Podsumowanie i podziękowania dla Genealogów:)
: sob 31 sie 2019, 21:52
Post o wielkości drzewa, który wpadł mi dziś w oczy zainspirował mnie by zrobić małe podsumowanie rocznej pracy:)
Wcześniej drzewo liczyło ok. 50 osób i było oparte wyłącznie o przekaz rodzinny. W zeszłym roku w sierpniu pojechałem na grób prababci, potem do księdza, potem do USC, tam mi powiedzieli zadzwoni pan do archiwum, a w archiwum, sprawdzi sobie pan w takiej bazie, co się nazywa Geneteka:) I tak odkryłem jak dużo źródeł jest w internecie, o czym wcześniej nie miałem pojęcia.
Teraz osób w drzewie jest prawie 1,2 tys. w tym przodków wychodzi 134. Jak na razie mam nadzieję. W jednej linii udało się dojść do 8xpradziadka. W zasadzie połowa XVIII wieku to maksimum jakie udało mi się osiągnąć. Widzę, że w większości parafii zapisy w zasadzie kończą się w tym okresie, a do tego dochodzą linie, które się urywają - jak chociażby prababcia Ksenia z nieistniejącego Wależańska, którą tu już na forum dobre dwa lata z Wami wałkuję. W zasadzie połowę przodków mam zza Buga, z danymi w Wilnie i w Mińsku, co też sprawy nie ułatwia. Nowo odkryta żydowska gałąź uświadomiła mi też, o ile trudniejsze jest poszukiwanie przodków tego wyznania. Zachowało się o niebo mniej zapisów niż tych katolickich.
Osobiście myślę, ze rozmiar drzewa i to kogo tam wpisujemy zależy od naszych celów i upodobań. Ja mam odchył:) psychologiczny i moje drzewo jest też nieco genogramem. Dużo mojej uwagi idzie na zbieranie historii o tych ludziach, również tych mitycznych, czy tych które nie mają wartości historycznej, ale mają emocjonalną. W stylu, a co wujek pamięta o swojej babci? Że jak pasałem krowę, koło stawu na którym rosły kaczeńce, to przychodziła i jej wiązała nogi, żeby mi nie uciekła. Jak kiedyś to zbiorę w formie jakiejś rodzinnej książeczki, to będzie jak znalazł na ilustrację:)
Wpisuję też oprócz rodzeństwa moich przodków ich potomków. Po pierwsze, bo czasem tam widać powtarzające się schematy rodzinne, po drugie bo daje to łącznik do współcześnie żyjących. A spotkania z nimi potrafią być naprawdę wzruszające. Jak ostatnio z ciocią Wandą na Białorusi.
Dopisałem też do swojego drzewa linię mojej ciotki, z którą nie jestem spokrewniony. Tego w zasadzie nie robię, ale kiedy w trakcie tych poszukiwań wytrzeszczyłem oczy znajdując informację, że jej przodkowie pochodzą z tego samego małego Lubrańca, z którego pochodzi część rodziny mojego ojca to zachwycony tym zbiegiem okoliczności umieściłem ich w drzewie. Jak zrobimy ciotce DNA jeszcze się może okazać, że jednak jesteśmy spokrewnieni.
A zatem udało się znaleźć 134 przodków, i prawie tysiąc spokrewnionych osób. Znalazłem matkę prababci z sierocińca, tym samym odnajdując żydowską praprababcię, która zginęła w Auschwitz. W rosyjskich i ukraińskich archiwach prześledziłem karierę brata pradziadka, chłopa urodzonego tuż po zniesieniu pańszczyzny, który został notariuszem w carskiej Rosji, ożenił się ze szlachcianką i stracił wszystko w Rewolucji. Znalazłem grób prapradziadka na małym wiejskim białoruskim cmentarzu. Poodnawiałem rodzinne kontakty z potomkami moich przodków. Dokształciłem się z historii i języków obcych - musiałem operować chyba w 8 językach:) Generalnie to była i jest piękna i pasjonująca przygoda.
