Tadeusz pisze: […] "Biała śmierć" nie ja wymyśliłem. Spotkałem się z nim w artykule z ówczesnej prasy (jakiś periodyk, nie gazeta codzienna). Mowa w nim był nie konkretnie o cholerze (a dotyczyło lat 30-tych XIX w.), ale o morowym powietrzu. Zaś artykuł zilustrowany był zdjęciem młodej dziewczyny w białej sukni z kosą.
„Biała śmierć”, jako związek frazeologiczny z młodą dziewczyną z kosą raczej zadziwia. Obecnie kojarzymy ją prędzej (co widoczne jest w powyższych wpisach) z: kokainą [Najtragiczniejsze żniwo zbiera biała śmierć w ubogich krajach Ameryki Łacińskiej.], cukrem [Dietetycy ostrzegają - cukier używany w nadmiarze pozbawia nasz organizm witamin i mikroelementów. Słowem - to biała śmierć.], śniegiem grożącym śmiercią pod lawiną [W tym roku ofiarą białej śmierci padł nasz znajomy taternik.].
A tak przy okazji. Już samo życie dostarcza wielu sytuacji budzących grozę, i nie mam tu nawet na uwadze czasów zarazy. Niestety, jesteśmy świadkami największej globalnej epidemii od 700 lat, tj. od pierwszego 20. lecia XIV wieku. Wtedy to Europę, tak dziś doświadczaną, zdziesiątkowała
„czarna śmierć”, czyli
epidemia dżumy. Polecam, w szczególności tegorocznym maturzystom (kto wie?), a innym dla przypomnienia, lekturę, „Dżumy” Alberta Camus, sugestywnie oddającej obraz przerażającej choroby, jak i rozmaitych postaw ludzkich wobec tej strasznej epidemii.
Opis innej epidemii,
cholery, która w latach 30. XIX wieku dotknęła terenów na których żyli moi przodkowie po kądzieli:
„W 1833 roku okolice dotyka klęska zarazy (cholery), o której pisano:
Unikano z bojaźnią miejsca, gdzie sobie śmierć siedlisko obrała, a mury warownego niegdyś grodu niczym już niestrzeżone z czasem podupadać zaczęły. Mowa tu o sąsiednim zamku [Kamieniec, Odrzykońskim też zwanym].
W tym czasie powstał cmentarz choleryczny w lesie odrzykońskim – w Bielskiej.
Zmarłych z Korczyny i Odrzykonia zwożono w miejsce pochówku po kilku na drabiniastych wozach. Z Podzamcza zwłoki ludzkie zwoził tutejszy grabarz o nazwisku Prajsner (prawdopodobnie Maciej, ur. w 1799 r., zmarły w 1870 r. […]), na drewnianej dwukółce, którą łatwiej było pokonać leśne urwiska. Jego wnuka, Józefa Prajsnera (głuchego), jeszcze w XX wieku nazywano: „pierwszym człowiekiem”. Nazywano tak wówczas grabarzy na cmentarzach cholerycznych. Ludzie ci pijąc dużą ilość okowity w czasie wykonywania pracy nie zapadali na zakaźne choroby. Po wymarciu wszystkich ludzi w okolicy zakładali rodziny i byli ‘
pierwszymi’.
[…]
Ponowny wybuch epidemii, tym razem
tyfusu głodowego miał miejsce w 1846 roku. […]
Kronikarz [Wojciech Białas] tę epidemię opisał następująco:
Morowe powietrze trwające od 5 miesięcy doprowadziło do śmiertelności tak wielkiej i rzadko spotykanej, a z powodu głodu zdarzały się przypadki ludożerstwa. Bywały dni, w których odbywało się dziesięć, dwanaście pogrzebów, chowano 3-4 osoby z rodziny z jednego domu. Grunta z chałupami wolne pozostawały, osierocone dzieci wałęsały się po wsiach szukając pomocy u ludzi. W tamtym roku w Korczynie zmarło 1151 osób”.
(Podaję za: Jan Białas,
Rody chłopskie z okolic Zamku Kamieniec XVIII-XXI wiek, Wydawca Jan Białas, Korczyna 2005, s. 117-118.)
Na szczęście w swoim postępowaniu kierujemy się nie tylko emocjami, również i rozsądkiem, a dzięki wiedzy, której nie mieli powszechnie nasi przodkowie – mam nadzieję, że kiedyś nasi potomni nie będą czytali o nas podobnych kronikarskich opisów.
Pozdrawiam serdecznie i życzę odporności w tych trudnych czasach
pandemii –
Lidia