Strona 2 z 2
: czw 03 gru 2009, 14:29
autor: Kaczmarek_Aneta
Toż jest oczywiste, że genealogia nie polega jedynie na odhaczaniu kolejnych person do drzewka (właściwie odbieram ten aspekt jako najnudniejszy, nie rozwijający), a na całej tej „otoczce”, o której piszesz.
A to jak o tym piszesz i myślisz świadczy o tym, że jesteś wytrawnym genealogiem
Dla mnie źródło pierwszorzędne oznacza dokument, który w hierarchii ważności stoi najwyżej pośród innych źródeł wiedzy. Takim źródłem jest właśnie metryka przy całej świadomości jej słabych punktów. Oczywiście może to być albo drogowskaz do dalszych poszukiwań, albo wręcz odwrotnie – zwieńczenie naszych poszukiwań, taka kropka nad „i” (różnie się przecież układa).
Pozdrawiam
AK
: czw 03 gru 2009, 14:45
autor: Sroczyński_Włodzimierz
bardziej o byciu niegenealogiem chyba świadczy moje podejście do metryk
materiał wyjściowy , a na pewno nie najbardziej wiarygodny, rozstrzygający dokument, nie najważniejszy, chociaż prawie niezbędny
a dla genealoga chyba takim powinien być- jako dokumentujący relacje pomiędzy osobami -pewnik pozwalający (i wystarczający) do narysowania kreseczki pomiędzy X i Y
nie chciałbym, aby pozostało wrażenie, że kwestionuję znaczenia ASC! Ale nie będą one dla mnie (tj dla moich prób spojrzenia w przeszłość) pewnikami, a jeśli kosztem tego ma być nieużywanie pojęć zarezerwowanych dla genealogii (drzewo, wywód, i samo "genealogia") to jak najbardziej skłonny jetem nie używać

To jest kopalnia wiedzy nie tylko o rodzinie ale w ogóle o przeszłości, jednak nie odważyłbym się na (znów wracam do "Twojego" problemu") przekazanie komuś z rodziny informacji:
" a wiesz, że nasza praprapra miała dziecko nie z mężem"! a gdyby metryki miałyby być najwyżej - rozstrzygającą funkcje pełnić miały - to tak należałoby odczytać:) No niekoniecznie zagajać ze stryjenką podczas wieczerzy wigilijnej, ale taką wersję uznać za jedyną uprawnioną - toż "stoi jak byk":)
A kto tam by wnikał do czego miał prawo zgłaszający, co za różnica pomiędzy "świadek chrztu" "chrzestny" "rodzic chrzestny":)
pozdrawiam:)
: czw 03 gru 2009, 15:46
autor: Kaczmarek_Aneta
Dla mnie - genealoga (albo może żeby nie nadużywać tego miana, bo kto wie, czy spełniam wszystkie kryteria – w sumie rzecz umowna) – badacza historii rodzinnej - metryka dokumentuje zachodzące relacje pomiędzy osobami, ale oczywiście nie zadowalam się tylko tym jednym źródłem wiedzy, bo warto, a nawet trzeba dane zweryfikować.
Zresztą ... za o wiele ciekawsze uznaję źródła niemetrykalne (akta sądowe, księgi ludności, akta pracownicze itd.). Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać...
A pogaduchy ze stryjenką o przodkach podczas wigilijnej wieczerzy to oczywiście nieodłączny i „z przymrużeniem oka” dodatek do naszych zmagań z genealogią, choć i tu można odnaleźć nie jedno ziarnko prawdy.
Pozdrawiam serdecznie
Aneta
: czw 03 gru 2009, 17:27
autor: mwpch
Aneto!
Można do sprawy podejść jeszcze z innej strony. Ile jeszcze Kacper chodził "za robotą"? W końcu wrócił do domu i ... Twoja sprawa przypomniała mi widziany kiedyś akt. Pewien mężczyzna stawił się przed proboszczem i zdeklarował się być ojcem dziecka, urodzonego kilka tygodni wcześniej przez kobietę zamężną, której mąż od kilku lat służył w wojsku innego zaborcy. I tyle. Nie chodziło o chrzest (który pewnie odbył się zaraz po urodzeniu), zatem o uznanie ojcostwa i przyjęcie nazwiska. Ale... nie śledziłem dalej historii dziecka, wiec nie wiem, pod jakim nazwiskiem występowało później. Zastanowiło mnie bowiem, jaką wagę miało takie oświadczenie. Zakładam, że odbyło się za zgodą matki (i akceptacją proboszcza), lecz czy rzeczywiście skutkowało dalej - gdzie było wychowywane dziecko i co się stało po powrocie męża z wojska?
