Aneto!
Pozostaje jeszcze zaufanie do treści aktów jako takich: tj. czy takie urzędowe przysposobienie dziecka w ogóle nastąpiło. Wiemy, że dane z akt niekiedy znacząco odbiegały od realiów, np. wiek nowożeńców, mimo że teoretycznie konieczne było przedłożenie metryki (za Kodeksu Napoleona pisano wyraźnie: "dowodzący złożoną przed Nami metryką, wyjętą z ksiąg Kościoła Parafialnego..."). Dla osób pochodzących z tej samej parafii była to jednak często formalność - o czym świadczą błędy w aktach dowodzące, że ksiądz spisujący akt nie widział metryk na oczy. Dane do dokumentów były wpisywane ze słuchu (jeśli pisarz czegoś w ogóle nie pomylił, bo np. trudno przyjąć, że to mąż podał błędnie panieńskie nazwisko żony - w akcie urodzenia ich dziecka). Upraszczając - jeśli do ślubu stawił się mężczyzna podający się za Kowalskiego, i takim znali go "wszyscy we wsi" (łącznie z księdzem), bo był dzieckiem małżeństwa Kowalskich, to tak został zapisany, a nie tak, jak stało w metryce. I stało się tak niezależnie od faktu, że "starzy górale" we wsi mogli pamiętać, że dziecko urodziło się w czasie kilkuletniej nieobecności męża matki (ale już niekoniecznie ksiądz, bo mógł sie przez te ćwierć wieku zmienić). Nie wiem, jak to było w Inowłodzu (i to 200 lat temu), ale jakoś nie sądzę, zeby ktoś starał się sądownie (!) zmieniać dane w aktach. Chyba prościej było wpisać to, co i tak by się w tym akcie znalazło.
Wiem, że to co piszę wyda się trywialne, ale w moich poszukianiach wiele razy niepotrzebnie doszukiwałem się karkołomnych (acz teoretycznie i formalnie usprawiedliwionych) relacji, a znajdowałem przypadki zupełnie trywialnych, za to ludzkich zachowań. Między zapisami prawa (cywilnego i kanonicznego) a codzienną praktyką była niekiedy olbrzymia przepaść. Oczywiście, w opisanym przez Ciebie przypadku mogło wchodzić w grę działanie urzędowe, ale z owej praktyki wynika, że bardziej prawdopodobna jest wersja opisana powyżej.

Poza tym zgadzam się z poprzednikiem, że opisany przez Ciebie akt stwierdza tylko to, co podał teść matki, a nie to, co można uznać za obiektywną prawdę ;-( Brzmi ładnie i "wiarygodnie", ale...
Pozdrawiam, Marek