Strona 2 z 4

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 15:19
autor: Sroczyński_Włodzimierz
ad "- trudno znaleźć coś czego nie ma ."
tak:)
ale można (ew. próbować) wyeliminować z dużym prawdopodobieństwem sytuację, że
"nie można znaleźć bo jest w brakującym roku"
przykładowo
1885 Wola, rz-kat, SBM - śluby brak akt (zarówno unikatów jaki duplikatów czyli ani w AAW ani w APW)
można (należałoby) założyć, że ślub poszukiwany mógłby być w 1885 w parafii wolskiej i niestety, że jest to nieweryfikowalne

ale!
pojawienie się skorowidza do tego roku pozwala z dużym prawdopodobieństwem wykluczyć ten znak zapytania:)
etc
tzn lista luk - brakujących roczników/typów akt bywa pomocna ("tam mogli rodzić się/ślubować/umierać a się nie dowiemy" czasem na skutek nowych materiałów zmienia się "sprawdzić w pierwszej kolejności bo nie było sprawdzane)

to tez dygresja.. choć informacja że nie znalazłem "T" w owym 1885 w StanisławieBM może być przydatna - wyklucza (no prawie..skorowidz jednak skorowidzem tylko jest) jedną z możliwości


a co c Willmanową? któż ona?

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 15:32
autor: afra59
a diabli wiedza. Z aktu który mi podeslales i ktory nawet druknęłam wynika ze oważ Felicja ino ślub wzięła i dzieweczkę imieniem Julia powiła.
Natomiast znalazłam inną : http://metryki.genealodzy.pl/ksiegi/59/9264/343/002.jpg Władysława jej było, za Dębskiego poszła :)
tyle że ona od Jakuba i Jozefy.... i nieco starsza. A tenze Jakub vel Jakób 17 lat wczesniej bral slub jako TOLKSDORF
Obocznosci nazwisk sie nie czepiam, bajzel byl nie ziemski, to nie Kowalskie ze ich jak psów

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 15:37
autor: afra59
ha! jescze jedna gwiazda zaranna :
1859 8184 Julia Marianna Tolkzdorf 469 W-wa św.Aleksander
tylko ze nic mi to na razie nie daje :(

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 15:43
autor: Sroczyński_Włodzimierz
ha!!!
mam skąd mi się Tolzdorf w oczy rzucał!!!!
Józef T. to sąsiad mego praprapradziadka z Ciepłej 1107
http://www.przodkowie.com/warszawa/inde ... &view=item

i zajęcie to samo i mieszkali w tym samym domu (mój przodek rok później już Przyrynek, a potem Krzywe Koło)
no męczyło mnie bardzo..może pracowali razem?

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 15:59
autor: afra59
cholera wcielo mi wszystko co napisałam
no prosze ! moi zyli na KROCHMALNEJ , na obecną topografie ( sprawdzone!!!) u zbiegu Krochmalnej i Towarowej.
Potem Mieczyslaw mieszkal ok. Wroniej i tam poznal prababcie :)
I przeprowadzili sie w 1918 na Twardą :)

ZNACZY SIE WOLA !!!!

ale jedno mnie zastanawia.... Tu czeladnik rzeżniczy, robotnik znaczy a Adam ( o czym jego syn mówił ) był "szlachta" znaczy nie taki knypek...
Babcia Karolina zreszta tez. Co ich zmusilo do życia w robotniczej czesci Warszawy ?

co do Jozefa : http://www.przodkowie.com/warszawa/inde ... &view=item
i jeszcze jednego zlokalizowałam : http://www.przodkowie.com/warszawa/inde ... &view=item

a na koniec całkowicie ustrzelony zając: obecnie mieszkam tuż przy ul....PRZYRYNEK

hahaha

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 16:09
autor: Sroczyński_Włodzimierz
gdzie Wola gdzie Twarda!:)
Wronia też przed okopami
i Krochmalna tzn ja o troszkę wcześniejszych..ale "Towarowa" to granica Warszawy i parafii wolskiej:)

co do skorowidza 1854 - to świętokrzyska parafia
a co do zajęć, pochodzenia, koneksji, miejsca zamieszkania
1918 i szlachta to już ee no niekoniecznie jakikolwiek związek (nawet jeśli wcześniej był)
a i w 1854 też różnie bywało
zresztą bycie czeladnikiem było niezbędne do bycia mistrzem..a niejeden majster miał dość dostatnie życie
T-ów jako właścicieli nieruchomości w taryffach nie ma?

