Witam,
chyba każdy genealog w pewnym momencie staje przed pytaniem, jak swoje znaleziska opracować/ zaprezentować. Wydaje mi się, że forma - zarówno merytoryczna, jak i techniczna zależy od tego, czym dysponujemy oraz tego, ile pieniędzy chcemy na to przeznaczyć.
Moim zdaniem koncepcja podziału na gałęzie jest bardzo dobrym pomysłem - z jednej stronie nie wyjdzie nam "cegła", a z drugiej łatwiej będzie dzielić się z rodziną - tymi wspólnymi gałęziami.
Poza tym wiele zależy od tego, jakim materiałem dysponujemy - bo z tym bywa różnie. Wiadomo, że im więcej zdjęć i ciekawych ilustracji, tym lepiej, żeby książka o rodzinie nie zamieniała się w książkę telefoniczną: urodził się, ożenił, rozmnożył, umarł

.
Co do formy technicznej, to wiem, że można po prostu wydać książkę w dowolnym nakładzie, tylko jest to dość kosztowne, a na drugim biegunie jest wydruk opracowania na przyzwoitym papierze i oprawa introligatorska (chyba najtańsza opcja). Ja wybrałam coś pośredniego czyli fotoksiążkę - nie chcę być tu posadzona o kryptoreklamę, ale dla mnie ta forma świetnie się sprawdza i jest osiągalna finansowo. Ponadto mogę w każdej chwili dorobić egzemplarz, jak komuś z rodziny przypomni się, że on też by chciał.
Ja podzieliłam opracowania na gałęzie (wg dziadków), natomiast układ zależał wprost od tego, jakim miałam materiał wyjściowy.
W przypadku babci Michalskiej miałam spisane jej wspomnienia o wszystkich 4 gałęziach jej dziadków oraz rodzinny album ze zdjęciami. Całość tylko uporządkowałam i uzupełniłam o swoje genealogiczne znaleziska oraz drzewka i było gotowe. Ten album to w praktyce wspomnienia mojej babci poszerzone o ilustracje i dokumenty (tudzież trochę moją gene-wiedzę). Datą graniczną jest 1939 rok, kiedy babcia wyszła za mąż.
https://zapodaj.net/caf355fdf27c9.jpg.html
https://zapodaj.net/f5e9cb91309ed.jpg.html
https://zapodaj.net/644330107278d.jpg.html
Do książki o rodzinie Górków zmobilizowała mnie Mama, która sama próbowała jakoś "ogarnąć" swoją rozbudowaną rodzinę, ale dawnymi metodami nie bardzo to wychodziło. Więc poprosiłam Mamę o odnowienie kontaktów z ciotecznym rodzeństwem i zgromadzenie jak największej liczby skanów zdjęć oraz historii rodzinnych. Wszyscy stanęli na wysokości zadania (przy okazji ja poznałam kilkanaścioro kuzynów) i powstała książka w takim układzie, że najpierw jest część "wspólna", historyczno-genealogiczna bazująca na rodzinnych opowieściach i moich gene-zdobyczach, potem historia moich pradziadków, a potem kolejne części o ich sześciorgu dzieciach i ich rodzinach - doprowadzone do współczesności.
https://zapodaj.net/c264fbdb91389.jpg.html
https://zapodaj.net/8339d93220171.jpg.html
https://zapodaj.net/e98d485eaebe1.jpg.html
Trzecia rodzinna książka - o kresowym dziadku Dąbrowskim - jest niestety najbardziej "sucha", bo opiera się właściwie tylko na moich zdobyczach genealogicznych, metrykach itp, natomiast niewiele jest tam żywych historii i przede wszystkim zdjęć, bo te zachowały się w bardzo ograniczonym zakresie. W tym przypadku mam bardzo dużo informacji o przodkach aż do XVI wieku, ale one są niestety z gatunku "książki telefonicznej" Dopiero rodzina XIX-wieczna "ożywa" i książka robi się po prostu ciekawsza, a nie tylko faktograficzna.
https://zapodaj.net/eb3063ec821c4.jpg.html
https://zapodaj.net/5fd48d5b250f4.jpg.html
https://zapodaj.net/0c7c5fb4034f1.jpg.html
Takie są moje doświadczenia, na zapodajach widać, jak to wygląda finalnie.
Pozdrawiam,
Joanna