Nie wszystkie z tego katalogu. Mała podpowiedź. Katalog dotyczy województwa, a parafie mają przynależność diecezjalną, czy aby nie jest tak, że te dostępne należą do jednej konkretnej diecezji, która dała zgodę na publikację?
Rzeszotek_Łukasz pisze:
Natomiast w przypadku np. Łodzi są to: użytkownicy korzystający ze strony w pracowni LDS, bądź osoby będące z jednej z organizacji wspierających (zatem LTG dostęp ma lub przynajmniej powinno go mieć).
Skoro istnieją zdjęcia cyfrowe, to zamiast sprowadzania mikrofilmów można przeglądać akta w formie cyfrowej, jakiś czas temu postulowano to mormonom w przypadku diecezji, z których nie mogą upublicznić akt w internecie. Nie mam pojęcia czy to już działa, nie zaglądam do CHR, ale zapis taką sytuację przewiduje. Co do dostępu wśród wspierających, zapis jest totalnie mylnie odczytywany, trzeba jednak przyznać, że mormoni niezbyt jasno go sformułowali.
Rzeszotek_Łukasz pisze:
Tak swoją drogą... czy ktoś z LTG potwierdza, że ma dostęp? Albo inaczej: czy ktoś z własnego, domowego komputera ma dostęp do zdjęć?

Potwierdzam. Mam dostęp, jednak nie jest to dostęp, o jakim tutaj większość myśli. Jest to dostęp techniczny, czyli skoro jestem wolontariuszem, to muszę widzieć akty które indeksuję, to chyba oczywiste i logiczne. Nie oznacza to swobodnego buszowania po aktach. Jednak gdyby tego zapisu (i osobnego pozwolenia hierarchii kościelnej na taki dostęp techniczny) nie było, wówczas indeksację mogliby przeprowadzać wyłącznie członkowie kościoła LDS.
Jak to wyglądało w przypadku diecezji tarnowskiej pamiętamy.
Co do wpisu Sławka:
Gdy mormoni nie publikują, jest źle. Gdy publikują to co mogą i już jest technicznie przygotowane, chociaż bez zdjęć, jest źle. Czy gdyby kolejnych kilka miesięcy zwlekali z publikacją rekordów, do czasu kiedy będą mogły być opublikowane zdjęcia byłoby dla Sławka dobrze?
Na pewno znalazłby powód aby się przyczepić. Czy jak opublikują w końcu zdjęcia usłyszymy jakiekolwiek bicie się w piersi? Wątpię.
W moim środowisku tego rodzaju osoby "mędzące" na genealogach, że coś im tam się nie podoba, przy czym nie kalające się nawet kilkuminutową pracą na rzecz przyspieszenia czy ulepszenia danego projektu, są nazywane żartobliwie ginekologami. Muszę przyznać, że bardzo konsekwentnie na to miano pracują.