Dwóch Janów i matka zamężna bez męża
: pn 27 kwie 2020, 19:04
Hej wszystkim! Mam pewien problem.
Mój prapradziadek urodził się w 1859 roku w Opalonce. Tutaj macie akt:
https://drive.google.com/file/d/1gwol1A ... sp=sharing
Jego matka podpisana jest w nim jako Małgorzata z Łochockich Buczkowska, tak naprawdę Małgorzata z Łochackich Buczkowska. I właśnie.
W 1851 roku Magłorzata poślubiła Pawła Buczkowskiego, niby z rodziny wyrobników, ale jakoś został lokajem dworskim i miał już dobrze po 30. Ona miała 18 lat. W 1853 i 1854 rodzą się ich synowie, Jan i Szczepan. Potem dłuuga przerwa i nagle w 1859 znowu Jan - tym razem ten mój.
W 1859 nie zawiadamia o narodzinach dziecka ojciec, tylko akuszerka. Co jest bardzo dziwne, bo nawet jeśli z jakiegoś powodu nie mógł tego zgłosić, to raczej i tak byłoby podane jego imię i nazwisko. Gdyby zmarł, także byłoby podane, a Małgorzata opisywana byłby jako wdowa. Tutaj jednak nic nie ma o tym, by była wdową, a co lepsze - że wciąż jest zamężna - akt jest jednak napisany tak, jakby dziecko było z niewiadomego ojca. Nie znalazłam nigdzie w Koneckich aktach zgonu Pawła czy jakiegokolwiek z ich dzieci. Urodził im się pierwszy Jan, który też nie widziałam po aktach, by kiedykolwiek zmarł - czemu więc tak po raz kolejny nazywać dziecko? Ktoś miał kiedyś taką sytuację? Nie wiem co o tym myśleć i czy uznawać Pawła za ojca dziecka, czy nie. To, że dziewczyna miała jego nazwisko nie znaczyłoby, że nie zrobiła skoku w bok, raczej nie byli zbyt płodni i może się nie dogadywali - nie wiem. Jeśli macie jakieś przemyślenia, to piszcie.
PS. Ślub i reszta dzieci rodzi się w Konecku, a ten ostatni Jan w Opalonce. To naprawdę dziwne. Szukałam do 1866 i nie widziałam, by urodziło im się jakiekolwiek nowe dziecko.
Mój prapradziadek urodził się w 1859 roku w Opalonce. Tutaj macie akt:
https://drive.google.com/file/d/1gwol1A ... sp=sharing
Jego matka podpisana jest w nim jako Małgorzata z Łochockich Buczkowska, tak naprawdę Małgorzata z Łochackich Buczkowska. I właśnie.
W 1851 roku Magłorzata poślubiła Pawła Buczkowskiego, niby z rodziny wyrobników, ale jakoś został lokajem dworskim i miał już dobrze po 30. Ona miała 18 lat. W 1853 i 1854 rodzą się ich synowie, Jan i Szczepan. Potem dłuuga przerwa i nagle w 1859 znowu Jan - tym razem ten mój.
W 1859 nie zawiadamia o narodzinach dziecka ojciec, tylko akuszerka. Co jest bardzo dziwne, bo nawet jeśli z jakiegoś powodu nie mógł tego zgłosić, to raczej i tak byłoby podane jego imię i nazwisko. Gdyby zmarł, także byłoby podane, a Małgorzata opisywana byłby jako wdowa. Tutaj jednak nic nie ma o tym, by była wdową, a co lepsze - że wciąż jest zamężna - akt jest jednak napisany tak, jakby dziecko było z niewiadomego ojca. Nie znalazłam nigdzie w Koneckich aktach zgonu Pawła czy jakiegokolwiek z ich dzieci. Urodził im się pierwszy Jan, który też nie widziałam po aktach, by kiedykolwiek zmarł - czemu więc tak po raz kolejny nazywać dziecko? Ktoś miał kiedyś taką sytuację? Nie wiem co o tym myśleć i czy uznawać Pawła za ojca dziecka, czy nie. To, że dziewczyna miała jego nazwisko nie znaczyłoby, że nie zrobiła skoku w bok, raczej nie byli zbyt płodni i może się nie dogadywali - nie wiem. Jeśli macie jakieś przemyślenia, to piszcie.
PS. Ślub i reszta dzieci rodzi się w Konecku, a ten ostatni Jan w Opalonce. To naprawdę dziwne. Szukałam do 1866 i nie widziałam, by urodziło im się jakiekolwiek nowe dziecko.