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 16:24
autor: afra59
ja mowie o wczesniejszej szlachcie :) 1918 to juz pradziadek na kolei robil :)
chronologicznie :
Adam T byl rzekomo szlachta, no powiedzmy wlasciciel ziemski ( te cholerne Sanniki) Zdjecie jego posiadam , na robola nie wyglada, zrobione jak sie patrzy w zakładzie , siedzi na fotelu, ubranie porzadne , broda , spojrzenie dumne ;) wieść gminno rodzinna niesie że był urzędnikiem panstwowym
Karoliny jego żony nie posiadam podobizny aczkolwiek jest to nieziszczalne marzenie mojego dziadka, zobaczyc je.
Karolina jak juz wspomnialam przepieknie pisala - wykształcenie znaczy miala . Ponadto przyjaznila sie z jakąś aptekarzówną ze Srodmiescia ( czyzby przyjaciólki z pensji ) Nazwisko gdzies mam . To dzialo sie w XIX w
Mieszkali krochmalna , parafia - św. Andrzej .
Adam zmarl na Czystem w szpitalu.
Karolina zmarla na Białej 8 -????? nie moge znalezc info - co tam bylo?? Pracowala szyjąc? i zeszła ?? Mloda byla ...
Ich syn Mieczyslaw uciekł od "opiekunów" czyli rodziny matki i wychowywal sie sam . własnie w okolicy Wroniej. od ok 1900 r pracowal na kolei , po 1918 równiez az do 1945 r. Jesli mial "szlachectwo" wsadzil je głeboko do kieszeni.
z kolei reszta rodziny - po żonie Mieczylawa przynalezna do NMP na Lesznie, Sw.Stanislawa i WŚw.
a odnosnie nieruchomosci - a gdzie tego szulkac ???

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 16:35
autor: Sroczyński_Włodzimierz
zależy z jakiego okresu
wcześniejsze http://warszawa.hostil.pl
późniejsze niespisane..a warto
różnica pomiędzy 1840 a 1900 kolosalna
hm..schował do kieszeni... może..ja tam nie wiem co bardziej honorne..mieć warsztat czy wisieć urzędniczo na klamce u zaborcy (wybór większości:) ale nie miejsce na streszczenie Lalki;)) czy własnych przemyśleń z materiałów rodzinnych (od szewców famatusów przez "Porajów, Ślepowronów, Trzasków" etc:)

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 17:07
autor: afra59
sprawdziłam . Tolsdorfów w taryfach nie ma :) . a moze wisiał u klamki bo nic innego robic nie umial ? :)
tego sie nie dowiem chyba
tak jak i o Zenowiczach od Karoliny .....

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 17:31
autor: Sroczyński_Włodzimierz
oj były różne zajęcia, chodzi mi o to, że ja nie tylko nie identyfikuję się z ówczesnymi kryteriami (a raczej z dzisiejszym przeświadczeniem jakie te kryteria były) ale nawet ich nie za bardzo czuję
Nie wiem nie tylko dlaczego (hehe a może warto się zastanowić "po co?":) niektóre rodzaje działalności zawodowej były traktowane jako lepsze niektóre jako gorsze
ale nie do końca wiem które były "te lepsze"

