Strona 6 z 17

: czw 28 mar 2013, 20:52
autor: Słomińska_Dominika
dobrze, że wspomniałeś Michale o dzieciach z Instytutu. Z tą przeżywalnością to jakaś tragedia. Robiłam w tym tygodniu jeden rocznik z mojej parafii i tam na 67 zgonów było prawie dwadzieścia zgonów dzieciaków wziętych na wychowanie właśnie stamtąd. Ale tylko nieliczne miały nazwiska. Inne dostały przypis "Szpitalna" lub "Szpitalny". Bardzo smutne. Ale widziałam też osoby dorosłe, które miały swoje rodziny. Więc jest jakaś nadzieja :)

: czw 28 mar 2013, 21:08
autor: cypla_piotr
"A komu przeszkadza niech podda się terapii Berta Hellingera. Genealog to bowiem tropiciel historii rodziny jaka by nie była"... święte słowa Panie Krzysztofie… przecież taka jest właśnie nasza misja - badać i opisywać prawdę i tylko prawdę.
Jednak nie wszyscy tak uważamy - Pan rwelka zamkając się w swojej "dulszczyźnie" postanawia krytykować innych i odsyłać ich do słowników. Czy zmarli mają prawo do intymności? Oczywiście, że mają, ale nie oznacza to, że mamy opisywać nieprawdę, koloryzować, ujmować fakty lub je dodawać. Chciałbym tylko wiedzieć po co Pan rwelka sam bada swoje korzenie… przecież to, co znajduje w wszelkiej maści metrykaliach to nic innego jak grzebanie w intymnych sprawach naszych przodków. Czy moralność i te inne wzniosłe słowa pozwalają Panu rwelce czytać te straszliwe i jakże intymne historie?
Mam daleką krewną, która ma już przeszło 90 lat – gdy dowiedziała się, że badam historię mojego rodu i z nim skoligaconych stwierdziła, że „jej bliscy przewracają się w grobie”, a moją ciężką i wieloletnią pracę uznała jako profanację pamięci i czci tych, co „w grobie spokojnie przez to leżeć nie mogą”… Myślę, że Pan rwelka znalazłby z moją krewną wspólny język. Uważam, że naszym zadaniem jest dociekać prawdy i ją opisywać, nawet gdy jest ona niewygodna dla innych. O ile nie dociekać prawdy, to po co zajmować się genealogią. Od razu ustalmy, że pochodzimy od Chrystusa, a w naszej rodzinie były same niepokalane poczęcia, z których wyrośli przyszli monarchowie i najzacniejsi tego świata. A nieślubne dzieci i inne „wstydliwe” tematy zamiećmy pod dywan…
O zmarłych pisz Łucjo prawdę i tylko prawdę i nie zastanawiaj się nad „intymnością” . Gdy piszesz o żyjących tu wskazana jest daleko idąca rozwaga. Najlepiej niech sami napiszą o sobie… ja tak przynajmniej zrobiłem.

: czw 28 mar 2013, 21:49
autor: julia_jarmola
Witam!
Zgadzam się z Panem Krzysztofem;"zaścianek dzielnie się trzyma!"
To co miłe-tak:
PISZMY,PODKREŚLAJMY,a co wstydliwe-pod dywanik i jeszcze szafę na tym postawmy,żeby się nie wyślizgnęło!
Jedną z moich ciotek dotknęło to,że napisałam w historii rodziny o pojedynku dwóch braci(wujkowie ciotki) mojej babki. Chodziło o dziewczynę. Jeden z nich stracił życie-niezaprzeczalna tragedia,ale ciocia wolałaby,aby nazwać to "nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności".
Pozdrawiam-Julia J.

: czw 28 mar 2013, 21:58
autor: Wojciechowski_Michal
Dziękuję Dominiko za te informacje, dzieci z Instytutu były oddawane na wieś do tzw mamek - co się dalej z nimi działo??? Do kołyski były składane dzieci co miały 1 dzień, miesiąc, itd ... ale i takie, które miały 3 lata ...
pozdrawiam
michał

: czw 28 mar 2013, 22:59
autor: Słomińska_Dominika
A marły i nastolatki. Zmieniamy temat ale może nas nie pogonią? ;).
Jak to było potem z nazwiskami? "Bez nazwiska" do końca życia? Czy może Niewiadomski?

: czw 28 mar 2013, 23:03
autor: cichocka.karolak
Witam. Mało , są takie historie,że jeżeli kogoś to dotyczy, to są niezadowoleni, mało ,mówią ,że po co?,że jest to , nie potrzebne,a tylko dlatego,że sami nie mogą znależć się wśród tych przodków, jeżeli są to zaszczytni,lub z pozycją przodkowie.A taki przeszkadzający został np: spłodzony z innego ojca i przez niezadowolenie, gotowy byliby zabronic poszukiwań. Znane to,znane.Pozdrawiam - Halina

Co będzie potem z owocem mojej pasji?

