Legenda o podróży i proces o czary
: pt 26 paź 2018, 21:12
Na początku mojej "przygody" z genalogią gdy rozmawiałam z najstarszymi osobami z mojej bliższej i dalszej rodziny usłyszałam kilka legend, które postanowiłam sprawdzić.
Jedna z nich dotyczy rodziny Gallus (zapisywani też Galus). Usłyszałam, że dawno temu nasi przodkowie odbyli daleką podróż i przybyli ze wschodu na tereny dzisiejszego Tarnowa. Byli biednymi szlachcicami herbu Kur, zostali zatrudnieni przez ks Sanguszkę. Czyli standardowa legenda jakich wiele.
Tarnów odziedziczyła w 1720 roku Marianna z Lubomirskich żona Pawła Karola Sanguszki. Nazwisko Galus odnalazłam w księgach chrztów już w 1704 roku, co udowadniałoby, że byli w Tarnowie wcześniej. Domniemane szlachectwo szybko skreśliłam.
Jednak jakaś podróż na wschód mogła się odbyć. W 1756 roku mój przodek Wawrzyniec Galus z ojcem Kazimierzem oskarżają o czary Agatę Mordak. Sprawę przegrywają. Rękopis, w którym zachował się proces jest jedynym, który zachował się ze wszystkich ksiąg sądowych Hrabstwa Tarnowskiego z czasów przedrozbiorowych. Został on jako jedyny wywieziony do Sławuty. Prof. Grodziski, który tłumaczył tą księgę sądową postawił hipotezę, że rękopis wywieziono jeszcze przed rozbiorami. Powodem wywiezienia księgi mógł być owy proces o czary. Nie wiadomo czy Galusowie odbyli karę zasądzoną przez sąd. Za prof Grodziskim:"Nie wiemy, czy ją odbyli. Przypuszczamy natomiast, że - do końca nieprzejednani - udali się piechotą z Tarnowa aż do Sławuty, by wnieść swoją apelację do samego pana Sanguszki. Ten zapewne zlecił rozpatrzenie sprawy któremuś z oficjalistów. Stąd i nasz rękopis, potrzebny sądowi apelacyjnemu, wywieziony został do Sławuty..."
Badałam metryki, aby ustalić dokładnie bohaterów procesu.
1. Grabówka chrzest: 1730 Piotr s. Kazimierza Galus i Cecylii
2. Rzędzin chrzest: 1733 Wawrzyniec s. Kazimierza Galus i Cecylii
3. Rzędzin ślub: 1755 Wawrzyniec Galus i Agata Kruczkowna
4. Rzędzin chrzest: 1730 Agata c. Stanisława Kruczek i Apolonii
5. Rzędzin chrzest: 1737 Agnieszka c. Jana Walaszek i Agnieszki (z innych aktów wynika Mordak vel/recte Walaszek)
6. Rzędzin ślub: 1758 Piotr Galus i Agnieszka Walaszkowna -
Jak myślicie:
