sloneczkolhoce pisze:Miło, że istnieją na świecie takie fora, które pozwalają szukać wiedzy sobie, ale do rzeczy.
Witamy w społeczności genealogów i życzymy sukcesów i dużo cierpliwości!
1) Jak odczytywać wszystkie metryki?
Anglojęzyczni mają takie fajne sformułowanie: "How do you eat an elephant? One bite at a time."
Po kawałku. Nie wszystko naraz. Z czasem. Ja też parę lat temu stałem przed tym problemem: mam metrykę, nawet po polsku, ale to pismo takie piękne, że nie mam szans przeczytać. Ślęczałem nad metryką kilka godzin. Z przerwami. Ale z czasem mózg wytwarza nowe połączenia i człowiek zaczyna czytać. Nie zawsze wszystko, ale pewne rzeczy wychodzą z kontekstu i z doświadczenia (z innymi metrykami).
Pomocna może być indeksacja (można użyczyć swojego czasu i zindeksować kilka lat z danej parafii; są tu osoby, które chętnie wprowadzą w tajniki). Później o wiele łatwiej czyta się resztę metryk.
Pomijając już rosyjski, bo widzę, że są tu ludzie, którzy tłumaczą, ale ja nawet z polskim mam problemy... pochyłe pismo...
Każdy kiedyś miał. Trzeba się zawziąć (szczególnie pomagają metryki przodków...).
Czy istnieją jakieś programy, które przetwarzają pismo odręczne na tekst?
To zdanie jest powodem, dla którego zdecydowałem się odpisać.
Krótko: tak.
Długo: nie do metryk. Są programy rozpoznające adresy (poczta jakoś sortuje...), rozpoznające formularze urzędowe, itd. Ba, są programy na telefony komórkowe, które rozpoznają to, co wprowadzisz rysikiem na ekranie.
Oczywiście jest haczyk. Pierwsze są komercyjne i "nieco" drogie. Drugie nie działają z obrazkami.
Dlaczego? Otóż, problem o którym wspomniałaś jest jednym z trudnych problemów informatyki. Profesjonalistom znany jako Connected-Offline Handwriting Recognition. Bardziej marketingowo jako Intelligent Character Recognition (inteligentne rozpoznawanie znaków; moim zdaniem ta nazwa w ogóle nie oddaje istoty problemu).
Podobno Family Search, jak i Jewish Gen pracują nad masową indeksacją metryk w oparciu o rozpoznawanie pisma odręcznego. Podobno. Ale musisz zdawać sobie sprawę, że gdyby to było proste, to Geneteka by liczyła ponad 200 milionów rekordów.
Mogę udzielić znacznie głębszych wyjaśnień, ale to raczej tylko dla zainteresowanych.
I od góry - potrafie odczytać miejscowość i nazwiska...
Dobrze. Połowa sukcesu.
2)Jak wiązać fakty? Jakie jest prawdopodobieństwo, że ludzie o podobnych nazwiskach, mieszkający nieopodal siebie są ze sobą spokrewnieni?
To zależy. Prawdopodobieństwo nie jest tu chyba najlepszą miarą, bo to nijak rozkład normalny. Mogę Ci napisać jak ja to robię. Otóż. Mając punkt zaczepienia, np. akt zgonu pradziadka / akt chrztu dziadka, wiedzę o imionach i nazwiskach bliskich przodków (pradziadków generalnie), zaczyna(łe)m od wyszukania w Genetece. Ogólnie. Albo jak wiem gdzie się musieli urodzić/wziąć ślub/umrzeć, to w tym konkretnym miejscu lub okolicach. Jak masz szczęście, to trafisz na jakieś dane, np. akt urodzenia z imionami i nazwiskami rodziców (i wiekem). Warto czytać metryki dokładnie, np. rodziców chrzestnych i świadków (w moim wypadku świadek pozwolił mi na powiązanie rodziny - komentarz księdza "brat stryjeczny", albo "wuj pana młodego").
Generalnie nie unikniesz ślęczenia nad metrykami. Szukam(y) zawsze spisów, mam na myśli m.in. te, które często są na koniec księgi. Często są też poza księgą, np. skorowidze urodzeń.
Można i trzeba sobie stawiać hipotezy i spisywać tropy (ja to robię w formie arkusza kalkulacyjnego). Potem sukcesywnie je sprawdzać. Ale niestety bardzo często kończy się po prostu przeglądaniem metryk... W przypadku metryk z Galicji, z danej miejscowości skupiam się na numerze domu (bardzo pomaga), w przypadku np. metryk mazowieckich skupiam się na nazwach miejscowości. To oczywiście gdy wiem gdzie dana osoba się urodziła lub gdzie dana rodzina mieszkała. Ciężka, detektywistyczna praca. Ale jak się złapie bakcyla... Wczoraj wreszcie odnalazłem akt urodzenia pradziadka z Ukrainy. Po wielu latach. A to tylko dzięki temu, że ktoś napomknął na forum, że metryki Centralnego Archiwum Ukrainy są dostepne na FamilySearch. Duża radość i satysfakcja (dwie hipotezy potwierdzone).
3) Jak szukać, gdy nic nie można znaleźć? A raczej, gdy niczego się nie znajduję?
Czasem tak jest. Genealogia bardzo skutecznie uczy cierpliwości. Często metryki, które zawierają dane Twoich przodków są w danym momencie niedostępne (i nie da się znaleźć). Ale z czasem jest dostępne coraz więcej.
Aha, czasami na takich strasznych stronach jak myheritage.com, czy geni.com możesz znaleźć dalszą rodzinę i dostać (czasami znaczną) część drzewa za darmo (w moim wypadku co prawda jestem raczej dawcą, niż biorcą, ale teoretycznie...).