Strona 2 z 2

Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt

: sob 09 sty 2016, 15:21
autor: Marek_Kwarciński
Udało mi się ustalić dane jednego z dzieci wymienionych w powyższym akcie. Jest to Zygmunt Felix Paliszewski urodzony 14/27 maja 1902 roku w Warszawie. Data urodzenia się zgadza. Niestety nie odnalazłem jeszcze jego aktu urodzenia /jeżeli się uda/. Oficer rezerwy artylerzysta, nauczyciel, więzień obozów koncentracyjnych Oświęcim i Sachsenhausen. Zamieszkały w Garbatce. Zmarł w 1965 roku. Drugie dziecko - Kazimierz nadal jest NN. Można przypuszczać, że urodził się również w Warszawie. Odnalezienie obu aktów może dużo wyjaśnić.
Pozdrawiam
Marek Kwarciński

Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt

: sob 02 kwie 2016, 20:11
autor: Kublik_Anna
Ja mam dla odmiany taką sytuację:
w rodzinie męża 2 panny miały dzieci bez ślubu:

1. Katarzyna Stanisława w 1901 rodzi synka Mieczysława. Jako panna.
Następnie w 1904 roku pan Leopold Edmund Nowicki uznaje dziecko za swoje - dopisek w akcie urodzenia Mietka, który po latach bierze ślub jako Mieczysław Nowicki.
W 1905 roku Katarzyna rodzi kolejnego syna, zgłoszonego przez Edmunda, że urodzony z jego ślubnej małżonki Katarzyny. Aktu ślubu nie udało mi się znaleźć niestety.

2. Ludwika w 1867 rodzi córkę Paulinę Teofilę a około 1870 syna Franciszka Walentego. Oboje w Warszawie jako niezamężna służąca Ludwika H.
Paulinę zgłasza akuszerka, mam akt, za to syn pojawia się nagle w Kamieńczyku, żeniąc się z panną Józefą Giziewicz. Nosząc nazwisko matki.
Matka za mąż nie wyszła, z tego co wiem, za to dwoje dzieci konsekwentnie bez męża urodzone sugerują
a) stały związek "na kocią łapę" - może z żonatym, może innego wyznania, albo co?
lub
b) swobodne prowadzenie się panny.
Za tym drugim trochę przemawia fakt pojawienia się nagle syna w Kamieńczyku - dzieci nieślubne często były oddawane na wychowanie do podwarszawskich miejscowości, mógł się tam chłopak wychować i poznać z panną Giziewiczówną.
Z drugiej strony - jeśli Ludwika pracowała jako służąca, to plączące jej się małe dzieci byłyby dużym utrudnieniem. Nawet przy założeniu stałego gacha. Nie stać go było widocznie na utrzymanie Ludwiki i dzieci.

A dla odmiany mojego dziadka stryjenka Stanisława powiła dziecię 3 lata po owdowieniu. Zgłaszała prababcia z sąsiadem. Długo biedaczek nie pożył, ze 3 miesiące, ale Staśka wcześniej zdążyła się zgłosić do opieki społecznej Biura do spraw nędzy wyjątkowej, jako biedna schorowana wdowa z piątką drobnych dzieci...
To z resztą był druga żona dziadkowego stryja, pierwszą była jej starsza siostra Marianna, która zmarła przy urodzeniu drugiego dziecka. Dziecko z resztą też nie przeżyło i biedny Piotr został sam z małą córeczką i szwagierką nastoletnią. Czy to on się zapomniał i dobrał do szwagierki, czy szwagierka była taka gorąca - w każdym razie w lutym był ślub, a w maju chrzciny...
A może to był jedyny patent, żeby dostać dyspensę na poślubienie siostry żony - dziecko w drodze?

Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt

: ndz 03 kwie 2016, 09:48
autor: dorocik133
Sawicki_Julian pisze: I przykładowo, rodzina po ślubie ma dzieci, te dzieci są już dorosłe, a żona ( matka) umiera, wtedy ojciec i maż już wdowiec, ( a był wolny ) idzie za księdza, zostaje nawet biskupem. I tu nikt nie szuka z nas genealogów, że biskup miał np. syna i jest przodkiem, a tak się jednak zdarzało, pozdrawiam - Julian
Witam!

Ja też w rodzinie mam takiego księdza "z odzysku", ma troje dzieci i obecnie już sześcioro wnucząt.

Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt

: ndz 03 kwie 2016, 09:58
autor: Bartek_M
Ja spotkałem kilka przypadków, gdy do seminarium wstępowali wdowcy, raz też mężczyzna z orzeczeniem nieważności małżeństwa.

Oczywiście zawsze potrzebna była opinia jakiegoś duchownego o dobrym prowadzeniu się kandydata na kapłana, jednemu wdowcowi wystawił ją syn :)