: ndz 03 wrz 2023, 15:48
Nie, nie widzę kryminału. Też patrzę na to jako na ludzkie życie, widzę szczęścia i dramaty. Zgony 40-letnich ojców rodzin przygniecionych ściętym drzewem w lesie i kobiet w połogu, nastolatków i niemowląt, ale też wiem, że ówcześni ludzi podchodzili do tych spraw życiowych całkiem inaczej niż dzisiaj. Śmierć była stałym elementem ich życia, każde małżeństwo straciło jakieś dziecko. W mojej rodzinie od 200 lat dosłownie w każdym pokoleniu każde małżeństwo musiało pochować któreś ze swoich dzieci. Nawet w XXl wieku. Ale o ile dzisiaj to jest tragedia, to w czasach kiedy dzieci było 12-ro śmierć któregoś była nieunikniona i np. jedna z moich prababek dosłownie porzuciła swoje dziecko na śmierć, bo uznała, że jest słabe, umrze tak czy inaczej i nie ma sensu się nim zajmować. Umarło, nie wiem czy z powodu jakiejś choroby czy z głodu, ale podobno wyrzuciła je z domu do stajni, żeby nie drażniło jej płaczem. Nie było takich więzi rodzinnych jak dzisiaj, nie przejmowano się starcami. Każdy wdowiec/wdowa po miesiącu zawierał nowy ślub, a dzisiaj piętnuje się 30-letnią wdowę bo po roku żałoby spotyka się z kimś innym.
Nie chodzi o to, że śmierć była dla nich tak naturalna, że się mordowali, bo się nie mordowali. Ale byli ludźmi, kierowały nimi podobne impulsy i żądze jak nami. A swoją drogą potomków tych ludzi o których czytam mało interesuje co ich przodkowie wyprawiali 200 lat temu. Oni tam już nawet nie mieszkają.
Nie chodzi o to, że śmierć była dla nich tak naturalna, że się mordowali, bo się nie mordowali. Ale byli ludźmi, kierowały nimi podobne impulsy i żądze jak nami. A swoją drogą potomków tych ludzi o których czytam mało interesuje co ich przodkowie wyprawiali 200 lat temu. Oni tam już nawet nie mieszkają.