Kościół Narodowy Polski - metryki
: wt 28 lut 2017, 18:10
Drodzy współforumowicze - czy ktoś z Was zgłębiał temat działalności Kościoła Narodowego Polskiego działającego na kielecczyźnie ? Wiem z opowiadań szanownej teściowej, iż jej mama ... to może po kolei:
we wsi Stoki (Małe?) mieszkała dość zamożna rodzina o nazwisku Moskwa, zaś nieopodal - rodzina Cielebąków posiadała duże gospodarstwo. Najstarszy syn Cielebąków miał dziedziczyć, zaś córka Moskwów miała mieć pokaźne wiano. Rodzice - wbrew pannie, zakochanej w innym - doprowadzili do zaślubin w Rudzie Kościelnej, w kościele Parafii Rzymsko-Katolickiej. Nie obyło się bez skandalu - gdy para jechała bryczką do ślubu - niedoszły kochanek panny młodej rzucił się przed konie, by nie dopuścić do zawarcia małżeństwa. Siłą przez drużbów odciągnięty i obity pozostał na drodze, ale młoda była tak zrozpaczona, że rodzina wyekspediowała młodożeńców do Reichu. Tam urodziło się dwoje dzieci, ale i tam rozpadło się małżeństwo. Małżonek pił, bił, hulał. Więc żona - w akcie desperacji - spakowała siebie i dzieci i wróciła w rodzinne strony. Stara miłość nie rdzewieje, lecz jak połączyć dawnych kochanków ? Z pomocą przyszły dogmaty wiary głoszone przez Kościół Narodowy Polski, którego siedziba znajdowała się opodal (w Pogórzu ?). Musiało to się dziać w drugiej połowie l.20-tych XX wieku. Może w początku l.30-tych ? Otóż Kościół ten dopuszcza jednostronne zerwanie ślubów małżeńskich, gdy jedno z małżonków nie dochowuje swej przysięgi. Tak więc, nasza bohaterka, mając 1-go męża pijusa i łajdusa (choć z zamożnej, jako się rzekło rodziny), oświadczyła wszem i wobec (ale jak ? ile to wymagało odwagi !?!), że zrywa śluby i unieważnia małżeństwo, zaś zawiera nowe, ze swoim wybrankiem, z miłości, nie musu... Pewnie działo się to przed obliczem księdza Kościoła Narodowego Polskiego w przepisanej formie. Tak to miłość zwyciężyła raz jeszcze. Żyli długo i szczęśliwie. Dochowali się własnych dzieci, ale i te z 1-go związku nie były zaniedbane. Na łożu śmierci swojego wybranka postanowiła oczyścić go z "grzechu bigamii", aby mógł spocząć w poświęconej ziemi, Rzymsko-Katolickim obyczajem. Miejscowy (w innym zgoła już miejscu) proboszcz pomagał przy procedurach unieważnienia tamtego nieszczęsnego związku.
Jako męski szowinista dodam od siebie, że kobieta jak chce, to diabłu rogi wyprostuje, a na swoim postawi (':lol:')
I tu rodzą się pytania :
1 - czy zachowały się akta metrykalne Kościoła Narodowego z okresu przed 1947 rokiem ?
2 - jeśli tak, to gdzie ich szukać ?
Ot, taka zagwozdka !
we wsi Stoki (Małe?) mieszkała dość zamożna rodzina o nazwisku Moskwa, zaś nieopodal - rodzina Cielebąków posiadała duże gospodarstwo. Najstarszy syn Cielebąków miał dziedziczyć, zaś córka Moskwów miała mieć pokaźne wiano. Rodzice - wbrew pannie, zakochanej w innym - doprowadzili do zaślubin w Rudzie Kościelnej, w kościele Parafii Rzymsko-Katolickiej. Nie obyło się bez skandalu - gdy para jechała bryczką do ślubu - niedoszły kochanek panny młodej rzucił się przed konie, by nie dopuścić do zawarcia małżeństwa. Siłą przez drużbów odciągnięty i obity pozostał na drodze, ale młoda była tak zrozpaczona, że rodzina wyekspediowała młodożeńców do Reichu. Tam urodziło się dwoje dzieci, ale i tam rozpadło się małżeństwo. Małżonek pił, bił, hulał. Więc żona - w akcie desperacji - spakowała siebie i dzieci i wróciła w rodzinne strony. Stara miłość nie rdzewieje, lecz jak połączyć dawnych kochanków ? Z pomocą przyszły dogmaty wiary głoszone przez Kościół Narodowy Polski, którego siedziba znajdowała się opodal (w Pogórzu ?). Musiało to się dziać w drugiej połowie l.20-tych XX wieku. Może w początku l.30-tych ? Otóż Kościół ten dopuszcza jednostronne zerwanie ślubów małżeńskich, gdy jedno z małżonków nie dochowuje swej przysięgi. Tak więc, nasza bohaterka, mając 1-go męża pijusa i łajdusa (choć z zamożnej, jako się rzekło rodziny), oświadczyła wszem i wobec (ale jak ? ile to wymagało odwagi !?!), że zrywa śluby i unieważnia małżeństwo, zaś zawiera nowe, ze swoim wybrankiem, z miłości, nie musu... Pewnie działo się to przed obliczem księdza Kościoła Narodowego Polskiego w przepisanej formie. Tak to miłość zwyciężyła raz jeszcze. Żyli długo i szczęśliwie. Dochowali się własnych dzieci, ale i te z 1-go związku nie były zaniedbane. Na łożu śmierci swojego wybranka postanowiła oczyścić go z "grzechu bigamii", aby mógł spocząć w poświęconej ziemi, Rzymsko-Katolickim obyczajem. Miejscowy (w innym zgoła już miejscu) proboszcz pomagał przy procedurach unieważnienia tamtego nieszczęsnego związku.
Jako męski szowinista dodam od siebie, że kobieta jak chce, to diabłu rogi wyprostuje, a na swoim postawi (':lol:')
I tu rodzą się pytania :
1 - czy zachowały się akta metrykalne Kościoła Narodowego z okresu przed 1947 rokiem ?
2 - jeśli tak, to gdzie ich szukać ?
Ot, taka zagwozdka !