„Ogólne założenia dotyczące kształtowania się organów porządku publicznego w zaborze rosyjskim zawierała konstytucja Królestwa Polskiego z 1815 roku. Według niej Jednym z podstawowych uprawnień urzędu municypalnego i urzędu wójta była ochrona porządku publicznego. Jednak urzędy policyjne zostały podporządkowane organom policji carskiej. W kilkunastu miastach utworzono urzędy inspektorów policji oraz policmajstrów, a w pozostałych –
dozorców policyjnych i rewizorów. Natomiast w gminach za porządek odpowiedzialna była żandarmeria.
W 1868 roku reformy Aleksandra II zlikwidowały wspomniane służby policyjne. W ich miejsce powstała policja ogólna, zorganizowana na wzór zachodnioeuropejski” (zob.
Od zaborów do niepodległości).
Poniższy fragment może rzucić nieco światła na rangę i obowiązki
dozorów policyjnych: „W Derbencie, na początku 1851 r. zjawił się przejeżdżający, a udający się do Persji Francuz. Nie znając języka moskiewskiego, a tembardziej lezgińskiego lub turkomańskiego, wsutek rekomendacyjnego listu zatrzymał się u ogrodnika Niemca. Wedle ordynku zarządzonego po miastach i po fortach kaukazkich, za przyjezdnym wszedł zaraz do domu dozorca policji po odbiór paszportu, dla przedstawienia go komendantowi miasta. Komendant przejrzawszy paszport, uznał za rzecz potrzebną jeszcze posłac wyższego policjanta, dla sprawdzenia tożsamości osoby. Zdarzyło się właśnie, że dwaj z naszych zesłanych odwiedziwszy ogrodnika i zastawszy tam owego francuza, zawiązali z nim krótką znajomość, obiecując obszerniejsza pogawędkę do dnia następnego. Przy wyjściu zobaczył ich agent, a potem wchodząc do mieszkania ogrodnika spostrzegł Francuza spiesznie przechodzącego do innego pokoju. Zdając więc raport o tem komendantowi, uczynił uwagę czy ów podróżny mieniący się Francuzem nie jest czasem polskim emisarjuszem ? Komendant pobiegł do gubernatora Minkwitza, z wyrażeniem także swego podejrzenia. Gubernator kazał obywatela ówczesnej rzeczypospolitej francuzkiej aresztować, zabrać mu i przedstawić sobie wszystkie jego paiery, a na Polaków mieć szczególną baczność. Papiery i listy rekomendacyjne do poselstwa francuzkiego i moskiewskiego w Teheranie, dostatecznie go legitymowały. Ustne nareszcie badania, po trzech dniach kozy, i egzamin językowy prowadzony przez samą gubernatorową, kilka lat w młodym wieku przebywającą we Francji, przekonały miejscowe władze, że był to czystej krwi Bretończyk, udający się do Persji w celach przemysłowych. Uwolniono go więc i według moskiewskiego obyczaju bardzo grzecznie i cywilizacyjnie przeproszono” (zachowano oryginalną pisownię) - cytat ze strony „kaukaz.net”,
Polacy na Kaukazie.
Również pozdrawiam –
Lidia