Bardzo dziękuję więc Wam wszystkim za okazywaną mi pomoc, podpowiedzi i za materiały zgromadzone na portalu i za indeksowanie, bez którego nie dało by się tak szybko znaleźć tylu przodków. I życzę wszystkim powodzenia w dalszych poszukiwaniach i odkrywania tego co zakryte:)
pozdrawiam ciepło
Mateusz Ostrowski
Wcześniej drzewo liczyło ok. 50 osób i było oparte wyłącznie o przekaz rodzinny. W zeszłym roku w sierpniu pojechałem na grób prababci, potem do księdza, potem do USC, tam mi powiedzieli zadzwoni pan do archiwum, a w archiwum, sprawdzi sobie pan w takiej bazie, co się nazywa Geneteka:) I tak odkryłem jak dużo źródeł jest w internecie, o czym wcześniej nie miałem pojęcia.
Teraz osób w drzewie jest prawie 1,2 tys. w tym przodków wychodzi 134. Jak na razie mam nadzieję. W jednej linii udało się dojść do 8xpradziadka. W zasadzie połowa XVIII wieku to maksimum jakie udało mi się osiągnąć. Widzę, że w większości parafii zapisy w zasadzie kończą się w tym okresie, a do tego dochodzą linie, które się urywają - jak chociażby prababcia Ksenia z nieistniejącego Wależańska, którą tu już na forum dobre dwa lata z Wami wałkuję. W zasadzie połowę przodków mam zza Buga, z danymi w Wilnie i w Mińsku, co też sprawy nie ułatwia. Nowo odkryta żydowska gałąź uświadomiła mi też, o ile trudniejsze jest poszukiwanie przodków tego wyznania. Zachowało się o niebo mniej zapisów niż tych katolickich.
Osobiście myślę, ze rozmiar drzewa i to kogo tam wpisujemy zależy od naszych celów i upodobań. Ja mam odchył:) psychologiczny i moje drzewo jest też nieco genogramem. Dużo mojej uwagi idzie na zbieranie historii o tych ludziach, również tych mitycznych, czy tych które nie mają wartości historycznej, ale mają emocjonalną. W stylu, a co wujek pamięta o swojej babci? Że jak pasałem krowę, koło stawu na którym rosły kaczeńce, to przychodziła i jej wiązała nogi, żeby mi nie uciekła. Jak kiedyś to zbiorę w formie jakiejś rodzinnej książeczki, to będzie jak znalazł na ilustrację:)
Wpisuję też oprócz rodzeństwa moich przodków ich potomków. Po pierwsze, bo czasem tam widać powtarzające się schematy rodzinne, po drugie bo daje to łącznik do współcześnie żyjących. A spotkania z nimi potrafią być naprawdę wzruszające. Jak ostatnio z ciocią Wandą na Białorusi.
Dopisałem też do swojego drzewa linię mojej ciotki, z którą nie jestem spokrewniony. Tego w zasadzie nie robię, ale kiedy w trakcie tych poszukiwań wytrzeszczyłem oczy znajdując informację, że jej przodkowie pochodzą z tego samego małego Lubrańca, z którego pochodzi część rodziny mojego ojca to zachwycony tym zbiegiem okoliczności umieściłem ich w drzewie. Jak zrobimy ciotce DNA jeszcze się może okazać, że jednak jesteśmy spokrewnieni.
A zatem udało się znaleźć 134 przodków, i prawie tysiąc spokrewnionych osób. Znalazłem matkę prababci z sierocińca, tym samym odnajdując żydowską praprababcię, która zginęła w Auschwitz. W rosyjskich i ukraińskich archiwach prześledziłem karierę brata pradziadka, chłopa urodzonego tuż po zniesieniu pańszczyzny, który został notariuszem w carskiej Rosji, ożenił się ze szlachcianką i stracił wszystko w Rewolucji. Znalazłem grób prapradziadka na małym wiejskim białoruskim cmentarzu. Poodnawiałem rodzinne kontakty z potomkami moich przodków. Dokształciłem się z historii i języków obcych - musiałem operować chyba w 8 językach:) Generalnie to była i jest piękna i pasjonująca przygoda.
Bardzo dziękuję więc Wam wszystkim za okazywaną mi pomoc, podpowiedzi i za materiały zgromadzone na portalu i za indeksowanie, bez którego nie dało by się tak szybko znaleźć tylu przodków. I życzę wszystkim powodzenia w dalszych poszukiwaniach i odkrywania tego co zakryte:)
pozdrawiam ciepło
Mateusz Ostrowski