1. Czy starszy brat poślubił jednak rzeczoną czarownicę ?!
2. Czy ta podróż mogła się odbyć? Może w legendzie jest ziarnko prawdy?
Transkrypcja procesu:
1756. Rzędzin Stary. Działo się w Rzędzinie w sądzie prawa rugowego przy gromadzie dnia trzeciego miesiąca kwietnia roku Pańskiego tysiącnego siedmsetnego piędziesiątego szóstego. Przed sądem niniejszego rugowego prawa pracowity Kazimierz Galus z Wawrzyńcem Galusem synem swym i żoną jego osobiście stanąwszy aktorowie uskarżają się na Agatę Mardakównę, Jana Mardaka córkę, także osobiście z ojcem swym stawającą, że taż oskarżona tegoż Wawrzyńca aktora swego krostami obsypała i że z przyczyny jej chorował ciężko przez siedm niedziel. Po której chorobie wzmagając, gdy był u gospodyni księdza skrzyszowskiego, lekarki znajomej i doświadczonej w okolicy Tarnowa, a to z porady Mardaczki, matki tejże Agaty oskarżonej, taż księża gospodyni tęż samę suppozycyją potwierdziła, gdy powiedziała, że to podczas wesela u Janory w Rzędzinie w piciu mu zadała. Fundament zaś ci aktorowie tego taki sobie założyli: że taż oskarżona Agata życzęła sobie mieć za męża tegoż Wawrzyńca aktora i onego oblicznie namawiała, krów dwie i wołów parę etc. w wiano od ojca swego jemu obiecywała. A aktor sobie inszą upodobawszy wziął za żonę, a jej nie chciał. Po wtóre, żona tegoż Wawrzyńca aktora publicznie zeznała, że taż Agata Mardakówna oskarżona mówiła do niej temi słowy: ponieważ ten Wawrzyniec Galus mnie sobie za żonę nie życzy, tylko ciebie, namówże go przynajmniej, aby bratu swemu starszemu imieniem Piotrowi perswadował, i ty z nim, aby tenże Piotr Galus ze mną się ożenił. Nadto tenże Wawrzyniec aktor zeznał, że raz upiwszy się w mieście i przyszedłszy do karczmy rzędzińskiej lepiej sobie poprawić, gdy noc nastąpiła, wyszedł z karczmy i padłwszy na trawniki usnył. A w tym taż Mardakówna oskarżona, z drugą dziewką z karczmy ku domowi przechodząc i onego leżącego nie widząc, mówiła do tej swej kompanki te słowa: ten Wawrzyniec Galus aktor mnie nie chce za żonę, ale on jak się ożeni z tą swoją kochanką, niedługo będzie żył. Których on pijany leżąc i śpiąc na trawniku nie widział, tylko te słowa słysząc po głosie i mowie poznał, że to Agata oskarżona mówiła, a drugiej dziewki, która z nią była, nie wie. Oskarżona zaś Mardakówna do namawiania sobie za męża Wawrzyńca aktora, a potym brata jego Piotra, lubo do wstydu urodzonego i zwyczajnego pannom z wielkim uporem, przecież przyznała się. Ale żeby się na jakowych gusłach i czarach rozumieć miała, lubo różne z wszelkich okoliczności były inwestygnowane próby, usilnie się broniąc przeczyła i do mówienia w nocy do swej kompanki, o której nie wie, zeznając, cale się nie przyznała. Tylko do tego, że podczas wesela u Janory pił do mnie i ja też do dniego oddając mu, łatwo się przyznała. A od tych słów, które on w nocy na trawniku śpiąc pijany słyszał, cale że nie wie, twierdziła. Ponieważ według wielu z gromdy zeznania w ten sam czas na weselu w Woli Rzędzińskiej za druhnę, a nie w tej karczmie, jak Galusowie publicznie twierdzą była. Do czego sąd niniejszy, nie mogąc się nie tylko dowiedzieć, ale ani rozumem domyślić z tejże oskarżonej Agaty tego ekscesu przyczynu, najprzód pytał się tenże sąd pomienionych Galusów aktorów o czas tego namawiania do ożenienia się i o czas wesela u Janory. Ci tedy i cała gromada zeznali, że to oskarżonej namawianie za męża sobie Galusa lub brata jego było w trzy ćwierci blisko roku już po weselu u Janory. A potym tenże sąd tegoż Wawrzyńca aktora sekretne krosty na ciele oglądał. Których na sobie nie miał, ale czyste i białe ciało bez znaku i sam na twarzy był dobrej cery. Z czego się ekskuzował, że to tylko na nowiu te krosty na nim się pokazują lubo ta