Strona 1 z 1

Czy Walenty był moim pradziadkiem?

: pt 27 paź 2017, 13:44
autor: mantua1
Witam.
Od już dawien dawna nurtuję mnie pewna rodzinna zagadka.Otóż mój dziadek Franciszek Haba urodzony 26 stycznia 1907 roku w Ociesękach był nieślubnym dzieckiem.Link do aktu:(pierwszy z lewej)

https://zapodaj.net/3efcdf3d20eb6.jpg.html

Jego matka-Katarzyna w chwili narodzin swojego dziecka liczyła już 34 lat i była niezamężna.W trzy miesiące po narodzinach Franciszka wychodzi za mąż za 47 letniego wdowca Walentego Kaczmarczyka.Już samo to jak dla mnie jest troszkę zagadkowe:skoro Katarzyna przez 34 lat życia nie wyszła za mąż i dopiero nagle po narodzinach nieślubnego dziecka wychodzi to czy można wysunąć hipotezę iż to Walenty był ojcem Franciszka??Ale skoro tak to czemu go nie uznał i nie zalegalizował jego pochodzenia??

Walenty z Katarzyną doczekali się później dwóch córek:Agnieszki i Józefy.
Według ich słów ojcem Franciszka był ktoś inny,obcy.Ktoś kto bawił w Ociesękach tylko przejazdem.

Sam dziadek nigdy nie wspominał o swoim pochodzeniu.Zawsze jednak gdy odmawiał modlitwę modlił się za rodzinę Kaczmarczyków-nie wiem czy to jakaś poszlaka...

Czy ktoś może ma jakieś pomysły co do hipotezy na temat pochodzenia dziadka??
Pozdrawiam ciepło
Marek

Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: pt 27 paź 2017, 14:38
autor: JaroslawPrzypis
Witam

Mogą być różne hipotezy na temat pochodzenia. Mógł być on na ten przykład nieślubnym dzieckiem jakiegoś wysoko postawionego człowieka, a ten z powodu obawy przed wyjściem na jaw że popełnił tak jakby mezalians mógł nie uznać go za swoje. U mnie jest podobna sytuacja tylko, że akurat z moim pradziadkiem Stanisławem Borowcem, który był nieślubnym dzieckiem swojej matki, i także jego matka kilka lat później wyszła za mąż za Antoniego Matejankę. Ale mój pradziad zachował nazwisko swojej matki czyli Borowiec. Co ciekawe w akcie zgonu i w akcie małżeństwa jest napisane że jest synem niezamężnej Jadwigi Borowiec, a w akcie zgonu napisane jest że jego ojcem był nie jaki Jan Borowiec, co może byłoby może prawdziwe gdyby nie to że w Milejowie nie był brany żaden ślub Jan Borowca z jakąkolwiek Jadwigą.

Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: pt 27 paź 2017, 15:25
autor: bielecki
Wdowców starano się szybko wyswatać - zwłaszcza, gdy w domu były małe dzieci.

Jednocześnie panna z dzieckiem albo spodziewająca się dziecka też nazwijmy to, pilnie potrzebowała stabilizacji.

Dlatego takie związki były nierzadkie. Obie strony zyskiwały trwałe ognisko domowe. Częścią dealu było nieraz nawet uznanie mającego się urodzić dziecka przez małżonka, nawet gdy cała wieś wiedziała, że to tylko na papierze.

Jeśli więc w tym wypadku Walenty nie uznał dziecka za swoje, to tym bardziej nierealistycznie byłoby zakładać, że jest biologicznym ojcem.