: śr 12 mar 2014, 19:37
autor: jakozak
Wciągnęłam się w tę "swoją" genealogię.
Tak dużo znalazłam. Tak ciekawych rzeczy. Taką wspaniałą historię.
A po mnie najprawdopodobniej wszystko pójdzie na śmietnik. Nie mam żadnych złudzeń co do tego, że ktoś "te głupoty" schowa w jakieś miejsce, gdzie poczekają na następnego "nawiedzonego". Przecież teraz się liczy tylko robota. Szkoda mi.

Czy Wy też macie takie obawy?

Co będzie potem z owocem mojej pasji?

: śr 12 mar 2014, 19:46
autor: Markowski_Maciej
Tak mam takie obawy, mimo, że syn zapewnia, że będzie kontynuował badania.
Dlatego publikuję w na swoim blogu, a w planach mam wydanie jako książki w jakimś minimalnym nakładzie, ale z wysyłką do bibliotek.
I mimo, że drzewa "kradną" to wpisałem swoje dane do myheritage i geni.

: śr 12 mar 2014, 20:06
autor: Pobłocka_Elżbieta
Jolu,piszesz ,że to twoja pasja,sprawia zapewne wiele satysfakcji i przyjemności.
Nie zaprzątaj sobie głowy tym co będzie,liczy się tu i teraz,to co robisz.
Sama piszę historie rodzinną od 7 lat,podobnie jak ty pracuję nad nią solidnie .
Doszłam w poszukiwaniach do 4xpra – druga połowa XVIII wieku.
Nie powstrzymało mnie nawet stwierdzenie dalszej krewnej,że na stare lata szukam rodziny,co bardzo mnie rozbawiło.
Interesuje mnie skąd przybyli moi przodkowie ich migracje,na co chorowali i umierali,jak coś,
to zawsze mogę zgonić na geny .
Wieczory zimowe są bardzo długie ,więc wówczas porządkuję ,dopisuję ,itd...
Drukuję swoje zapisy ,wysyłam kuzynostwu,tym którzy mi pomagają i są zainteresowani.
Życzmy sobie wzajemnie dużo zapału w dalszym ciągu i niech nic i nikt nas nie zniechęca
Serdecznie pozdrawiam
Ela :lol:

: śr 12 mar 2014, 20:09
autor: Bea
Jolu,
a może powinnaś pomyśleć nad wydaniem "książki" ? Może nie będzie to Trylogia Sienkiewiczowska :wink: , ale opracowanie w spójnym formacie i dołączoną np. płytką CD. Koszt samego wydruku i oprawienia nie powinien być powalający, bo przecież nie mówimy o tysiącach egz. tylko o pewnie max 10-ciu.
Na płytce CD/DVD skatalogujesz skany wszystkich dokumentów jakie znalazłaś. Dołączysz drzewo przodków w wersji elektronicznej.
Kosztem możesz się podzielić zawsze z np. dziećmi, które pewnie kiedyś zapytają: "mamo, a co Ci kupić pod choinkę ?"

Oczywiście jest pewien istotny minus tego przedsięwzięcia. Trzeba by SOBIE powiedzieć, że szukanie zakończone i teraz się biorę za opracowywanie. Bo na jakimś etapie trzeba zakończyć poszukiwania, żeby wymyślić formę książki, jak zacząć opowieść i jak nią pokierować... A to trudne, bo genealogia ...w zasadzie ... nigdy się nie kończy..
Pisanie opracowania zajmie Ci sporo czasu i energii. Bo to inna forma, bo musi być spójne... ciekawe... podparte źródłami (przypisy na każdej stronie).
I pewnie będziesz wkurzona jak rok po wydaniu Twojej książki większość do niej nie zajrzy... ale... może za dwa pokolenia, jacyś młodzi ludzie zaczną się zastanawiać, jak odtworzyć płytkę DVD ?! przecież to taka przestarzała technologia, a tylko tam są te super-ciekawe materiały prababci Jolanty!

Co będzie potem z owocem mojej pasji?

: śr 12 mar 2014, 20:19
autor: Stanisław_Szwarc
Jolu, jednak nie jesteś taką pesymistką, jeżeli przewidujesz, że znajdzie się następny nawiedzony.
Póki co, zbierajmy co się da o naszych przodkach, utrwalajmy dla wnuków i prawnuków nasze własne wspomnienia. Kiedyś one właśnie staną się prehistorią rodziny.
Opowieści mojej matki o życiu w przedwojennej Warszawie, wojnie i powstaniu słuchałem jak bajki (jak dobrze, że spamiętałem). Kiedyś taką bajką będą (po trochu już są) nasze opowieści o życiu w PRL.
Miejmy nadzieję, że pendrive czy twardy dysk nie staną się jakimś zawadzającym w domu szpargałem, który trzeba wyrzucić. To jednak coś innego niż stosy zdjęć i papierowych dokumentów. Poza tym, do "tych głupot" trzeba dojrzeć. Niektórzy dojrzewają dopiero na emeryturze. Pomóżmy im, żeby nie musieli żałować, że nie zapytali w odpowiednim czasie babci czy dziadka.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
Staszek

Co będzie potem z owocem mojej pasji?

