diabolito pisze:No ale z tych powodów robisz to dla siebie, a nie dla córki.
Jaką wymowę będzie miało drzewo tak stworzone gdy pokażesz je córce?
"Patrz córeczko na historię naszego nazwiska. Jakbym miał syna to by je kontynuował, a tak na tobie się skończy"
Ech... Może wyjaśnię pewne sprawy, bo chyba się nie rozumiemy. Drzewo tworzę od wielu lat
we wszystkich liniach, takie było od początku jego założenie. Jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego uzupełniłem je o wszystkich znanych krewnych mojej przyszłej żony. Tym samym po przyjściu na świat córki to ona stała się automatycznie probantem.
Jednak z biegiem lat znalezionych informacji jest coraz więcej, a wolnego czasu coraz mniej. Dlatego w pokoleniach dalszych niż moi (i żony) 2xpradziadkowie koncentruję się głównie na samych przodkach, bez większego zagłębiania się w linie boczne. Póki co dokończę wyszukiwać do 1808 r. (ponad 200 lat wstecz to naprawdę dużo przodków, a luk w urodzeniach/małżeństwach/zgonach wciąż jest wiele), a potem trzeba będzie ustalić priorytety. Dlatego prawdopodobnie w dalszych pokoleniach zawężę poszukiwania do linii męskich
nie tylko swojej, ale również i swojej żony (może przede wszystkim żony, bo jak wcześniej pisałem, w swojej natrafiłem na ścianę). A jeśli czasu i życia starczy, przejdę do innych gałęzi.
Przepraszam, ale nie zakładałem tego tematu po to, aby dyskutować o tym, która linia jest ważniejsza, a która mniej ważna. Szukanie po nazwisku jest dla mnie (i chyba nie tylko) najciekawsze, wzbudza najwięcej emocji, nic na to nie poradzę (choć zdecydowanie do tego się nie ograniczam). A jeśli ktoś ma inne zdanie, niech szuka po swojemu. To jest hobby i chyba o to właśnie chodzi, żeby czerpać z tego przyjemność. Nie rozumiem, po co dorabiać do tego ideologię.
P.S. A może się zdarzyć, że któryś z przodków po mieczu był dzieckiem nieślubnym, odziedziczył nazwisko po matce i wtedy linia po nazwisku nie będzie już linią patrylinearną

Wtedy będę szedł po linii męskiej tejże matki. Ale to tylko teoretyzowanie.