Jak uwiarygodnić legendę
: sob 27 sty 2018, 02:02
Witam,
Legenda dotyczy powstania 3 miejscowości w powiecie parczewskim. Chciałabym ustalić kim byli bohaterowie: rycerz, jego żona, córki (a w zasadzie ta, która przeżyła - bo mogła zostawić potomka) oraz król. Czy to w ogóle jest możliwe???
Na początek treść legendy zaczerpnięta z książki: ,,Opowieści znad Piwonii" autorstwa Apolinarego Nosalskiego.
"TRZY SIOSTRY"
Jeden dzielny rycerz w czasie wojny mężnie stawał w obronie króla, którego własna piersią osłonił przed ciosem wroga i od śmierci ocalił, ale sam poniósł ciężkie rany. Król w nagrodę za męstwo darował mu tyle ziemi, ile zdoła zagospodarować w ciągu dwudziestu lat.
Ucieszył się rycerz, bo oprócz dzielności i sławy żadnego majątku nie posiadał. Wyleczywszy się jako tako z ran, postanowił osiedlić się i uprawiać ziemię otrzymaną od króla. Jadąc przez puszcze i bezdroża, długo szukał odpowiedniego miejsca. Znalazł wreszcie teren położony wśród lasów, z dala od bagnisk, o dwie mile na południowy zachód od Parczewa, tu się zatrzymał i zabrał się zaraz do pracy.
Najpierw przy pomocy najętych ludzi pobudował obszerny dom, a potem zaczął karczować puszczę. Minęły dwa lata i w miejscu, gdzie przedtem szumiały wiekowe sosny i dęby, kołysały się dorodne łany zbóż. Wtedy postanowił ożenić się.
Żonę wziął sobie niezbyt bogatą, ale pracowitą i gospodarną. We dwoje było weselej i robota szła raźniej, toteż z każdym rokiem powiększał się obszar zagospodarowanej ziemi. Zaczęli przybywać i osiedlać się chłopi, którzy pomagali w karczowaniu lasów. Szlachetny rycerz i jego mądra małżonka każdemu służyli radą, pomocą i opieką w potrzebie, czym zjednywali sobie powszechną miłość i szacunek. Oboje też byli bardzo szczęśliwi.
Mieli dwie córki, które kochali nad życie.
Starsza Seweryna, niezwykle urodziwa, czarnowłosa i czarnooka, spokojna i poważna, podobna była do młodej, smukłej jodły, rosnącej na skraju puszczy.
Młodsza zaś Julia, piwnooka blondynka o spojrzeniu młodej sarny, krok miała lekki, taneczny i prześliczny głos. Każdego dnia lubiła wyśpiewywać piosenki w zawody z leśnymi ptakami.
Rosły dziewczęta na radość i pociechę obojgu rodzicom, którym chętnie w pracy pomagały, potrafiły im również każdy dzień umilać, troski i kłopoty od czoła odpędzać.
A tymczasem ziemi uprawnej przybywało. Granice puszczy cofnęły się daleko i ciemniały już hen na widnokręgach, a na zagospodarowanym miejscu powstały wioski, których mieszkańcy żyli dostatnio i zasobnie, sławiąc rodzinę mądrego i dobrego pana.
Minęło dwadzieścia lat.
Rycerz z małżonką postanowili, że nadszedł czas, aby córki wydać za mąż, a w posagu zamierzali każdej dać jedną z dwóch posiadanych wiosek.
Sława pięknych dziewcząt rozeszła się daleko i niejeden dzielny i bogaty rycerz marzył o tym, aby którąś z nich pojąć za żonę. Coraz to ktoś przybywał, kłaniał się rodzicom i o rękę którejś panny prosił.
Spośród wielu starających się wybrały dziewczęta i pokochały dwóch najpiękniejszych i najdzielniejszych rycerzy. Wkrótce miało się odbyć wesele obydwu par, na które sam król został zaproszony. Trwały już przygotowania do uroczystości weselnych, gdy nagle rozeszła się straszliwa wieść, że w okolicy pojawiła się zaraza, zwana morowym powietrzem.
Wieściom tym początkowo nie dawano wiary, ale kiedy we wsi zmarło w ciągu jednego tygodnia nagle, prawie że nie chorując, kilkanaście osób, straszna trwoga zapanowała dokoła. Jedni modlili się, inni porzucali dobytek i uciekali, gdzie oczy poniosą, zostawiając nie pogrzebanych umarłych i konających.
Siostry, nie bacząc na niebezpieczeństwo, bez wahania zajęły się opieką nad tymi, którym jeszcze było można coś pomóc. Dniami i nocami doglądały chorych, podawały wodę umierającym, żywiły sieroty.
Okrutna i nieubłagana śmierć kończyła wreszcie swoje żniwo, skosiwszy prawie połowę ludzi w okolicy. A odchodząc za bory, za lasy zabrała i dzielne dziewczyny. Jako ostatnie zmarły jedna po drugiej…
Trudno opisać, jak wielka była boleść i rozpacz rodziców. Matka oczy sobie z żalu wypłakiwała, a ojciec posiwiał zupełnie.