rewizyja czwartego dnia po nowiu (który się jeszcze nie obtarł, bo według pierwszego zeznania dłużej miały trwać na ciele) według aktu zapisanego wzwyż. Jan tedy Mardak, ojciec tej córki oskarżonej, zapatrując się rozumem na takową hańbę i sromotne osławienie nie tylko córki swojej, ale też i żony swojej, jako jej matki, uskarża się w niniejszym sądzie na tychże Galusów aktorów swych, że na córkę jego wołali publicznie w różnych miejscach, bo i w Tarnowie mieście: czarownica dowodna i kur**. Prosząc już o finalną sentencyją, ponieważ i u zwierzchności starając się o nią, a przecię tylko oskarżona Agata córka dwa dni i nocy siedziała w kłodzie. Co było stwierdzeniem złej suppozycyi i jako dziewce, która by życzęła sobie męża, z większą krzywdą. A sentencyja tej sprawy poszła w prolongacyją, skąd jeszcze bardziej tym pobudzeni wołali i publikowali tęż oskarżoną Agatę. Takich tedy wysłuchawszy kontrowersyi niniejszy sąd, a najprzód uważając leżenie pijanego, że mu się te słowa jako o tym myślącemu tylko marzyć przez sen mogły, ponieważ go jego kochanka zawsze pilnowała, a przecię tego nie słyszała i tejże oskarżonej Mardakówny z drugą dziewką nie widziała. Potym uważając, że aktor krost na sobie nie miał, ale piękne ciało bez znaku, na ostatek uważając czas namawiania sobie za męża aktora Galusa i czas wesela u Janory, w którym mu czas miała zadać w piciu, że to niepodobno, aby go sobie miała życzyć za męża, gdyby wiedziała, że już zaczarowany. A osobliwiej według wszystkich zeznania, że te obiedwie strony przedtym żadnej między sobą niezgody ani też nienawiści przeciw sobie przez wszystkie czasy samsiedztwa swego nie miały, ale w życzliwej przyjaźni z sobą żyli, i na tych się zasadziwszy fundamentach najprzód oskarżoną Mardakównę z tej impostury tak szkaradnej mocą tego dekretu oczyszcza i onej poczciwość panieństwa dotąd się w niej według wszystkich publicznie zeznania zachowującej się przysądza. Dla czego tymże aktorom Galusom tu w tej sprawie stawającym i instygującym nakazuje, aby teraz zaraz publicznie w prawie przy całej gromadzie we czterech kątach izby prawu naznaczonej odwołali tę zadaną niepoczciwość, a w każdym kącie po razu temi słowy: Agata Mardakówna, Jana Mardaka córka, nie jest czarownica ani kur**, ale poczciwa dziewka. A potym aby tenże Wawrzyniec Galus aktor odsiedział toż samo więzienie, przez takowyż czas, w tejże samej kłodzie, w której niewinnie oskarżona siedziała. Dopiero za niewinne oskarżenie i publikowanie aby tenże Wawrzyniec aktor w kapie z odkrytą głową w Niedzielę Kwietnią [11 IV 1756] i Przewodnią [25 IV 1756] w swojej farze przez wielkie nabożeństwo na pół kościoła stał, krzyż do góry trzymając. Ojciec zaś jego, Kazimierz Galus aktor, że takowej suppozycyi nie tylko nie ganił synowi, ale jeszcze i sam z nim stawając wraz instygował, nakazuje niniejszy sąd, aby krzyżem leżał przez jednę mszą święta w którymkolwiek kościele. Nadto aby oba z synem swym aktorowie, wykupując się od plag, których ojciec ma naznaczonych trzydzieści, a syn pięćdziesiąt, aby dali do skarbu zamkowego grzywien dwie, prawu grzywnę jednę i świec woskowych ćwierciowych parę jednę przed obraz Matki Boskiej Szkaplerza Świętego do fary tarnowskiej, drugą parę takowychże świec do kościółka na Burku. Oraz aby solennie ciż aktorowie przeprosili oskarżonych Mardaków. Uważając zaś na zawziętość i na rozgłoszenie już tej niesłusznej dyfamiej, sąd niniejszy zakłada vadium takowe, aby kto się będzie ważył wspominać w oczy tymże pomienionym Mardakom albo o nich gadać i suponować tak niepoczciwie, aby ten do swojej parafij dał wosku funtów pięć, grzywien swojej zwierzchności pięć, plag od swojej zwierzchności aby rózgami odebrał pięćdziesiąt, mocą dekretu tego.
