Bez przesady, to nie mur, powiedziałabym, że co najwyżej teren dość grząski. Mur to jest wtedy, kiedy akt nie ma. Żadnych. Owszem, jest trudniej i można powiedzieć, że zamiast na dowodach bazujemy na poszlakach, ale historycy od "wielkiej" historii mają często ten sam problem. Co nie znaczy, że nie warto prowadzić badań.
Fakt, przy ubogich w dane aktach łacińskich trzeba się nieźle nagimnastykować. Trzeba wyciągnąć wszystkie akty osób o interesującym nas nazwisku i zrobić to, co się da, czyli poukładać gałązki: rodzice + dzieci. Potem zaczynają się puzzle, czyli dopasowywanie gałązek z poszczególnych pokoleń. Przybliżoną datę urodzenia szacujemy na podstawie wieku z aktu zgonu, roku urodzenia pierwszego i ostatniego dziecka. Jeśli w akcie małżeństwa nie zapisano, że pochodził z innej parafii, to szukamy kandydata na przodka w poprzednim pokoleniu. W tym momencie bardzo, ale to bardzo nie lubimy imienia Marianna

. Imiona Jan i Stanisław również nie budzą sympatii. Jeśli w przeciągu dekady mamy więcej niż jedno urodzenie osoby o danym imieniu i nazwisku, to rzeczywiście, bez innych źródeł jesteśmy ugotowani. Ale jeśli jest tylko jedno, to prawdopodobnie będzie to nasz przodek. Zwiększamy to prawdopodobieństwo sprawdzając dla pewności sąsiednie parafie - czy tam nie urodził się ktoś, kto także by pasował. Zwracamy uwagę na inne poszlaki: dane świadków, chrzestnych. Jak mamy szczęście, to trafi nam się bonus w postaci zapisu:
"świadkowie: Jan Iksiński, ojciec pana młodego ze wsi Popowo przybyły" (mnie się trafił

).
A jak mamy dużo szczęścia, to nam się np. Szymon Zwierzyński (zasłużył na zachowanie we wdzięcznej genealogicznej pamięci) jako proboszcz trafi (Zambski, koniec XVIII wieku), który w wielu aktach ślubów, co prawda tylko przy przy pannach i kawalerach, ale zawsze, był uprzejmy podawać dane rodziców .
Moim zdaniem warto więc prowadzić badania, nawet na szczątkowych źródłach, ze świadomością jednak, że nie ustalamy prawdy absolutnej, a jedynie wersję najbardziej prawdopodobną w świetle posiadanych danych. A już na pewno warto sprawdzić, co dokładnie w tych źródłach jest.
Pozdrawiam,
Eleonora