Ponowię swoje pytanie jeszcze raz.
Gdzie szukać/pytać/składać wniosek dot. aktu małżeństwa dwoje osób, które urodziły się na kresach wschodnich (obecnie dzisiejsza Ukraina), ale osiedlili się na ziemiach odzyskanych, a zmarli w roku 1981 i 2000? Domyślam się, że musieli ten akt SC albo przedłożyć, albo odtworzyć w jakimś polskim urzędzie, ale nie wiem jaki jest właściwy.
Nie znam daty ani miejsca zawarcia małżeństwa a jedynie przedział, w którym mógł być zawarty.
Gdzie kierować teraz pierwsze kroki?
Dodatkowo, wnosząc o wydanie kopii aktu urodzenia córki (ur. w dawnym pow. tarnopolskim; obecnie Ukraina) tych dwoje osób do USC Warszawa (właściwy dla Ksiąg Zabużańskich), tenże poinformował mnie, że w niezamkniętej jeszcze księdze małżeństw dla miejscowości, w której oni żyli i urodziła się ich córka, ich akt ślubu nie figuruje.
Natomiast w księdze, która została już zamknięta w roku 1909, również nie znalazłem.
Jeśli dobrze rozumiem, archiwista jedynie sprawdził czy figuruje taki akt w księgach parafialnych, natomiast taki akt może być zarejestrowany w rejestrze SC. Wydaje się, że ci dwoje musieli taki akt przedłożyć w Polsce, chociażby ze względu na fakt, że kobiecie wydano dowód na nazwisko jej męża.
Byłbym wdzięczny za wskazówki.
PS Szukanie tego aktu na Ukrainie wydaje się być jeszcze trudniejszą sprawą.
Michał
Akt małżeństwa osób z Kresów Wsch.,którzy osiedlili się w PL
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
- Krystyna.waw

- Posty: 5531
- Rejestracja: czw 28 kwie 2016, 17:09
- Podziękował: 6 times
Dzięki za odpowiedź.
Dowiadywałem się w sprawie kopert, ale sprawa trochę się skomplikowała w tej materii, bo mimo uzyskania serii ich dowodów właściwy UM stwierdził, że nie posiada ich i nie wie gdzie są. Natomiast AP w tymże województwie stwierdziło, że jest to nieprawda, gdyż tenże urząd posiada takie koperty, lecz musi je wpierw zewidencjonować. UM ma na to czas do końca czerwca, tak że nie dość, że muszę czekać, to UM pobrał ode mnie opłaty.
Będę próbował jeszcze uzyskać tzw. akta o gospodarstwie rolnym, bo UM właściwy dla ich miejsca zamieszkania wyraził wstępnie taką możliwość, ale coś długo nie dopowiadają na wniosek, więc będę musiał się teraz dowiadywać jak sprawa stoi.
Chciałbym spróbować jeszcze jakoś bezpośrednio od USC uzyskać ten akt.
Dowiadywałem się w sprawie kopert, ale sprawa trochę się skomplikowała w tej materii, bo mimo uzyskania serii ich dowodów właściwy UM stwierdził, że nie posiada ich i nie wie gdzie są. Natomiast AP w tymże województwie stwierdziło, że jest to nieprawda, gdyż tenże urząd posiada takie koperty, lecz musi je wpierw zewidencjonować. UM ma na to czas do końca czerwca, tak że nie dość, że muszę czekać, to UM pobrał ode mnie opłaty.
Będę próbował jeszcze uzyskać tzw. akta o gospodarstwie rolnym, bo UM właściwy dla ich miejsca zamieszkania wyraził wstępnie taką możliwość, ale coś długo nie dopowiadają na wniosek, więc będę musiał się teraz dowiadywać jak sprawa stoi.
Chciałbym spróbować jeszcze jakoś bezpośrednio od USC uzyskać ten akt.
Dalsze poszukiwania aktu małżeństwa niewiele zbliżyły mnie do jego miejsca przechowywania/zarejestrowania, choć natknąłem się na pewną wskazówkę, i miałbym z tego powodu jedno pytanie. Jeśli nie chcesz czytać ściany tekstu (który jest skierowany do osób, którzy znajdą się w podobnej sytuacji), przewiń w dół.
Uzyskałem informację od urzędniczki stanu cywilnego, która miała doświadczenie w ewidencji ludności, że kobieta w tamtym czasie nie musiała nawet składać żadnego odrębnego oświadczenia, poświadczonego urzędowo, a jedynie wypełnić wniosek oświadczając, że jest żoną, aby wydano jej dowód na nazwisko męża. Repatriantom nie robiono wtedy problemów z tego tytułu.