Jedna z nich dotyczy rodziny Gallus (zapisywani też Galus). Usłyszałam, że dawno temu nasi przodkowie odbyli daleką podróż i przybyli ze wschodu na tereny dzisiejszego Tarnowa. Byli biednymi szlachcicami herbu Kur, zostali zatrudnieni przez ks Sanguszkę. Czyli standardowa legenda jakich wiele.
Tarnów odziedziczyła w 1720 roku Marianna z Lubomirskich żona Pawła Karola Sanguszki. Nazwisko Galus odnalazłam w księgach chrztów już w 1704 roku, co udowadniałoby, że byli w Tarnowie wcześniej. Domniemane szlachectwo szybko skreśliłam.
Jednak jakaś podróż na wschód mogła się odbyć. W 1756 roku mój przodek Wawrzyniec Galus z ojcem Kazimierzem oskarżają o czary Agatę Mordak. Sprawę przegrywają. Rękopis, w którym zachował się proces jest jedynym, który zachował się ze wszystkich ksiąg sądowych Hrabstwa Tarnowskiego z czasów przedrozbiorowych. Został on jako jedyny wywieziony do Sławuty. Prof. Grodziski, który tłumaczył tą księgę sądową postawił hipotezę, że rękopis wywieziono jeszcze przed rozbiorami. Powodem wywiezienia księgi mógł być owy proces o czary. Nie wiadomo czy Galusowie odbyli karę zasądzoną przez sąd. Za prof Grodziskim:"Nie wiemy, czy ją odbyli. Przypuszczamy natomiast, że - do końca nieprzejednani - udali się piechotą z Tarnowa aż do Sławuty, by wnieść swoją apelację do samego pana Sanguszki. Ten zapewne zlecił rozpatrzenie sprawy któremuś z oficjalistów. Stąd i nasz rękopis, potrzebny sądowi apelacyjnemu, wywieziony został do Sławuty..."
Badałam metryki, aby ustalić dokładnie bohaterów procesu.
1. Grabówka chrzest: 1730 Piotr s. Kazimierza Galus i Cecylii
2. Rzędzin chrzest: 1733 Wawrzyniec s. Kazimierza Galus i Cecylii
3. Rzędzin ślub: 1755 Wawrzyniec Galus i Agata Kruczkowna
4. Rzędzin chrzest: 1730 Agata c. Stanisława Kruczek i Apolonii
5. Rzędzin chrzest: 1737 Agnieszka c. Jana Walaszek i Agnieszki (z innych aktów wynika Mordak vel/recte Walaszek)
6. Rzędzin ślub: 1758 Piotr Galus i Agnieszka Walaszkowna -
Jak myślicie:
