Strona 1 z 1
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: czw 02 cze 2022, 14:18
autor: Sroczyński_Włodzimierz
Cześć!
Czy u Was w ramach rodzinnych doświadczeń, opowieści o bliskich lub ich najbliższych znajomych, otoczenia , sąsiadów, koleżeństwa z ławy szkolnej przewijały się realne osobiste doświadczenia cywilów dotyczące powojennych przypadków utraty zdrowia (lub gorzej) w związku z minami, niewybuchami, niewypałami i innym tego typu obciążeniami wojną?
Głównie chodzi mi o II Wojnę, ale nie tylko.
Wiem, że świadomość zagrożenia (chociażby z mediów, systemu edukacji) była istotna, ale chodzi mi o realne przypadki. Zdarzenia, które miałby negatywne konsekwencji inne niż zamknięcie pewne obszaru, ewakuacja, widok patrolu minerskiego etc.
Jeśli możecie, to wpiszcie gdzie i kiedy, bez drastycznych opisów.
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: czw 02 cze 2022, 14:53
autor: Ochalek_Adrian
Mój pradziadek zginął w 1946 od wybuchu miny w lesie w Lublicy. Osierocił siódemkę dzieci i żonę w zaawansowanej ciąży. Szczegóły jak go znaleziono pominę, napiszę tylko że makabra.
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: pt 03 cze 2022, 11:17
autor: pdanielak
Pradziadek mojej zony latem 1945 wygrzebał w polu jakas mone i zginał na miejscu. Okolice Ćmeilowa woj. swietokrzyskie.
Moj pradziadek jak wrócił do swego rodzinnego domu i zobaczył co "bratnia" armia ze wschodu z nim zrobiła to zaniemógł i miesiac pożniej zmarl. Okolice Opatowa.
Piotr
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: pt 03 cze 2022, 20:36
autor: swigut
W Nowym Sączu o ile się nie mylę był przypadek chłopców, którzy znaleźli pocisk moździerzowy i zabrali go do komunikacji miejskiej, wybuchł w autobusie pełnym ludzi, chyba nikt nie przeżył.
Kuzyn dalszy zginął bawiąc się wraz z kolegami w rzucanie granatami, zdaje się trafił na jakiś z zerowym opóźnieniem.
Tomek
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: ndz 05 cze 2022, 20:24
autor: Poska38
W naszej miejscowości Reńska Wieś k/Nysy 19.08 1945 od rozbierania niewybuchu zginęło 4 chłopców
Władysław D.ur .1937
Adam Ł. ur. 1931
Zenek K. ur.1933
Czesław P. ur.1932 wszyscy pochowani w jednym grobie .
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: czw 09 cze 2022, 22:54
autor: Sroczyński_Włodzimierz
nawet uwzględniając standardową pasywność - nie za dużo tych bliskich, znanych
niewątpliwie to tragedie, ale skala zaskakująco niewielka
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: pt 10 cze 2022, 00:13
autor: slawek_krakow
Sroczyński_Włodzimierz pisze:nawet uwzględniając standardową pasywność - nie za dużo tych bliskich, znanych
niewątpliwie to tragedie, ale skala zaskakująco niewielka
To już prawie sto lat...
Nieopodal grobu mojej cioci na cmentarzu w Zielonkach kilkuletni chłopiec, postrzelony śmiertelnie przez kolegę w trakcie zabawy znalezioną bronią, bodaj 1948 rok.
Na Prądniku Białym również chłopiec, kolega wujka, w trakcie zabawy znalezionym granatem.
W Bronowicach gdzie wychował się mój tata, co najmniej kilka różnych wypadków poranień, poparzeń, utraty kończyn, również zgonów. Zapewne znaleziska po styczniowej ofensywie. Dużo ich poniewirało się między innymi w okolicach Pasternika, gdzie zresztą w latach późniejszych powstał poligon.
Może nie do końca w temacie. Rodzinna wieś mojego teścia, która spłonęła na początku lat sześćdziesiątych. Tradycyjna zabudowa, strzecha w strzechę. Strażacy bali się gasić ze względu na te strzechy właśnie, w których to zapobiegliwi chłopi poukrywali co tam kto miał uzbierane w czasach wojny w tym narzędzi niekoniecznie w gospodarstwie przydatnych. Podobnież kanonada niemal jak na Sylwestra. Nie mam informacji czy toś ucierpiał.
Powojenne: niewybuchy i podobne - rodzinne historie
: pt 10 cze 2022, 09:29
autor: Sroczyński_Włodzimierz
prawda - relatywnie dawno
Ale świadomość zdarzeń i ze znacznie odleglejszych bywa mocno osadzona
ale może to niekoniecznie świadomość z pamięci najbliższych, przekazów bezpośrednich,rodzinnych, a"wspomnienia" po literaturze, filmie, mediach, szkole i innych masowych.
: pt 10 cze 2022, 11:20
autor: Jan.Ejzert
Moim wychowawcą w internacie był pan bez obu rąk. Stracił je zaraz po wojnie gdy rozbrajali jakiś niewybuch. Mimo tak znacznego kalectwa był bardzo dzielny. Narzędzia były zaopatrzone w specjalne uchwyty. Pracował na działce, jeździł na rowerze.
W mojej pracy pracował mężczyzna bez prawej ręki i bez oka. Podobno na rybach rozbrajali granat, który eksplodował. Człowiek ten pracował na różnych stanowiskach. Pisał lewą ręką.