Z lektury kilku autobiograficznych mam wrażenie, że i w drugiej połowie XIX wieku nie wszyscy potrafili się odnaleźć w skomplikowanym świecie podległości, niektórym to się czkawką odbijało i w Niepodległej.
Np ciekawe są wątki "znaczykapitanowe" tj fragmenty gdzie mowa o wyborach drobnych (i nie tylko) właścicieli ziemskich -edukacja dzieci: urzędnik? oficer? no najlepiej wolny zawód - jeśli prawnik to adwokat nie pracownik aparatu etc
W innych miejscach o podobnych wyborach w C-K i pod Niemcem"
A co dopiero mówić o ludziach w miastach, gdzie nie było możliwości (choćby złudnej) utrzymywanie się "z majątku". Abstrahując jaki by on nie był i skąd pochodził.
Albo "własny interes" (i podpadnięcie po "zejście na psy?"??? nie wiem ... wątpię, czy naprawdę było to tak traktowane ale często jest to tak przedstawiane)
albo chleb z urzędu

a zresztą co to za szlachectwo - ani podatkowo ani udział w wyborach króla, czy stanowieniu prawa..często też nie rzutowało na decyzje co do przynależności do pąństwa/narodu
ot kawałek do snucia przy kieliszku
równoprawne (patrząc pod kątem że ciekawe, godne opowiedzenia kilkuletnim wnukom) dziadek-chłop u Napoleona co służył jak i pradziad co u konfederatów..

różnica zasadnicza -łatwiej znaleźć "rodowych":) więcej dokumentów po sobie zostawili
ale to raczej dotyczy wcześniejszych czasów niż druga połowa XIX wieku:)

znaczy się, ja nie widzę żadnych powodów aby część przodków "wiszących u klamek" eksponować czy tez dawać za przykład mniej lub bardziej od szewców
tak z zasłyszenia to mniej więcej rozkład uczciwości /zaangażowania etc po równo:
statystycznie podobnie później wybierali "walkę w obronie Najjaśniejszej", podobnie kształcili dzieci etc
kolejarz, urzędnik, rzemieślnik i ten co miał "mały mająteczek" jak to babcia moja mówi o "folwarku":)

nie mam zdania, ale unikam określeń "robol" "sługus" etc

pozdrawiam

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 18:04
autor: Rebell_Cieniewska_Grażyna
Beato - z dużym zainteresowaniem przeczytałam całą wymianę zdań. Tym bardziej że i mnie czeka podobne śledztwo, bo mi się prapradziadek w Kłobucku urodził w 1835 roku / według aktu zgonu - przy okazji podziękowania dla WZI za indeksy/ tyle tylko, że w tym czasie i tej parafii nie ma jego aktu chrztu. Piszesz jakie lata "przekopałaś" i tu właśnie zrodziły się moje wątpliwości - może byli starsi niż to określono w akcie zgonu.
Miałam sytuację, gdy w dniu ślubu on miał 19 lat ona 21 /według metryk chrztu/- rok później oboje mieli po 20, przy 3-cim dziecku on był STARSZY od niej o 4 lata a przy 10-tym znowu byli rówieśnikami. Nie wiem, czy pomogłam, czy zamieszałam ale.. Pozdrawiam nie traćmy nadziei Grażyna

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 21:12
autor: afra59
zgadzam sie z Toba . moze niefortunnie uzylam slowa robol:) i jesli odniosles wrazenie ze dyskredytuje jakas czesc spoleczenstwa - nieslusznie. chodzilo mi glownie o to ze zastanawiajaca jest dla mnie status spoleczny / pochodzenie + jednoczesne mieszkanie w nieukrywajmy biednej dzielnicy. To nie byl raczej teren "dla panstwa" . Podejrzewamy w rodzinie ze prawdopodobnie Karolina popelnila "mezalians" i niestety Adam zmuszony byl żyć tak jak żył, tym bardziej jesli faktycznie mial pierwsza zone .
stad moje zdziwienie , ze tu Tolsdorf - byly wlasciciel ziemski (moj) a tu tuz obok zyjacy ludzie czeladnik, szewc itp takim samym lub podobnym nazwisku..

pozdrawiam

B.