: śr 12 mar 2014, 20:49
autor: Sawicki_Julian
Witam, ja też czasami mam dość tego ślepiania ze tu żył mój pra... i coś powinno być zapisane w starych księgach, szukam ale nie ma nic. To myślę sobie, może i dobrze nareszcie się zajmę żywymi, ale gdzie tam, zadzwonił telefon bo zmarł z rodziny, no to znowu trzeba to co mam nowego wydrukować, a na cmentarzu cała rodzina się spotyka bez zaproszeń i okazja pogadać i wcisnąć moją nową książkę, temu kto chce ją poczytać. Czyli nie ma takiego złego co by na dobre nie wyszło. A moja rada ; wychodzić na ulicę w ciemnych okularach, po to by nie widzieć jak się w głowę stukają ; pozdrawiam - Julian

: śr 12 mar 2014, 20:50
autor: krzysztof_kot
Też miałem chwile takiej zadumy... Genealogia zajmuję się od 1,5 roku. Nikt inny w rodzinie (nie małej) nie zajmuje się i bardzo go nie ciągnie. Postanowiłem spisywać wszystko co robię. Jak nie mojemu synowi ( 14 marca kończy rok) to może ktoś inny za xxxx lat znajdzie gdzieś na strychu moje zapiski i powie... Łaaaa to się prax3dziadek napracował :D

: śr 12 mar 2014, 20:50
autor: Zawada_Cezary
Witam serdecznie,
Wysunęła Pani bardzo ciekawy temat. Też, mimo iż jestem młody, mam nie raz takie obawy i myślę o tym co będzie kiedyś, kto przejmie lub przynajmniej zachowa to co udało mi się znaleźć odszukać o przodkach. Póki co pracuje nad tym już 6 lat, a najintensywniej od 2012 roku, wtedy to rozpocząłem poszukiwania w Archiwach Państwowych i Kościelnych etc. Martwi mnie to, że za duże grono osób nie interesuje się genealogią tak jak ja. Gdy zaczynam opowiadać o moim prapradziadku, o którym to nikt wcześniej nic nie wiedział, to niektórzy zaczynają ziewać :). Jest się nad czym zastanowić, ale myślę że nie trzeba się przejmować. U mnie może być różnie, odkrywam w sobie powołanie, być może na jesieni będę w Seminarium,moje badania przystaną nie co,a w przyszłości złoże wszystko raczej na ręce mojego brata, który jest wrażliwy na te sprawy, ale przede wszystkim zależy mu na tym żeby przechowywać to co stworzyłem i dalej tworzę :)
Pozdrawiam Panią i wszystkich na Forum
P.S. Dodam Pani Jolu że mama mojej bratowej nazywa się Kozak i pochodzi z Zabrza a jej rodzice z Lubelszczyzny.

: śr 12 mar 2014, 22:54
autor: Rafael
Ciekawe pytanie. Ponownie skłoniło mnie do zastanowień. Cieszę się, że nie jestem osamotniony w tym temacie.
Często o tym myślałem co będzie dalej z tym co odnalazłem, wiem o rodzinie, z moim drzewem.
Raczej nie widzę osoby, która mogłaby to przejąć. Wiele rzeczy mam w głowie: wspomnień, opowieści bliskich. Niektórzy w mojej rodzinie (szeroko pojmowanej) nie mają pojęcia nawet o "podstawowych" w moim pojęciu informacjach. Czasem wydaje mi się, że wiem dużo o mojej rodzinie, bo niektórzy pytają mnie o różne rzeczy, o których powinni wiedzieć, bo są dużo starsi.
Kiedyś myślałem, by spisać wszystkie opowieści i to co odnalazłem. Bliska osoba powiedziała mi, że musiałbym spisać wszystko, zarówno "dobre" jak i "złe", bez wybielania. Jeszcze nadal nad tym myślę, pamięć zanika. Patrząc na wiek bliskich mi osób, którzy odeszli, nie wiem czy zdążę przed własnym odejściem. Trochę też boję się opisywać wrażliwe historie, których osoby czytające mogę nie zrozumieć. A dla mnie niektóre wspomnienia są jak świętość. Zauważam, że duża część rodziny nie ma takiego przywiązania do takich wartości jak ja. Teraz większość ważnych wspomnień czy opowieści mam w głowie ja i moja mama.
Rozpisałem się, przepraszam.
Reasumując, też mam obawy. To pytanie skłoniło mnie do tego, by jeszcze raz i wnikliwiej rozważyć ten temat.