Udało mi się dotrzeć do tzw. teczki osadnika (zwyczajowo nazywanej w urzędzie jako teczka/akta o posiadaniu gospodarstwa rolnego). Na podstawie tam zawartych dokumentów udało mi się ustalić, że nie posiadali przy sobie żadnych aktów stanu cywilnego, gdy zostali przesiedleni do Polski. W jednym dokumencie niestety podali w lakonicznej postaci datę zawarcia małżeństwa - tylko rok.
Z innych dokumentów wynika, że prawdopodobnie złożyli (przynajmniej tak wynika w spisie załączników) jakiś dokument, poświadczający zawarcie małżeństwa, aby uzyskać rentę inwalidzką od ZUSu. Czy ZUS przetrzymuje jeszcze w swoim archiwum zakładowym oraz czy udostępni dokumentację, dowiem się, gdy odpowie na mój wniosek.
Wnioskowałem również do USC w Łodzi, który przechowuje akta stanu cywilnego odtworzone w postępowaniu sądowym (z całej Polski) od 1947-1952, o udostępnienie akt małżeństwa mając nadzieję, że szukany akt był odtwarzany. Niestety USC w Łodzi nie odnalazł takiego aktu, a jedynie wskazał, że istnieją jedynie akty zgonu tych osób w innych USC. To może wskazywać na to, że taki akt nigdy nie został zarejestrowany w Polsce. Pozostaje mi jeszcze zawnioskować do właściwego ówczesnego miasta wojewódzkiego, który przechowuje odtworzone akta w okresie 1952-1954.
Wnioskując o kopię aktu urodzenia do USC w Warszawie (Księgi Zabużańskie), uzyskałem informację, że w jej akcie znalazła się bardzo lakoniczna informacja o zawarciu małżeństwa, tj. zapisano jedynie nazwisko jej męża.
----
Archiwista zwrócił też na pewien fakt co może być wskazówką dla poszukiwania, dlatego chciałbym prosić was o wyjaśnienie, dlaczego wyszedł on z takim założeniem.
Otóż akt urodzenia kobiety (ur. w 1910) został zarejestrowany w urzędzie (posiada nr historyczny) w 1933 r., co zostało zresztą odnotowane w księdze parafialnej. I tutaj archiwista napisał, że "może to wskazywać, że w/w osoba dokonała konwersji wyznania na rzymskokatolickie".
Czy chodzi o fakt samego zarejestrowania w USC? Że taki zarejestrowany akt był de facto przerejestrowaniem (z księgi innego wyznania) i potrzebny do ślubu? O co chodzi?
Trochę to się kłóci z tym, że udało się odnaleźć akt urodzenia brata kobiety, w którym zaznaczono wyznanie katolickie.
Uzyskałem informację od urzędniczki stanu cywilnego, która miała doświadczenie w ewidencji ludności, że kobieta w tamtym czasie nie musiała nawet składać żadnego odrębnego oświadczenia, poświadczonego urzędowo, a jedynie wypełnić wniosek oświadczając, że jest żoną, aby wydano jej dowód na nazwisko męża. Repatriantom nie robiono wtedy problemów z tego tytułu.
Udało mi się dotrzeć do tzw. teczki osadnika (zwyczajowo nazywanej w urzędzie jako teczka/akta o posiadaniu gospodarstwa rolnego). Na podstawie tam zawartych dokumentów udało mi się ustalić, że nie posiadali przy sobie żadnych aktów stanu cywilnego, gdy zostali przesiedleni do Polski. W jednym dokumencie niestety podali w lakonicznej postaci datę zawarcia małżeństwa - tylko rok.
Z innych dokumentów wynika, że prawdopodobnie złożyli (przynajmniej tak wynika w spisie załączników) jakiś dokument, poświadczający zawarcie małżeństwa, aby uzyskać rentę inwalidzką od ZUSu. Czy ZUS przetrzymuje jeszcze w swoim archiwum zakładowym oraz czy udostępni dokumentację, dowiem się, gdy odpowie na mój wniosek.
Wnioskowałem również do USC w Łodzi, który przechowuje akta stanu cywilnego odtworzone w postępowaniu sądowym (z całej Polski) od 1947-1952, o udostępnienie akt małżeństwa mając nadzieję, że szukany akt był odtwarzany. Niestety USC w Łodzi nie odnalazł takiego aktu, a jedynie wskazał, że istnieją jedynie akty zgonu tych osób w innych USC. To może wskazywać na to, że taki akt nigdy nie został zarejestrowany w Polsce. Pozostaje mi jeszcze zawnioskować do właściwego ówczesnego miasta wojewódzkiego, który przechowuje odtworzone akta w okresie 1952-1954.
