Re: Książka o rodzinie - jak może wyglądać?
: pn 22 sie 2022, 12:22
Pomysłu z numerowaniem nie znałam i bardzo mi się podoba. Ton Pana uwagi jest niemiły.
Moja rodzina nie jest duża. Przodkowie przyjechali z daleka i wszyscy o tym nazwisku są spokrewnieni. Nakład 100 egzemplarzy to bardzo dużo. Może dla kogoś innego np. dla Pana wydanie książki w takim nakładzie mija się z celem ale nie dla mnie. To jest książka dla rodziny, o JEJ historii i nie ma aspiracji pracy naukowej. Gdybym wzięła pod uwagę Pana rady o bezcelowości wydawania książek w takim nakładzie, to nigdy bym nie rozpoczęła jej pisania. A byłoby to wielką szkodą przede wszystkim dla mnie, bo gdy zaczynałam swoją przygodę to wiedziałam, że dziadek miał na imię Stanisław a pradziadek prawdopodobnie Walenty. Również Koleżanki i Koledzy z Forum nie wydaliby książki o historii swojej rodzinki - bo nieopłacalne. Byłaby to wielka szkoda, bo najczęściej jest to jedyne miejsca, z której wiedzę taką można zaczerpnąć, gdy rodziny nie są tak znane, że inni piszą o nich opracowania historyczne i naukowe.
W mojej rodzinie akurat młodzi czytają głównie książki papierowe.
Nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc, że "o dobrej korekcie warto pomyśleć samemu"?. Przecież nie będę robiła sama korekty swojej książki. Być może ma Pan do czynienia z wydawnictwem, które nie robi korekty albo korektorzy, jak Pan pisze, są niedouczeni. Ja na szczęście mam do czynienia z bardzo dużym wydawnictwem i z profesjonalnymi korektorami. Ale bardzo współczuję panu złych doświadczeń. To musi być trauma.
Moja książka będzie "poważna" ale nie ma jakichkolwiek aspiracji do pracy historycznej czy regionalnej. Nie mam ani takiego wykształcenia, ani wiedzy żeby pisać na takie tematy. Wyszłoby z tego rzeczywiście coś żenującego. Zawiera po prostu opis życia prakrewnych. I myślę, że takie książki mają na myśli Koleżanki i Koledzy z Forum. Zatem nie widzę jakiejkolwiek potrzeby oddawania jej do recenzji historykowi. Z całym szacunkiem, ale nawet najbardziej wybitny historyk nie ma wiedzy o życiu moich prakrewnych. Zatem jak będzie w stanie profesjonalnie i uczciwie zrecenzować książkę, która jest tylko albo AŻ o ich życiu?
Nie wiem co Pan ma na myśli pisząc, że "autorzy wrzucili do nich wszystko, co znaleźli"?. Ponieważ moi prakrewni nie byli osobami bardzo znanymi, więc jakakolwiek wzmianka o nich w książce czy w gazecie była dla mnie wielką radością i oczywiście taką historię uwzględniałam w książce. Zupełnie jest inaczej jak się "cierpi" na nadmiar materiałów.
To tyle po przemyśleniu.
Moja rodzina nie jest duża. Przodkowie przyjechali z daleka i wszyscy o tym nazwisku są spokrewnieni. Nakład 100 egzemplarzy to bardzo dużo. Może dla kogoś innego np. dla Pana wydanie książki w takim nakładzie mija się z celem ale nie dla mnie. To jest książka dla rodziny, o JEJ historii i nie ma aspiracji pracy naukowej. Gdybym wzięła pod uwagę Pana rady o bezcelowości wydawania książek w takim nakładzie, to nigdy bym nie rozpoczęła jej pisania. A byłoby to wielką szkodą przede wszystkim dla mnie, bo gdy zaczynałam swoją przygodę to wiedziałam, że dziadek miał na imię Stanisław a pradziadek prawdopodobnie Walenty. Również Koleżanki i Koledzy z Forum nie wydaliby książki o historii swojej rodzinki - bo nieopłacalne. Byłaby to wielka szkoda, bo najczęściej jest to jedyne miejsca, z której wiedzę taką można zaczerpnąć, gdy rodziny nie są tak znane, że inni piszą o nich opracowania historyczne i naukowe.
W mojej rodzinie akurat młodzi czytają głównie książki papierowe.
Nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc, że "o dobrej korekcie warto pomyśleć samemu"?. Przecież nie będę robiła sama korekty swojej książki. Być może ma Pan do czynienia z wydawnictwem, które nie robi korekty albo korektorzy, jak Pan pisze, są niedouczeni. Ja na szczęście mam do czynienia z bardzo dużym wydawnictwem i z profesjonalnymi korektorami. Ale bardzo współczuję panu złych doświadczeń. To musi być trauma.
Moja książka będzie "poważna" ale nie ma jakichkolwiek aspiracji do pracy historycznej czy regionalnej. Nie mam ani takiego wykształcenia, ani wiedzy żeby pisać na takie tematy. Wyszłoby z tego rzeczywiście coś żenującego. Zawiera po prostu opis życia prakrewnych. I myślę, że takie książki mają na myśli Koleżanki i Koledzy z Forum. Zatem nie widzę jakiejkolwiek potrzeby oddawania jej do recenzji historykowi. Z całym szacunkiem, ale nawet najbardziej wybitny historyk nie ma wiedzy o życiu moich prakrewnych. Zatem jak będzie w stanie profesjonalnie i uczciwie zrecenzować książkę, która jest tylko albo AŻ o ich życiu?
Nie wiem co Pan ma na myśli pisząc, że "autorzy wrzucili do nich wszystko, co znaleźli"?. Ponieważ moi prakrewni nie byli osobami bardzo znanymi, więc jakakolwiek wzmianka o nich w książce czy w gazecie była dla mnie wielką radością i oczywiście taką historię uwzględniałam w książce. Zupełnie jest inaczej jak się "cierpi" na nadmiar materiałów.
To tyle po przemyśleniu.