Co zrobił "twój" Kacper, kiedy wrócił do domu? Zaakceptował sytuację? A może też poszedł do proboszcza i stwierdził, że jednak uznaje dziecko za swoje (bo tak czy owak urodzone w małżeństwie) i stad później dziecko występowało pod nazwiskiem męża matki. To tylko spekulacja, której sprawdzenie może być karkołomne, ale gdyby przejrzeć (da się na piechotę?) akta urodzeń rok, dwa, trzt później (Kacper chyba dłużej nie był nieobecny) może znajdzie się zapis podobny do opisanego przez mnie? Wówczas sprawa o tyle by się wyjaśniła, że byłoby i lege artis (tj. zgodnie z prawem) i potwierdziło by to oświadczenie "nieślubnego" dziadka przy chrzcie dziecka.
Przynajmniej ja tak bym próbował, opierając się na moim doświadczeniu. Przekopałem się przez kilka tysięcy aktów jednej z parafii i znam mnóstwo podobnych (no, nie takich na pewno!!) pułapek, "czekających" na genealogów w aktach (właśnie w I poł. XIX wieku). Dużo czasu straciłem na niepotrzebne poszukiwania, stąd staram się zaczynać od poszukiwania możliwych rozwiązań "na chłopski rozum" (czyli próbuję postawić się w sytuacji ówczesnych ludzi).
Poza tym bardzo ciekawy masz przypadek ("zazdroszczę" - choć i ja mam ciekawe).
Pozdrawiam, Marek.
: pt 04 gru 2009, 09:24
autor: Kaczmarek_Aneta
Witaj Marku,
dziękuję za ciekawą opinię.
Niestety, jeszcze niewiele mogę powiedzieć o rodzinie Pardejów, gdyż dopiero co ruszyłam z tą linią moich przodków.
Chyba pozostanie mi wyobrażać sobie okoliczności, jakie towarzyszyły opisanym wydarzeniom, jak wyglądał powrót Kacpra do domu i jego ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji.
Nie wiem jaką należałoby przykładać wagę do składanych oświadczeń – myślę, że należy brać pod uwagę zarówno intencję składającego oświadczenie, jak i podejście do prawdomówności (oświadczenie składane w kościele, przed proboszczem, przed Bogiem) ówczesnego społeczeństwa.
Co do chrztu – w owym akcie urodzenia nie ma wzmianki, aby owo niemowlę zostało ochrzczone. Jest to akt urodzenia, który został opatrzony tytułem: „
Oświadczenie urodzenia dziecięcia naturalnego uczynione przez Pawła Pardeja”.
Z pewnością tematu nie zamykam i jeszcze będę szukać innych zachowanych dokumentów dotyczących mojego przodka.
Pozdrawiam serdecznie
Aneta
: pt 04 gru 2009, 09:56
autor: mwpch
Aneto!
W temacie nieślubnych dzieci zrewanżuję się historią mojej rodziny (może się komuś przyda).
Moja prababka był dzieckiem nieślubnym. Tak wynikało z aktu ślubu pradziadków (1898), przy czym zaznaczę, że jej matka była na tym ślubie, wciąż jako osoba niezamężna. Jakie było moje zdziwienie, gdy w akcie zgonu prababki (1966) znalazłem imię jej ojca - nazwisko prababki też było wpisane przy ojcu, nazwiska panieńskiego matki nie było. Gdzie tkwił błąd? Okazało się, że nigdzie. Na szczęście niedługo potem znalazłem akt urodzenia prababki (1880) - rzeczywiście była dzieckiem nieślubnym - gdzie na marginesie widniała pieczęć urzędowa z 1953r. z wpisem o treści:
<<Na skutek oświadczenia złożonego w dniu 18.IV.1953r. przez K.M.O.B.E.L i D.O. w Warszawie Dla [...] wpisuje się imię ojca „Stanisław” na mocy art. 2 Ustawy z dn. 28. X.1950r. (dz. U. R. P. Nr. 51, poz. 468). Warszawa dnia 23 kwietnia 1953r.
Urzędnik Stanu Cywilnego>>
Po II WŚ władze wprowadziły prawo, mające uchronić nieślubne dzieci przed dyskryminacją, na mocy którego można było takim dzieciom wpisać do dokumentów fikcyjnego, ale formalnego ojca. Stąd prababka zmarła jako dziecko "znanych" (i jakby ślubnych) rodziców. Zaznaczę przy tym, że uzyskując ten wpis prababka miała 73 lata!! i od prawie 40 była wdową. Widać miało to jednak dla niej znaczenie.
Pozdrawiam, Marek.
: pt 04 gru 2009, 13:46
autor: Kaczmarek_Aneta
Ciekawostka!
Jak widać na Twoim przykładzie i wielu innych podawanych na forum, nasi przodkowie potrafią nas zaskoczyć (nawet po latach!), no ale taka jest właśnie genealogia - nieszablonowa i nieprzewidywalna!
Pozdrawiam i dziękuję
Aneta