Dobry wieczór,
mam pytanie i nie wiem w sumie skąd wziąć źródło sprawdzonej wiedzy. Moja prapraprababka Wiktoria w 1903 roku zostaje wdową po drugim mężu, a potem umiera w 1912 roku. Zostawia piątkę swoich dzieci z pierwszego małżeństwa - najstarsza Rozalia ma wtedy 33 lata. Najmłodsze dziecko około sześciu. Co się stało z takimi rodzinami? Bez matki, bez ojca - Rozalia była niezamężna. Musieli liczyć na przychylność dalszej rodziny czy przyrodniego rodzeństwa? Jak było z dziedziczeniem?
Wdowy
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
- Dławichowski

- Posty: 1042
- Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
- Lokalizacja: Koszalin
- Kontakt:
Wdowy
Dzień dobry!
Należałoby chyba sprawdzić w metrykach chrztu każdego z dziecka z osobna - kim byli Rodzice Chrzestni. Instytucja ta istniała właśnie po to, by pomagać w takich przypadkach. Oczywiście różnie z tym bywało, bo to przecież "duży kłopot". Ale warto ten wariant sprawdzić.
Sugeruje: Krzycho z Koszalina
Należałoby chyba sprawdzić w metrykach chrztu każdego z dziecka z osobna - kim byli Rodzice Chrzestni. Instytucja ta istniała właśnie po to, by pomagać w takich przypadkach. Oczywiście różnie z tym bywało, bo to przecież "duży kłopot". Ale warto ten wariant sprawdzić.
Sugeruje: Krzycho z Koszalina
O mnie:
http://www.dlawich.pl/
http://www.dlawich.pl/
- magda_lena

- Posty: 758
- Rejestracja: sob 05 sty 2013, 22:29
Kamilo, takie dzieci zostawały zwykle "pod opieką" rodziny.
Wuja, ciotki, najstarszej siostry/brata ...
Z doświadczenia iluś tam tysięcy przeczytanych akt: albo pomagały w gospodarce, albo zostawały w wieku 16 lat wydane za mąż (żeby się kłopotu pozbyć) albo szybko umierały ... przy rodzinie (cyt. sierota u wuja na wychowaniu)
Z doświadczenia własnego, nie tak odległego.
W 1925 całkowitą sierotą został mój dziadek. Rodzice mu zmarli w odstępie zaledwie 2 mies. Dziadek lat wówczas 9, plus jego bracia, lat 12 i 14. Reszta rodzeństwa była dorosła (2 siostry i jeden brat pełnoletni, i jedna siostra na pograniczu pełnoletności)
Opiekować się miała (niby) najstarsza siostra, koło 30-stki, zamężna i dzieciata. Miała swoje sprawy i mieszkała w innym mieście. Dzieci do swojego miasta zabrała i na tym poprzestała. Opiekę zrzuciła na pełnoletnią siostrę kolejną, jeszcze pannę. Niestety, ta również wyszła za mąż i opieką się też nie przejmowała. Tyle, że dziadek i moi dziadkowie cioteczni mieli gdzie mieszkać, bo co jeść już niekoniecznie.
Rzutowało to na ich przyszłość, nie powiem. Chociaż wyszli na ludzi, tzn. nie skończyli w rynsztoku
Ale mogłoby być lepiej. Przynajmniej w przypadku mojego dziadka, który ani ojcem, ani dziadkiem być nie umiał. Spełnił się dopiero w roli pradziadka mojego dziecka
Jeśli chodzi o dziedziczenie to ekspertem nie jestem. Ale teoretycznie majątek powinien być rozdzielony pomiędzy dzieci.
U mnie nie był. Prawdopodobnie przeszedł w ręce najstarszych dzieci, najmłodsze, o których pisałam wyżej, nie dostały nic, czego nie mogły odżałować do śmierci.
Tylko, że najstarsza siostra umarła jeszcze przed wojną, jej mąż w trakcie , dzieci się rozproszyły i nie było czego, a raczej komu dochodzić.
Wuja, ciotki, najstarszej siostry/brata ...
Z doświadczenia iluś tam tysięcy przeczytanych akt: albo pomagały w gospodarce, albo zostawały w wieku 16 lat wydane za mąż (żeby się kłopotu pozbyć) albo szybko umierały ... przy rodzinie (cyt. sierota u wuja na wychowaniu)
Z doświadczenia własnego, nie tak odległego.
W 1925 całkowitą sierotą został mój dziadek. Rodzice mu zmarli w odstępie zaledwie 2 mies. Dziadek lat wówczas 9, plus jego bracia, lat 12 i 14. Reszta rodzeństwa była dorosła (2 siostry i jeden brat pełnoletni, i jedna siostra na pograniczu pełnoletności)
Opiekować się miała (niby) najstarsza siostra, koło 30-stki, zamężna i dzieciata. Miała swoje sprawy i mieszkała w innym mieście. Dzieci do swojego miasta zabrała i na tym poprzestała. Opiekę zrzuciła na pełnoletnią siostrę kolejną, jeszcze pannę. Niestety, ta również wyszła za mąż i opieką się też nie przejmowała. Tyle, że dziadek i moi dziadkowie cioteczni mieli gdzie mieszkać, bo co jeść już niekoniecznie.
Rzutowało to na ich przyszłość, nie powiem. Chociaż wyszli na ludzi, tzn. nie skończyli w rynsztoku
Ale mogłoby być lepiej. Przynajmniej w przypadku mojego dziadka, który ani ojcem, ani dziadkiem być nie umiał. Spełnił się dopiero w roli pradziadka mojego dziecka
Jeśli chodzi o dziedziczenie to ekspertem nie jestem. Ale teoretycznie majątek powinien być rozdzielony pomiędzy dzieci.
U mnie nie był. Prawdopodobnie przeszedł w ręce najstarszych dzieci, najmłodsze, o których pisałam wyżej, nie dostały nic, czego nie mogły odżałować do śmierci.
Tylko, że najstarsza siostra umarła jeszcze przed wojną, jej mąż w trakcie , dzieci się rozproszyły i nie było czego, a raczej komu dochodzić.
Pozdrawiam, Magdalena