1. Czy starszy brat poślubił jednak rzeczoną czarownicę ?!
2. Czy ta podróż mogła się odbyć? Może w legendzie jest ziarnko prawdy?
Transkrypcja procesu:
1756. Rzędzin Stary. Działo się w Rzędzinie w sądzie prawa rugowego przy gromadzie dnia trzeciego miesiąca kwietnia roku Pańskiego tysiącnego siedmsetnego piędziesiątego szóstego. Przed sądem niniejszego rugowego prawa pracowity Kazimierz Galus z Wawrzyńcem Galusem synem swym i żoną jego osobiście stanąwszy aktorowie uskarżają się na Agatę Mardakównę, Jana Mardaka córkę, także osobiście z ojcem swym stawającą, że taż oskarżona tegoż Wawrzyńca aktora swego krostami obsypała i że z przyczyny jej chorował ciężko przez siedm niedziel. Po której chorobie wzmagając, gdy był u gospodyni księdza skrzyszowskiego, lekarki znajomej i doświadczonej w okolicy Tarnowa, a to z porady Mardaczki, matki tejże Agaty oskarżonej, taż księża gospodyni tęż samę suppozycyją potwierdziła, gdy powiedziała, że to podczas wesela u Janory w Rzędzinie w piciu mu zadała. Fundament zaś ci aktorowie tego taki sobie założyli: że taż oskarżona Agata życzęła sobie mieć za męża tegoż Wawrzyńca aktora i onego oblicznie namawiała, krów dwie i wołów parę etc. w wiano od ojca swego jemu obiecywała. A aktor sobie inszą upodobawszy wziął za żonę, a jej nie chciał. Po wtóre, żona tegoż Wawrzyńca aktora publicznie zeznała, że taż Agata Mardakówna oskarżona mówiła do niej temi słowy: ponieważ ten Wawrzyniec Galus mnie sobie za żonę nie życzy, tylko ciebie, namówże go przynajmniej, aby bratu swemu starszemu imieniem Piotrowi perswadował, i ty z nim, aby tenże Piotr Galus ze mną się ożenił. Nadto tenże Wawrzyniec aktor zeznał, że raz upiwszy się w mieście i przyszedłszy do karczmy rzędzińskiej lepiej sobie poprawić, gdy noc nastąpiła, wyszedł z karczmy i padłwszy na trawniki usnył. A w tym taż Mardakówna oskarżona, z drugą dziewką z karczmy ku domowi przechodząc i onego leżącego nie widząc, mówiła do tej swej kompanki te słowa: ten Wawrzyniec Galus aktor mnie nie chce za żonę, ale on jak się ożeni z tą swoją kochanką, niedługo będzie żył. Których on pijany leżąc i śpiąc na trawniku nie widział, tylko te słowa słysząc po głosie i mowie poznał, że to Agata oskarżona mówiła, a drugiej dziewki, która z nią była, nie wie. Oskarżona zaś Mardakówna do namawiania sobie za męża Wawrzyńca aktora, a potym brata jego Piotra, lubo do wstydu urodzonego i zwyczajnego pannom z wielkim uporem, przecież przyznała się. Ale żeby się na jakowych gusłach i czarach rozumieć miała, lubo różne z wszelkich okoliczności były inwestygnowane próby, usilnie się broniąc przeczyła i do mówienia w nocy do swej kompanki, o której nie wie, zeznając, cale się nie przyznała. Tylko do tego, że podczas wesela u Janory pił do mnie i ja też do dniego oddając mu, łatwo się przyznała. A od tych słów, które on w nocy na trawniku śpiąc pijany słyszał, cale że nie wie, twierdziła. Ponieważ według wielu z gromdy zeznania w ten sam czas na weselu w Woli Rzędzińskiej za druhnę, a nie w tej karczmie, jak Galusowie publicznie twierdzą była. Do czego sąd niniejszy, nie mogąc się nie tylko dowiedzieć, ale ani rozumem domyślić z tejże oskarżonej Agaty tego ekscesu przyczynu, najprzód pytał się tenże sąd pomienionych Galusów aktorów o czas tego namawiania do ożenienia się i o czas wesela u Janory. Ci tedy i cała gromada zeznali, że to oskarżonej namawianie za męża sobie Galusa lub brata jego było w trzy ćwierci blisko roku już po weselu u Janory. A potym tenże sąd tegoż Wawrzyńca aktora sekretne krosty na ciele oglądał. Których na sobie nie miał, ale czyste i białe ciało bez znaku i sam na twarzy był dobrej cery. Z czego się ekskuzował, że to tylko na nowiu te krosty na nim się pokazują lubo ta