Dwaj młodzi rycerze, którzy mieli poślubić dziewczęta, przywdziawszy żałobę, udali się na wojnę i podobno wkrótce polegli.
Mijał czas, ludność wracała do porzuconych siedzib i życie powoli zaczęło się toczyć normalnym trybem. Nadzieja wstępowała w serca. Na długie lata pozostało jednak wspomnienie owych strasznych dni.
Los, choć okazał się tak okrutny, przyniósł niebawem rycerzowi i jego żonie pociechę i ukojenie. Urodziła im się córeczka, której nadali imię Nadzieja.
Prześliczne to było dziecko. Włosy miała jasne jak len, a oczy jak nieb na wiosnę. Kiedy się śmiała, wydawało się, że to skowronek dzwoni.
Wyrosła na piękną dziewczynę, skromna i pracowitą. Gorąco kochała rodziców, którzy przy niej dożyli późnej starości. Luzie mówili, że jest dobra i szlachetna jak jej siostry Julia i Seweryna, których pamięć wciąż trwała.
Wyszła za mąż za najdzielniejszego w okolicy rycerza i oboje żyli długo i szczęśliwie, otoczeni powszechną miłością i szacunkiem. Nad rzeką Piskornicą założyli nową wieś, która ludność na cześć swej pani nazwała jej imieniem – Nadzieja.
A od imion jej sióstr pochodzą nazwy dwóch niedaleko położonych wsi – Sewerynówka i Juliopol.
Myślę, że najważniejszym szczegółem jest ,,morowe powietrze". Epidemia cholery w 1831 roku? Jeśli w tym czasie choroba zabrała 2 córki, które były na wydaniu, to możemy odjąć minimum 15 lat (urodziwe, majętne na pewno długo na zamążpójście nie czekały). I jeszcze wspomniane 2 lata na obsiedliny rycerza na wybranej ziemi. A więc rok 1814 lub wcześniej.
Król... Stanisław August Poniatowski? Czy brał udział w jakichś potyczkach, gdzie rycerz mógł się mu tak zasłużyć? Po nim koronowali się carowie. Wątpię żeby rycerz nadstawiał swoją pierś...
Księgi z parafii Parczew nie są dostępne online (z tych lat), żeby można było postudiować. Na parafii podobno są pewne trudności.
Jeśli ktoś zechce przeczytać ten mój przydługi post i coś podpowiedzieć będę ogromnie wdzięczna.
Pozdrawiam
Gosia Wójcik
Legenda dotyczy powstania 3 miejscowości w powiecie parczewskim. Chciałabym ustalić kim byli bohaterowie: rycerz, jego żona, córki (a w zasadzie ta, która przeżyła - bo mogła zostawić potomka) oraz król. Czy to w ogóle jest możliwe???
Na początek treść legendy zaczerpnięta z książki: ,,Opowieści znad Piwonii" autorstwa Apolinarego Nosalskiego.
"TRZY SIOSTRY"
Jeden dzielny rycerz w czasie wojny mężnie stawał w obronie króla, którego własna piersią osłonił przed ciosem wroga i od śmierci ocalił, ale sam poniósł ciężkie rany. Król w nagrodę za męstwo darował mu tyle ziemi, ile zdoła zagospodarować w ciągu dwudziestu lat.
Ucieszył się rycerz, bo oprócz dzielności i sławy żadnego majątku nie posiadał. Wyleczywszy się jako tako z ran, postanowił osiedlić się i uprawiać ziemię otrzymaną od króla. Jadąc przez puszcze i bezdroża, długo szukał odpowiedniego miejsca. Znalazł wreszcie teren położony wśród lasów, z dala od bagnisk, o dwie mile na południowy zachód od Parczewa, tu się zatrzymał i zabrał się zaraz do pracy.
Najpierw przy pomocy najętych ludzi pobudował obszerny dom, a potem zaczął karczować puszczę. Minęły dwa lata i w miejscu, gdzie przedtem szumiały wiekowe sosny i dęby, kołysały się dorodne łany zbóż. Wtedy postanowił ożenić się.
Żonę wziął sobie niezbyt bogatą, ale pracowitą i gospodarną. We dwoje było weselej i robota szła raźniej, toteż z każdym rokiem powiększał się obszar zagospodarowanej ziemi. Zaczęli przybywać i osiedlać się chłopi, którzy pomagali w karczowaniu lasów. Szlachetny rycerz i jego mądra małżonka każdemu służyli radą, pomocą i opieką w potrzebie, czym zjednywali sobie powszechną miłość i szacunek. Oboje też byli bardzo szczęśliwi.
Mieli dwie córki, które kochali nad życie.
Starsza Seweryna, niezwykle urodziwa, czarnowłosa i czarnooka, spokojna i poważna, podobna była do młodej, smukłej jodły, rosnącej na skraju puszczy.
