do indeksowania i wynagradzania takiej pracy. Są użytkownicy, którzy mają na swoim koncie dziesiątki tysięcy opracowanych indeksów, a nie mają dostępu do zdjęć ze swojej rodzinnej parafii, bo ta czeka na zakończenie indeksacji. To jest zwyczajnie nie w porządku i ciężko się dziwić rozgoryczeniu takich osób. Potrzebne są punkty/statusy 'zasłużonych' dające pełny i natychmiastowy dostęp do materiałów normalnie niedostępnych.
5) Ten punkt będzie oczywiście kontrowersyjny, ale utrzymując ograniczenia dostępu do parafii niezindeksowanych można wprowadzić klasyczny system płatnych kont premium dających dostęp do tych materiałów. Wiele osób nie ma czasu na indeksowanie czy jakąkolwiek aktywną działalność na rzecz społeczności, natomiast mają pieniądze. Tutaj zresztą rachunek jest prosty, w moim wypadku wycieczki do AP Kielce żeby odnaleźć akty które są w parafiach czekających na opublikowanie to byłby koszt >500zł. Wolałbym tą kwotą wspierać genealogię a nie branże paliwową i transportową.
6) Jeśli wszystko powyższe nie znajdzie zrozumienia u decydentów, co mnie specjalnie nie zdziwi, niezbędna jest publikacja, 'uwalnianie' zdjęć po np. pół roku od ich zrobienia, niezależnie od stanu indeksacji. Niektóre parafie (te, o których wiem) czekają ponad rok i w ich przypadku system zwyczajnie nie działa, a utrzymywanie tego stanu jest zwyczajnym zaprzeczeniem sensu ich fotografowania.
Aha. Wiem, że 'taka jest umowa z AP'. Ta umowa jest zła i nadaje się do renegocjacji i tyle.
Zapraszam do dyskusji.