Wnioskując o kopię aktu urodzenia do USC w Warszawie (Księgi Zabużańskie), uzyskałem informację, że w jej akcie znalazła się bardzo lakoniczna informacja o zawarciu małżeństwa, tj. zapisano jedynie nazwisko jej męża.
----
Archiwista zwrócił też na pewien fakt co może być wskazówką dla poszukiwania, dlatego chciałbym prosić was o wyjaśnienie, dlaczego wyszedł on z takim założeniem.
Otóż akt urodzenia kobiety (ur. w 1910) został zarejestrowany w urzędzie (posiada nr historyczny) w 1933 r., co zostało zresztą odnotowane w księdze parafialnej. I tutaj archiwista napisał, że "może to wskazywać, że w/w osoba dokonała konwersji wyznania na rzymskokatolickie".
Czy chodzi o fakt samego zarejestrowania w USC? Że taki zarejestrowany akt był de facto przerejestrowaniem (z księgi innego wyznania) i potrzebny do ślubu? O co chodzi?
Trochę to się kłóci z tym, że udało się odnaleźć akt urodzenia brata kobiety, w którym zaznaczono wyznanie katolickie.
W międzyczasie, po przekonaniu urzędniczki, że koperta dowodowa kobiety, która zmarła w 2000 r., nie mogła być zniszczona, postanowiła ona, że zajmie się jeszcze raz tą sprawą.
Dzisiaj okazało się, że koperta dowodowa kobiety została odnaleziona, szukając koperty po kopercie - była przechowywana w złym miejscu, dlatego też nie można było jej znaleźć po numerze.
Okazało się, że np. mimo podania w dokumentach po przybyciu do Polski, że nie posiadają żadnych aktów stanów cywilnych, to kobieta miała akt urodzenia (kawałek karteczki z odręczną tabelką i wpisami przez księdza).
I najważniejsza rzecz, w kopercie znalazł się wyciąg aktu małżeństwa (nareszcie!). Przypuszczam, że jest on na podstawie odtwarzanego aktu, gdyż wskazuje na to rok (1952) oraz ówczesne miasto wojewódzkie, do którego miałem jeszcze pisać w tej sprawie, tak że prawdopodobnie dotarłbym do tego aktu. Będę teraz kierować tam swoje kroki, aby uzyskać dokumenty z akt zbiorowych, dotyczących owego aktu małżeństwa.
Z dokumentów wynika, że jej akt urodzenia nie zgadza się z faktami (częściowo pomylone imiona, daty, nazwiska), co ma odzwierciedlenie w dostępnej księdze w AGAD. Czekam jeszcze na kopię z USC Warszawa, aby móc wyjaśnić tę sprawę.
Historia kończy się pomyślnie, ale wciąż jest kilka pytań na które muszę jeszcze odpowiedzieć.
PS Jeśli chodzi o wskazówkę z poprzedniego postu, to kobieta mogła być grekokatoliczką (po matce), zaś jej brat rzymskim katolikiem (po ojcu). Są przesłanki ku temu, ale nie oznacza, że tak było, dlatego będę weryfikował to jeszcze.
Dzisiaj okazało się, że koperta dowodowa kobiety została odnaleziona, szukając koperty po kopercie - była przechowywana w złym miejscu, dlatego też nie można było jej znaleźć po numerze.
Okazało się, że np. mimo podania w dokumentach po przybyciu do Polski, że nie posiadają żadnych aktów stanów cywilnych, to kobieta miała akt urodzenia (kawałek karteczki z odręczną tabelką i wpisami przez księdza).
I najważniejsza rzecz, w kopercie znalazł się wyciąg aktu małżeństwa (nareszcie!). Przypuszczam, że jest on na podstawie odtwarzanego aktu, gdyż wskazuje na to rok (1952) oraz ówczesne miasto wojewódzkie, do którego miałem jeszcze pisać w tej sprawie, tak że prawdopodobnie dotarłbym do tego aktu. Będę teraz kierować tam swoje kroki, aby uzyskać dokumenty z akt zbiorowych, dotyczących owego aktu małżeństwa.
Z dokumentów wynika, że jej akt urodzenia nie zgadza się z faktami (częściowo pomylone imiona, daty, nazwiska), co ma odzwierciedlenie w dostępnej księdze w AGAD. Czekam jeszcze na kopię z USC Warszawa, aby móc wyjaśnić tę sprawę.
Historia kończy się pomyślnie, ale wciąż jest kilka pytań na które muszę jeszcze odpowiedzieć.
PS Jeśli chodzi o wskazówkę z poprzedniego postu, to kobieta mogła być grekokatoliczką (po matce), zaś jej brat rzymskim katolikiem (po ojcu). Są przesłanki ku temu, ale nie oznacza, że tak było, dlatego będę weryfikował to jeszcze.