Strona 1 z 1

Moje wrażenia z podróży w poszukiwaniu korzeni.

: sob 16 lip 2011, 22:40
autor: Skrzypczak_Bogumiła
Chciałabym się podzielić moimi wrażeniami z dwutygodniowej podróży w poszukiwaniu przodków.Podróż rozpoczęłam 1 lipca - cel pierwszy okolice Kołobrzegu - odwiedziłam rodzeństwo,zebrałam mnóstwo rodzinnych opowieści i sporo rodzinnych zdjęć /do zwrotu/.Następnie udałam się na Mazowsze do korzeni.Dwukrotnie odwiedziłam AP w Pułtusku,przejrzałam księgi z Dzierżenina i Szelkowa - parafii niezindeksowanych jeszcze.Obsługa bardzo profesjonalna - Pani Marysia cudowna,cierpliwa - chociaż wypisywanie przeróżnych karteluszek zabiera dużo czasu.
Kolejny etap - parafia Zambski - ksiądz Proboszcz bardzo bezpośredni,udostępnił mi wszystkie akta,pozwolił fotografować a nawet po wyładowaniu aparatu zrobił mi ksero z ok.50 akt.
Parafia Obryte - ksiądz Proboszcz mimo urlopu,przyjął mnie w sobotę na 5 minut przed wyjazdem i znowu wszystkie akta dostępne,możliwość robienia zdjęć.Taka sama sytuacja w Długosiodle - ksiądz Proboszcz społecznik w stroju roboczym /ciął drewno na sztachety z parafianami/ udostępnił akta i pozwolił robić zdjęcia.
Jestem pod ogromnym wrażeniem.Wróciłam do domu z taką ilością akt i zdjęć od rodziny ,że segregowanie zajmie mi długie zimowe wieczory.
Przejechałam ok.2500 km,ale spotkać takich ludzi było warto.

: ndz 17 lip 2011, 05:40
autor: Kaczmarek_Aneta
Pani Bogusiu,

tylko pozazdrościć - gratuluję udanego urlopu ;)

Pozdrawiam serdecznie

Aneta

: pn 18 lip 2011, 11:40
autor: Dławichowski
Dzień dobry!
Fajny wątek tu można odnaleźć. Otóż zajeżdzając niespodziewanie do ksiedza, gdzieś tam na polskiej parafii zastajemy Go w różnych codziennych sytuacjach. Raz są to przygotowania do mszy, innym razem dyskusje z parafianami. ale najbardziej nas chyba ujmują czynności zgoła do księdza jakby nie przystające. Dlatego tak wpadajace w pamięć. W jednej z parafii zastałem księdza wywalającego wiadrem ziemię, z kopanej mu w piwnicy - ziemianki. (zastąpiłem go w tej ciężkiej pracy, czym zaskarbiłem sobie jego przychylność). Innym razem w okolicy Wrześni na podwórzu parafii zastałem na ronboczo ubranego proboszcza z siekierką i dopiero co zabitą kurą. Siedliśmy na zwalonym pniu "robiącym" za ławkę. Ksiądz zapalił i zrobiła się bardzo swojska atmosfera. Raz na Kurpiach trafiłem do uroczysty obiad. Chciałem z żoną poczekać w aucie. Ale, gdzie tam. Zostaliśmy zaproszeni do dużego stołu i smak rosołu do dziś mam w ustach. O sękaczu też wspomnę, który dostaliśmy jako wałówkę w podróż. Cudowne, cudowne klimaty.
Krzycho z Koszalina

: pn 18 lip 2011, 12:02
autor: wołczuch
Ja miałem szczęście zadzwoniłem na parafię, ksiądz odpowiedział że udostępni mi akty. Ja odpowiedziałem że 300 km pokonam i przyjadę następnego dnia. Przyjęto mnie i przenocowałem. Kilka lat potem ta sama parafia pojechałem w ciemno - był inny ksiądz - przyjął mnie i pozwolił zrobić zdjęcia - zająłem mu 30 minut i opóźniłem odkurzanie parafii w sobotni dzień.

: pn 18 lip 2011, 13:18
autor: jurekstefan
Witam :P
Ja też dołączam do "szczęściarzy" z opowieścią o dwóch biegunach genealogicznych;
biegun A;
dzwonię do proboszcza z 'mojej' parafii, że będę w pobliżu, przejazdem (300km od domu!) i czy mógłbym...
Odpowiedź- proszę bardzo, ale przed 9-tą rano, bo potem mam wyjazd w obowiązkach. Nnno, dobrze! Wyruszam o świcie, ale trasa, jak to trasa - 'pociągi Tirów', deszcz, itp. i już widzę, że nie mam szans zdążyć przed 9-tą, więc dzwonię, że jest jak jest...
Odpowiedź- nie ma sprawy, proszę bardzo, gospodyni Pana przyjmie, ja wrócę ok.12-tej :wink:
Przyjeżdżam, a gosposia: a to Pan! mówił Xdz Dobrodziej, że Pan wpadnie; może herbatki, kawki, ciasto upiekłam - dobre z wiśniami! Wchodzę przepraszam za kłopoty, ale kawka i ciasto już wjeżdża, a szafa pancerna z aktami przyjaźnie otwarta na oścież!!!
I tak było jeszcze dwa razy ! Cóż za dobre duchy tam urzędują! :roll:
biegun B;
jestem w innej 'mojej' parafii - pukam do drzwi kancelarii (w godzinach urzędowania wg wywieszki) - zamknięte!
szukam księży - przez domofon dowiaduję się, że proboszcza nie ma, a wikariusze nie mają upoważnienia na wpuszczanie kogokolwiek do kancelarii pod nieobecność Plebana - wracam za 3 godziny - Pleban jest i przez domofon informuje, że kancelarię prowadzi organista, do którego się udaję, ale on teraz nie 'urzęduje' więc mnie nie wpuszcza, tylko każe przysłać pismo o udostępnienie, itd. Wracam do domu, piszę pismo i wysyłam, cisza! Po miesiącu dzwonię do organisty, żeby usłyszeć, że chyba mi się w głowie pomieszało, żeby chcieć tylu aktów (nb szt.6)! A w ogóle to najpierw muszę napisać do Diecezji i bez zgody Biskupa Kanclerza - fora ze dwora! :evil:
Jak widać - "Pan na zagrodzie - równy Wojewodzie" :lol:
I tak oto drzewko z jednej parafii urosło i zaowocowało, a z innej uschło na poziomie ziemi (tj.USC) :wink:

Pozdrawiam poszukiwaczy
Jurek K.S.