Łukasz

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: pt 27 paź 2017, 17:59
autor: Wlodzimierz_Macewicz
JaroslawPrzypis pisze:Witam

U mnie jest podobna sytuacja tylko, że akurat z moim pradziadkiem Stanisławem Borowcem, który był nieślubnym dzieckiem swojej matki, i także jego matka kilka lat później wyszła za mąż za Antoniego Matejankę. Ale mój pradziad zachował nazwisko swojej matki czyli Borowiec. Co ciekawe w akcie zgonu i w akcie małżeństwa jest napisane że jest synem niezamężnej Jadwigi Borowiec, a w akcie zgonu napisane jest że jego ojcem był nie jaki Jan Borowiec, co może byłoby może prawdziwe gdyby nie to że w Milejowie nie był brany żaden ślub Jan Borowca z jakąkolwiek Jadwigą.
a czy w akcie urodzenia nie ma dopisku ,,... decyzją sądu na podstawie art .... wpisano imię ojca Jan'' (dotyczy aktów cywilnych, w akcie kościelnym takiego dopiska nie będzie)

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: pt 27 paź 2017, 22:23
autor: Kwiatkowski
Wlodzimierz_Macewicz pisze:
JaroslawPrzypis pisze:Witam

U mnie jest podobna sytuacja tylko, że akurat z moim pradziadkiem Stanisławem Borowcem, który był nieślubnym dzieckiem swojej matki, i także jego matka kilka lat później wyszła za mąż za Antoniego Matejankę. Ale mój pradziad zachował nazwisko swojej matki czyli Borowiec. Co ciekawe w akcie zgonu i w akcie małżeństwa jest napisane że jest synem niezamężnej Jadwigi Borowiec, a w akcie zgonu napisane jest że jego ojcem był nie jaki Jan Borowiec, co może byłoby może prawdziwe gdyby nie to że w Milejowie nie był brany żaden ślub Jan Borowca z jakąkolwiek Jadwigą.
a czy w akcie urodzenia nie ma dopisku ,,... decyzją sądu na podstawie art .... wpisano imię ojca Jan'' (dotyczy aktów cywilnych, w akcie kościelnym takiego dopiska nie będzie)
Witam
Sytuacja z pańskim Janem jest podobna do historii mojego 2x pradziadka, gdzie w akcie urodzenia, ojciec jest nieznany, podobnie jak i w akcie pierwszego małżeństwa, lecz już w 1917 roku podczas drugiego małżeństwa jako ojciec jest wpisany Jan. Chcę jeszcze podkreślić, że mój 2x pradziadek Władysław Górski nosił nazwisko panieńskie matki

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: pt 27 paź 2017, 23:03
autor: Sroczyński_Włodzimierz
jeśli dziadek ojczysty to możesz próbować porównywać DNA innych potomków badanego hipotetycznego przodka

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: sob 28 paź 2017, 10:04
autor: bielecki
Wlodzimierz_Macewicz pisze: ,,... decyzją sądu na podstawie art .... wpisano imię ojca Jan'' (dotyczy aktów cywilnych, w akcie kościelnym takiego dopiska nie będzie)
Dla ewentualnych niezorientowanych warto tu zaznaczyć, że tego rodzaju dopiski wprowadzane głównie w latach powojennych nie miały nic wspólnego z faktycznym ojcostwem. Była to prawna fikcja pozwalająca delikwentowi uniknąć stygmatyzacji i ujawnienia jako dziecko nieślubne w licznych sytuacjach urzędowych, kiedy to wymagano podawania imienia ojca. PRL, wzorem radzieckim (gdzie obyczaj ten ma kulturowe podstawy rosyjskie) wprowadzono imię ojca do wszelakich formularzy jako dodatkowy element identyfikujący. Dzieci nieślubne musiałyby zatem wpisywać tam "nieznany" lub ewentualnie imię matki - co powodowałoby publiczne ujawnianie faktu nieślubnego urodzenia w różnych sytuacjach życiowych.

Dlatego wymyślono taki trick, chętnym umożliwiono wpisanie do aktu urodzenia fikcyjnego imienia ojca i stosowanie go w sytuacjach urzędowych. Jasnym jest, że zazwyczaj wpisywało się jakieś typowe imię męskie, żeby nie zwracało ono uwagi. Co ciekawe w ZSRR (i Rosji) też osoby o takim statusie przybierają fikcyjnie jakieś typowe otczestwo.