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 21:21
autor: afra59
Rebell_Cieniewska_Grażyna pisze:Beato - z dużym zainteresowaniem przeczytałam całą wymianę zdań. Tym bardziej że i mnie czeka podobne śledztwo, bo mi się prapradziadek w Kłobucku urodził w 1835 roku / według aktu zgonu - przy okazji podziękowania dla WZI za indeksy/ tyle tylko, że w tym czasie i tej parafii nie ma jego aktu chrztu. Piszesz jakie lata "przekopałaś" i tu właśnie zrodziły się moje wątpliwości - może byli starsi niż to określono w akcie zgonu.
Miałam sytuację, gdy w dniu ślubu on miał 19 lat ona 21 /według metryk chrztu/- rok później oboje mieli po 20, przy 3-cim dziecku on był STARSZY od niej o 4 lata a przy 10-tym znowu byli rówieśnikami. Nie wiem, czy pomogłam, czy zamieszałam ale.. Pozdrawiam nie traćmy nadziei Grażyna
Witam skad ja znam ten bol ?:) dlatego wlasnie "kopalam" nawet 10 lat wczesniej niz rzekomo sie urodzili....
zgadzam sie tez ze wpisywano jak popadnie - Twoją parafie jak i miejsce urodzenia mojej praprababki. w tym przypadku zgon zglosili obcy ludzie. rodziny obok nie bylo, poszli po najmnijeszej linii oporu...

Do wszelakich nieszczesc w szukaniu przyczynily sie tez wojny i rewolucje .Wiele dokumentow sie spalilo , czesc np wszystkie akta z cerkwi na woli zabrali uciekajac bodajze w 1905 Rosjanie i po drodze gdzies zagubili...
Nie mamy łatwego życia , oj nie:) w moim przypadku dochodzą do tego jakies animozje rodzinne - pradziadek moj nigdy nie chial wspominac matki, podarl jej zdjecie nawet... Do smierci nie powiedzal ani slowa a ani jego syn ani żona nie poruszali tego tematu . Skutek - wiem mniej niz rozumiem ale ciagle mam nadzieje :)

pozdrawiam i życze rowniez powodzenia w szukaniu, jak to mowi moj dziadek "upiorów przeszlości"

B,

Re: ratunku...

: czw 18 mar 2010, 22:13
autor: Sroczyński_Włodzimierz
raczej w 1915 nie 1905
i bardzo jestem przywiązany do myśli że (wraz z kls-ami i innymi) leżą sobie w jednym lub kilku rosyjskich archiwach:)
i naprawdę:) to nie takie "slumsy":)
miejsce zamieszkania robotników przemysłu metalowego i paru innych ciut dalej (tzn największa koncentracja) a drobni (czasem bardzo drobni:) handlarze ciut bliżej "Centrum":)

: pt 19 mar 2010, 16:09
autor: Kaczmarek_Aneta
Kilka refleksji:

- może warto odszukać nekrolog Karoliny w Kurierze Warszawskim (np. Biblioteka Narodowa) – czasem z nekrologu można wyciągnąć dodatkowe informacji, np. rok urodzenia albo upewnić się co do miejsca urodzenia
- przy niełatwym w pisowni i brzmieniu nazwisku należy liczyć się z obocznościami nazwiska, np. Olsdorf
- jeśli szukałaś wyłącznie po skorowidzach, pewności mieć nie możesz, że aktu nie ma – skorowidze są obarczone ogromną ilością błędów
- taki sam brak pewności wynikać powinien z niekompletności roczników ksiąg warszawskich, ale także z możliwości przeoczenia (sama mam kilku nieodnalezionych przodków z Warszawy i niektóre księgi wertuję kilkakrotnie)
- tak jak podpowiada Włodek - dobrze jest udokumentować linie boczne, tj. wszystkie te osoby, w aktach których pojawiają się Twoi główni poszukiwani
- spróbuj skompletować całą inną wiedzę o poszukiwanych i zastanó się, czy można o nich czegoś się jeszcze dowiedzieć ze źródeł niemetrykalnych
- a na koniec moja prywatna uwaga: "pisz o przodkach z szacunkiem - może podpowiedzą Ci jakieś rozwiązanie "z góry" :) "

Pozdrawiam serdecznie
i życzę powodzenia !

AK