Strona 2 z 2
Re: ca
: czw 04 kwie 2024, 20:37
autor: Ewafra
Są różne zabawne "kwiatki". Jednym z moich ulubionych aktów jest metryka ślubna według której w kościele stawia się panna Marianna, córka z dawna nie żyjącego już Grzegorza w asystencji ojca swego. Też historyjka z dreszczykiem.
Re: ca
: czw 04 kwie 2024, 23:43
autor: janusz59
Moja prapraprababka urodziła syna 10 dni po swojej śmierci .
Akt zgonu z 21.08.1836 -zmarła 18 .08.1836 .
Akt chrztu z 30.08.1836- dzień urodzenia 28.08.1836 (!)
Zastanawiałem się kiedyś, czy naprawdę dzieci chrzczono w dniu urodzenia lub nazajutrz. Ten akt jest odpowiedzią na ten dylemat. Po prostu wpisywano dzień urodzenia tak , aby ładnie wyglądało w księgach.
W przypadku mojej przodkini podejrzewam , że zmarła przy porodzie pierwszego dziecka w wieku 17 lat, a po pogrzebie ojciec z rodziną zajęli się chrztem mojego prapradziadka.
Pozdrawiam
Janusz
: pt 05 kwie 2024, 00:46
autor: Andrzej75
Albo jeszcze coś innego: dziecko najpierw umiera, a potem się rodzi.
https://genealodzy.pl/index.php?name=PN ... 812#427812
: pn 06 maja 2024, 03:37
autor: Aquila
Dosłownie kilkanaście minut temu stworzyłem nowy temat o podobnej sytuacji, nie mając pojęcia, że ten istnieje. U mnie ojciec zostaje zabity 9 albo 10 lipca a 11 przynosi dziecko do chrztu. Co ciekawe - syn i ojciec mają to samo imię, co właśnie skłania mnie do przypuszczenia, że dziecko urodziło się już po śmierci ojca (może była to kwestia nawet paru dni) i zostało nazwane tym samym imieniem na jego cześć i pamiątkę. Informacja z duplikatów, dlatego też stawiałem właśnie na to, że przy ich sporządzaniu po prostu klepano standardową formułkę. Muszę zajrzeć do AD w którym są oryginały - a obok którego byłem jak zajrzałem do Płocka 3 maja, choć pewnie i tak było nieczynne... Domyślam się, że tam już daty będą bardziej precyzyjne?
: pn 06 maja 2024, 18:24
autor: Krystyna.waw
Aquila pisze:Domyślam się, że tam już daty będą bardziej precyzyjne?
Niekoniecznie.
Wpisy do księgi nie były robione na bieżąco. Ksiądz zapisywał dane na kartce, w raptularzu i raz na jakiś czas zasiadał do księgi.
Czasem kartka się zgubiła, czasem coś tak niewyraźnie nabazgrolił, że sam nie mógł odczytać, czasem był zmęczony...