Gdyby wpisy o których dyskutujemy miały w jakikolwiek sposób odnosić się do prawdziwego ojcostwa, to logiczna byłaby przecież zmiana także nazwiska.

Oczywiście nie można wykluczyć, że w jednostkowych przypadkach jako to "fikcyjne" imę ojca, ktoś sobie przybrał imię prawdziwego ojca, znanego mu z opowieści. Ale to jest nieweryfikowalne.

Największy problem z tymi dopiskami jest dziś taki, że potomkowie nieraz zakładają, że ów Józef czy Jan z dopisku to jakaś prawdziwa osoba i usiłują ją zidentyfikować.

Łukasz

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: sob 28 paź 2017, 10:16
autor: Wlodzimierz_Macewicz
JaroslawPrzypis pisze:Witam

nieślubnym dzieckiem jakiegoś wysoko postawionego człowieka, a ten z powodu obawy przed wyjściem na jaw że popełnił tak jakby mezalians mógł nie uznać go za swoje.
przeważnie nie dociekano kto był ojcem (w pewnym okresie było to celowe działanie, narzucone z góry), więc trudno się dziwić że nie wpisano ojca. Mogło tak być że ktoś z tzw pozycją zapłacił komuś (dał duże wiano) i ożenił matkę swojego dziecka z tym kimś.

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: sob 28 paź 2017, 10:26
autor: Arek_Bereza
To co pisze Łukasz znajduje potwierdzenie w metrykach. To nie jest jakaś próba reprezentatywna dla kraju, ale w indeksowanej przeze mnie parafii Seroczyn spotykam takie zapiski w drugiej połowie lat 90 XIX w. wobec braku nazwiska ojca nie bardzo widzę ich logikę, choć żadnej szczegółowej egzegezy nie przeprowadzałem.

Re: Czy Walenty był moim pradziadkiem??

: sob 28 paź 2017, 10:33
autor: bielecki
Wlodzimierz_Macewicz pisze:przeważnie nie dociekano kto był ojcem (w pewnym okresie było to celowe działanie, narzucone z góry), więc trudno się dziwić że nie wpisano ojca. Mogło tak być że ktoś z tzw pozycją zapłacił komuś (dał duże wiano) i ożenił matkę swojego dziecka z tym kimś.
Przecież aż po dziś dzień do aktu urodzenia wpisuje się automatycznie tylko męża matki - a biologicznego ojca nie będącego mężem (jak przy coraz powszechniejszym dziś konkubinacie) - tylko wtedy, gdy osobiście się stawi i tego zażąda. O ile wiem matka nie może nawet przyjść ze zwykłym pisemnym upoważnieniem od "partnera", że ten życzy sobie być wpisany.

Dawniej też nie "dociekano", tylko po prostu jeśli kobieta była niezamężna, albo była wdową od ponad 10 miesięcy, to z mocy prawa ojca nie wpisywano, choćby matka, sam ksiądz i połowa wsi wiedziała kto nim jest. Ale nawet i wówczas, choć bardzo rzadko, zdarzało się że taki ojciec nie będący mężem matki, był wpisywany, jeśli sam tego sobie zażyczył, od razu, a częściej po pewnym czasie.

W drugiej sprawie: chyba w każdej rodzinie, w której była babcia czy prababcia z nieślubnym dzieckiem, pojawiają się spekulacje, że pewnie ojcem był ktoś znaczny. Pewnie miło sobie pomarzyć, ale przestrzegałbym przed przyjmowaniem takich opowieści za pewnik. W najbardziej typowej wersji tego gatunku literackiego, babcia była służącą w folwarku, no i hrabia, bądź syn hrabiego... tak jakby dziedzic był na folwarku jedynym młodym, zdrowym mężczyzną :lol:

Łukasz