rewizyja czwartego dnia po nowiu (który się jeszcze nie obtarł, bo według pierwszego zeznania dłużej miały trwać na ciele) według aktu zapisanego wzwyż. Jan tedy Mardak, ojciec tej córki oskarżonej, zapatrując się rozumem na takową hańbę i sromotne osławienie nie tylko córki swojej, ale też i żony swojej, jako jej matki, uskarża się w niniejszym sądzie na tychże Galusów aktorów swych, że na córkę jego wołali publicznie w różnych miejscach, bo i w Tarnowie mieście: czarownica dowodna i kur**. Prosząc już o finalną sentencyją, ponieważ i u zwierzchności starając się o nią, a przecię tylko oskarżona Agata córka dwa dni i nocy siedziała w kłodzie. Co było stwierdzeniem złej suppozycyi i jako dziewce, która by życzęła sobie męża, z większą krzywdą. A sentencyja tej sprawy poszła w prolongacyją, skąd jeszcze bardziej tym pobudzeni wołali i publikowali tęż oskarżoną Agatę. Takich tedy wysłuchawszy kontrowersyi niniejszy sąd, a najprzód uważając leżenie pijanego, że mu się te słowa jako o tym myślącemu tylko marzyć przez sen mogły, ponieważ go jego kochanka zawsze pilnowała, a przecię tego nie słyszała i tejże oskarżonej Mardakówny z drugą dziewką nie widziała. Potym uważając, że aktor krost na sobie nie miał, ale piękne ciało bez znaku, na ostatek uważając czas namawiania sobie za męża aktora Galusa i czas wesela u Janory, w którym mu czas miała zadać w piciu, że to niepodobno, aby go sobie miała życzyć za męża, gdyby wiedziała, że już zaczarowany. A osobliwiej według wszystkich zeznania, że te obiedwie strony przedtym żadnej między sobą niezgody ani też nienawiści przeciw sobie przez wszystkie czasy samsiedztwa swego nie miały, ale w życzliwej przyjaźni z sobą żyli, i na tych się zasadziwszy fundamentach najprzód oskarżoną Mardakównę z tej impostury tak szkaradnej mocą tego dekretu oczyszcza i onej poczciwość panieństwa dotąd się w niej według wszystkich publicznie zeznania zachowującej się przysądza. Dla czego tymże aktorom Galusom tu w tej sprawie stawającym i instygującym nakazuje, aby teraz zaraz publicznie w prawie przy całej gromadzie we czterech kątach izby prawu naznaczonej odwołali tę zadaną niepoczciwość, a w każdym kącie po razu temi słowy: Agata Mardakówna, Jana Mardaka córka, nie jest czarownica ani kur**, ale poczciwa dziewka. A potym aby tenże Wawrzyniec Galus aktor odsiedział toż samo więzienie, przez takowyż czas, w tejże samej kłodzie, w której niewinnie oskarżona siedziała. Dopiero za niewinne oskarżenie i publikowanie aby tenże Wawrzyniec aktor w kapie z odkrytą głową w Niedzielę Kwietnią [11 IV 1756] i Przewodnią [25 IV 1756] w swojej farze przez wielkie nabożeństwo na pół kościoła stał, krzyż do góry trzymając. Ojciec zaś jego, Kazimierz Galus aktor, że takowej suppozycyi nie tylko nie ganił synowi, ale jeszcze i sam z nim stawając wraz instygował, nakazuje niniejszy sąd, aby krzyżem leżał przez jednę mszą święta w którymkolwiek kościele. Nadto aby oba z synem swym aktorowie, wykupując się od plag, których ojciec ma naznaczonych trzydzieści, a syn pięćdziesiąt, aby dali do skarbu zamkowego grzywien dwie, prawu grzywnę jednę i świec woskowych ćwierciowych parę jednę przed obraz Matki Boskiej Szkaplerza Świętego do fary tarnowskiej, drugą parę takowychże świec do kościółka na Burku. Oraz aby solennie ciż aktorowie przeprosili oskarżonych Mardaków. Uważając zaś na zawziętość i na rozgłoszenie już tej niesłusznej dyfamiej, sąd niniejszy zakłada vadium takowe, aby kto się będzie ważył wspominać w oczy tymże pomienionym Mardakom albo o nich gadać i suponować tak niepoczciwie, aby ten do swojej parafij dał wosku funtów pięć, grzywien swojej zwierzchności pięć, plag od swojej zwierzchności aby rózgami odebrał pięćdziesiąt, mocą dekretu tego.