Młodsza zaś Julia, piwnooka blondynka o spojrzeniu młodej sarny, krok miała lekki, taneczny i prześliczny głos. Każdego dnia lubiła wyśpiewywać piosenki w zawody z leśnymi ptakami.
Rosły dziewczęta na radość i pociechę obojgu rodzicom, którym chętnie w pracy pomagały, potrafiły im również każdy dzień umilać, troski i kłopoty od czoła odpędzać.
A tymczasem ziemi uprawnej przybywało. Granice puszczy cofnęły się daleko i ciemniały już hen na widnokręgach, a na zagospodarowanym miejscu powstały wioski, których mieszkańcy żyli dostatnio i zasobnie, sławiąc rodzinę mądrego i dobrego pana.
Minęło dwadzieścia lat.
Rycerz z małżonką postanowili, że nadszedł czas, aby córki wydać za mąż, a w posagu zamierzali każdej dać jedną z dwóch posiadanych wiosek.
Sława pięknych dziewcząt rozeszła się daleko i niejeden dzielny i bogaty rycerz marzył o tym, aby którąś z nich pojąć za żonę. Coraz to ktoś przybywał, kłaniał się rodzicom i o rękę którejś panny prosił.
Spośród wielu starających się wybrały dziewczęta i pokochały dwóch najpiękniejszych i najdzielniejszych rycerzy. Wkrótce miało się odbyć wesele obydwu par, na które sam król został zaproszony. Trwały już przygotowania do uroczystości weselnych, gdy nagle rozeszła się straszliwa wieść, że w okolicy pojawiła się zaraza, zwana morowym powietrzem.
Wieściom tym początkowo nie dawano wiary, ale kiedy we wsi zmarło w ciągu jednego tygodnia nagle, prawie że nie chorując, kilkanaście osób, straszna trwoga zapanowała dokoła. Jedni modlili się, inni porzucali dobytek i uciekali, gdzie oczy poniosą, zostawiając nie pogrzebanych umarłych i konających.
Siostry, nie bacząc na niebezpieczeństwo, bez wahania zajęły się opieką nad tymi, którym jeszcze było można coś pomóc. Dniami i nocami doglądały chorych, podawały wodę umierającym, żywiły sieroty.
Okrutna i nieubłagana śmierć kończyła wreszcie swoje żniwo, skosiwszy prawie połowę ludzi w okolicy. A odchodząc za bory, za lasy zabrała i dzielne dziewczyny. Jako ostatnie zmarły jedna po drugiej…
Trudno opisać, jak wielka była boleść i rozpacz rodziców. Matka oczy sobie z żalu wypłakiwała, a ojciec posiwiał zupełnie.
Dwaj młodzi rycerze, którzy mieli poślubić dziewczęta, przywdziawszy żałobę, udali się na wojnę i podobno wkrótce polegli.
Mijał czas, ludność wracała do porzuconych siedzib i życie powoli zaczęło się toczyć normalnym trybem. Nadzieja wstępowała w serca. Na długie lata pozostało jednak wspomnienie owych strasznych dni.
Los, choć okazał się tak okrutny, przyniósł niebawem rycerzowi i jego żonie pociechę i ukojenie. Urodziła im się córeczka, której nadali imię Nadzieja.
Prześliczne to było dziecko. Włosy miała jasne jak len, a oczy jak nieb na wiosnę. Kiedy się śmiała, wydawało się, że to skowronek dzwoni.
Wyrosła na piękną dziewczynę, skromna i pracowitą. Gorąco kochała rodziców, którzy przy niej dożyli późnej starości. Luzie mówili, że jest dobra i szlachetna jak jej siostry Julia i Seweryna, których pamięć wciąż trwała.
Wyszła za mąż za najdzielniejszego w okolicy rycerza i oboje żyli długo i szczęśliwie, otoczeni powszechną miłością i szacunkiem. Nad rzeką Piskornicą założyli nową wieś, która ludność na cześć swej pani nazwała jej imieniem – Nadzieja.
A od imion jej sióstr pochodzą nazwy dwóch niedaleko położonych wsi – Sewerynówka i Juliopol.
Myślę, że najważniejszym szczegółem jest ,,morowe powietrze". Epidemia cholery w 1831 roku? Jeśli w tym czasie choroba zabrała 2 córki, które były na wydaniu, to możemy odjąć minimum 15 lat (urodziwe, majętne na pewno długo na zamążpójście nie czekały). I jeszcze wspomniane 2 lata na obsiedliny rycerza na wybranej ziemi. A więc rok 1814 lub wcześniej.
Król... Stanisław August Poniatowski? Czy brał udział w jakichś potyczkach, gdzie rycerz mógł się mu tak zasłużyć? Po nim koronowali się carowie. Wątpię żeby rycerz nadstawiał swoją pierś...
Księgi z parafii Parczew nie są dostępne online (z tych lat), żeby można było postudiować. Na parafii podobno są pewne trudności.
Jeśli ktoś zechce przeczytać ten mój przydługi post i coś podpowiedzieć będę ogromnie wdzięczna.
Pozdrawiam
Gosia Wójcik