Chciałem przedstawić pewną historię i wynikłe z niej problemy.
Mój kolega z pracy porządkując papiery po zmarłych rodzicach znalazł akt zgonu swojej babki (zmarła jeszcze przed jego narodzeniem) oraz akt małżeństwa dziadków. Porównując te dwa akty stwierdził, że nie zgadzają się nazwiska rodowe matki babki. Dopytując się po rodzinie, dowiedział się, że to akt zgonu jest w tym punkcie zły, przy czym nie wiadomo, dlaczego tak się stało. Prawdopodobnie jeden z rodziców pomylił się.
Kolega, w pracy przy jakiejś okazji, powiedział mi o tym problemie, a ja nieświadom konsekwencji wprawienia biurokratycznej maszyny w ruch, poradziłem mu, żeby spróbował sprostować to w USC, a jeżeli odmówią, to może, jeżeli będzie chciał, wejść na ścieżkę sądową.
Tak więc kolega wybrał się do USC, a tam mu poradzili, żeby zwrócił się do Archiwum USC na Smyczkowej.
Kiedy tam się zjawił, po wyłuszczeniu problemu, pani urzędniczka porównała oba akty, no i zaczął się cyrk. Jak kolega mi to opowiadał, to stwierdził, że chyba się znalazł w centrum filmu Barei.
Pani urzędniczka zupełnie pominęła sprawę różnych nazwisk, tylko zajęła się wykrytym faktem, że babka urodziła się w różnych miejscowościach tzn. w akcie zgonu to były powiedzmy Pionki, w akcie małżeństwa Wola. Dla kolegi to było wszystko jedno, ponieważ Wola leżąca pod Pionkami była zawsze traktowana jako integralna część Pionek, tyle, że oddzielona
rzeczką. Kościół i parafia ta sama, gmina i USC taka sama. Takich miejscowości w Polsce jest tysiące, no, ale dla urzędniczki to nie to samo. Ona musi mieć jednakowo.
Przemaglowała go dokumentnie, czy Wola to część Pionek czy nie - oczywiście kolega nie miał zielonego pojęcia, on tam nie mieszka, bywał okazjonalnie, rodzina się stamtąd wyprowadziła, wiedział tyle co z opowiadań rodzinnych.
Zresztą nie o to mu chodziło, tylko o poprawę nazwiska.
W końcu urzędniczka widząc, że nic więcej się od niego nie dowie, niechętnie wstała i powiedziała, żeby poczekał, bo musi się dowiedzieć, i poszła.
Już w tym momencie koledze nasunęło się porównanie ze sceną z "Misia":
- Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...
- Londyn - miasto w Anglii.
- To co mi pan nic nie mówi ?!
- No mówię pani właśnie.
- To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...
Kiedy wróciła, a trochę to trwało, bo kolega się już zastanawiał, czy sobie pójść, powiedziała, że Wola to osobny byt, nie stanowi obecnie części Pionek (a ciekawe jakby to było, gdyby jednak było w 2019, a nie w 1906 - zapomniałem powiedzieć, że babka rodziła się w 1906 jeszcze pod carem Mikołajem) i to trzeba poprawić.
Ale żeby cokolwiek poprawić, to kolega musi mieć akt urodzenia babki z AP (bo nie mają ksiąg i nie mogą sprawdzić) i przetłumaczony. Tenże akt trzeba złożyć w USC w Pionkach, żeby poprawili akt małżeństwa. Jak poprawią, to trzeba przynieść na Smyczkową i dopiero wtedy poprawią akt zgonu.
Powiem tak, kolega tylko jęknął i początkowo dał sobie spokój.
Po pewnym czasie skontaktował się ze mną i opowiedział przy piwku pokazując te akty,
Po powrocie do domu, w spokoju poszukałem tego aktu urodzenia w szukajwarchiwach. A w tym akcie kolejny problem.
Otóż nazwisko rodowe babki (nie matki babki, które chciał sprostować, tylko babki) wg oficjalnych aktów USC ( a i wg rodzinnej tradycji) brzmi, powiedzmy, Sienkiewicz. Ale w akcie urodzenia ojciec nazywa się po rosyjsku Kazimir Siankiewicz, a obok w nawiasie po polsku Kazimierz Sienkiewicz i wygląda podejrzanie, jakby było poprawiane i przerobione.
Poświęciłem trochę czasu i zajrzałem trochę wstecz.
Otóż część rodzeństwa Kazimierza pisała się Siankiewicz, część Sienkiewicz. Ale ojciec Kazimierza to Siankiewicz, jak również jego antenaci. Wygląda na to, że prawdopodobnie w pewnym momencie postanowiono "poprawić" nazwisko na lepsze.
No i teraz kolega ma dylemat - jak teraz USC zdecyduje o nazwisku rodowym babki - Sienkiewicz (zapis po polsku) czy Siankiewicz (zapis po rosyjsku) ?
Jeżeli to pierwsze - uff dobrze, ale jeżeli to drugie ?
Kolega chciał poprawki, wydawałoby się, prostego błędu, a tu zdaje się, że wsadził kij w mrowisko.
Co o tym sądzicie ?
Kolega powinien prostować ten akt w USC czy sobie darować biurokratyczną ścieżkę?
Zmieniać w akcie zgonu nazwisko rodowe matki babki i miejsce urodzenia babki, i oczywiście nazwisko rodowe babki ?
P.S. Nazwiska i nazwy miejscowości oczywiście fałszywe - kolega RODO sobie zażyczył.
