Ł.A.Rynkowski pisze:Panie Romualdzie,
Tak się składa, że najdawniejszym przodkiem, do którego genealogię w sposób naukowy mogą wywieść Europejczycy, jest Arnulf biskup Metz (582-643/647). Faktycznie aby wywieść się od Arnulfa często wystarczy dotrzeć do Niemieckiej, Francuskiej, ogólnie zachodniej arystokracji. Najczęściej tacy przodkowie z arystokracji pozwalają wywieść się od Arnulfa na wiele różnych sposobów, przez wiele różnych arystokratyczno-królewskich rodów.
Niestety każda genealogia prezentująca wywód dzisiaj żyjących osób do starożytnych postaci z Europy czy Bliskiego Wschodu ma gdzieś po drodze element spekulacji, nie spełniający wymogów pracy naukowej. Niestety ostatnio dużo pojawiło się takich nie opartych na żadnych faktach twierdzeń albo teorii bazujących wyłącznie na studiach onomastycznych lub prozopograficznych. Nawet kiedy popularni autorzy jak np. Christian Settipani wyraźnie opisują prezentowane genealogie jako spekulację, niestety później w internecie na stronach takich jak Wikipedia, Wikitree, Geni, FamilySearch, MyHeritage czy Ancestry te genealogie pojawiają się już jako "twarde fakty" i są kopiowane w nieskończoność przez kolejnych użytkowników.
(....)
Pozdrawiam,
Łukasz Rynkowski
-----------------------
Dziękuję bardzo za rzeczowy i wyjaśniający post bez odniesień ad personam
W moim przypadku jest dokładnie tak, jak Pan opisuje.
Arystokracja to, James 3rd Earl of Crawford, Szkocja. Ode mnie podobno 15 pokoleń. Jego potomek wyemigrował do płd Niemiec i stał się Kraffter. Szukając śladów tych ludzi trafiłem na obraz z ich postaciami
https://www.metmuseum.org/art/collectio ... p=20&pos=1
Jednak wszystko, co poniżej 1600 roku ze swojej strony traktuje bardziej już jako legendę niż fakt, a króla Priama w genealogii raczej, jako dowcip, ewidentny żart, przerywnik, jak w przydługim przemówieniu. Kto uwierzy we wpis w FS, że Adam i Eva są urodzeni ok 4004r BC. Po co to, ktoś tam, wpisał? Czy można na tym zarobić, zdobyć uznanie? Obecność w Family Search legendarnych osób poruszyłem w Genealodzy.pl, bo tu mogłem się spodziewać sensownej odpowiedzi, co mógłby mi odpowiedzieć nawet najbardziej kompetentny proboszcz? Na początku otrzymałem zwyczajowe bęcki ale w końcu pojawił się Pana post.
Do wizyt w parafiach jako niespecjalnie religijna osoba przygotowuję się bardzo starannie. Czytam strony parafii, tej którą chce odwiedzić i sąsiednich, lokalną prasę i przez 2 dni słucham Radio Maryja, by odnowić i przyswoić sobie zwroty uprzejmościowe tego środowiska i poruszane tam tematy Dotychczas trafiałem na otwartych i życzliwych proboszczów, którzy, zdarza się, w luźnej rozmowie sami mówią też o sprawach trudnych dla Kościoła. Po parafiach leżą skarby. Np. inwentarz parafii z 16w. i nigdzie nie ma kopii tego. Wizyta trwa do 2 godzin, a ja tylko szybko fotografuję wcześniej wybrane, często całe roczniki metryk. W domu analizuję i przeważnie wracam do parafii jeszcze raz lub dwa. Po pierwszej wizycie wpłacam datek na fundację wymieniona na stronach parafii albo konto parafii. W końcu poświęcono mi czas.
To, co Pan krytycznie opisuje jako mieszanie fikcji, spekulacji do nauki to, niestety, chyba znak czasu, znak Internetu. Dziś już każdy ważny kraj ma własną Wikipedie, a w niej własne fakty i interpretacje.
Zostaje nadzieja, że w naszej kulturze przy jej historycznym cyklu niszczenia i innowacyjnej odbudowy wcale nie zostaliśmy z tyłu np. za Azją umiejętnie przeprawiającą swoją kulturę i wiedzę poprzez generacje nieznacznie coś po drodze modyfikując. Na końcu zostali np. z pismem, przy pomocy którego chyba trudno byłoby wyeliminować analfabetyzm.
Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów, Romuald