Strona 1 z 1

Mężatka panną?

: śr 18 wrz 2013, 19:46
autor: apogorzelska
Witam
Mam kilka pytań do bardziej doświadczonych forumowiczów.
Dziadkowie Helena i Józef Mikosz pochodzą z Pniaków pow. Kałusz, woj. stanisławowskie. Tam w 1944 porzucili gospodarstwo rolne, uciekli najpierw do Kałusza, potem do wsi Rygi pow. Krosno. Dziadek zaginął, nie wiem dokładnie kiedy, ale z Kałusza wyjechali razem. Na ziemię odzyskane w czerwcu 1945r. dotarła już sama babcia z dziećmi. Dostali gospodarstwo w Świdnicy.
Przechodząc do sedna sprawy, w aktach przesiedleńczych jest informacja, że jej rodzice to Stanisław i Zofia Kocha, ale w dowodzie jej matka ma już nazwisko Kodon.
W aktach przesiedleńczych jest informacja o jej zaginionym mężu, ale w dowodzie jest informacja, że babcia była panną!

Dowód został wydany w Lublinie. Czy mógł być jakiś powód, że dowód musiał być wystawiony właśnie tam, skoro wg. moich informacji po osiedleniu mieszkała tylko w pow. świdnickim ?
Jakie nazwisko panieńskie matki można uznać za bardziej 'prawdopodobne' ? Te z akt przesiedleńczych czy dowodu?
Czy można było dostać dowód osobisty nie posiadając metryki urodzenia, na podstawie np. jakiegoś innego dokumentu ?
I najważniejsze pytanie dla mnie. Dlaczego w dowodzie ma wpisane, że była panną? Nazwisko Mikosz, rodowe Niziołek a stan cywilny panna? Fakt, dziadek nigdy się nie odnalazł, ale to chyba nie jest powód żeby tak wpisać? Jak już to wdowa, chociaż najprawdopodobniej nigdy nie złożyła wniosku o uznanie go za zmarłego.

Pozdrawiam
Ania

EDIT:
Żeby babcia Helena stała się osobą, a nie tylko wpisem na forum, poniżej jej zdjęcie. Z mężem Józefem :wink:
https://plus.google.com/u/0/photos?pid= ... 5270851311

Mężatka panną?

: śr 18 wrz 2013, 21:10
autor: Gos_Paweł_P
Miałem podobny przypadek. Tylko że, moja Prababcia urodziła się w Polsce i zmarła w Polsce.Tylko że w międzyczasie przebywała w p.obozie koncentracyjnym. Przed wojną miała męża, który zmarł w 1977 r. na wypędzeniu a Ona sama musiała zostać pochowana jako "panna", pod swoim rodowym nazwiskiem.

Świdnik położony jest blisko Lublina.Może miejscowość w której mieszkałaTwoja Babcia znajdowała się na obrzezach powiatu i przez pewien czas należała do powiatu lubelskiego ?

Moja Prababcia odtwarzała metrykę w powiecie, w którym mieszkała przed wojną, a nie położonym ze 100 km dalej.

Mojej Prababci nie pozwolono odtworzyć aktu ślubu.Więc pozostała "panną".

Mężatka panną?

: śr 18 wrz 2013, 21:53
autor: pawel.dyda
Może tak być, że Twój dziadek "zaginął" za pomocą NKWD, czy innego UB i lepiej było się nie ujawniać? Może babcia chciała uniknąć prześladowań i wolała przedstawić się jako panna? Zagadką wówczas jest dlaczego po odwilży w 56 tak pozostało...
Jak rozumiem babcia nie zwierzała Ci się na ten temat?

Mężatka panną?

: czw 19 wrz 2013, 08:06
autor: A.Kuba
U mnie podobnie, babcia rodzi się na kresach, wywieziona jest na roboty do Niemiec wraca do Polski ale już centralnej i zaczyna się kręcenie w dokumentach i pozostało tak aż do śmierci babci w 2000 roku, co dokument o co innego... Dzieci idace do komuni czy szkoły nie były niczego świadome, część wyjaśniło sie gdy wyrabiały dowody a wszysto dopiero po śmierci babci... czyli cały czas kręcenie z nazwiskami, mężami itc.

: czw 19 wrz 2013, 10:11
autor: apogorzelska
Z rozpędu pisałam babcia i dziadek, oczywiście Helena i Józef to moi pradziadkowie, przepraszam.
Gos_Paweł_P chodzi o Świdnicę w woj. dolnośląskim, to spora odległość do Lublina. Mój dziadek, syn Heleny i Józefa też miał dowód wystawiany w Lublinie. Może tam był jakiś urząd który wystawiał repatriantom dokumenty?

pawel.dyda niestety nigdy nie poznałam prababci, mimo że zmarła dość niedawno bo w 2002 roku. Jeśli chodzi o zaginięcie pradziadka to bardziej prawdopodobne jest, że niestety porzucił rodzinę :( Był szukany przez PCK, nic nie znaleziono. Jakiś czas temu ponownie do nich napisałam, czekam na odpowiedź. W Bad Arolsen, nic nie mają.

A.Kuba czy po jej śmierci zostało wszystko "wyprostowane' i jej akt zgonu już był poprawny?

: czw 19 wrz 2013, 20:57
autor: pawel.dyda
Skoro rodzina kresowa, to wypada się tu podzielić moją historią... Mój dziadek pochodził z kresów, konkretniej urodził się w Czerczyku w woj. lwowskim. Przed wojną wyemigrował na stałe do Francji (jak mu się wydawało przynajmniej), ale dziwnym zrządzeniem losu Niemcy go aresztowali i wywieźli na roboty. Oficjalnie do Niemiec, ze straty.pl dowiedziałem się że do Szczecina 8)
Ale do rzeczy. Oczywiście rodzina w formie ojca, dwóch sióstr i brata została na kresach (matka zmarła przed wojną...). Brata wcielili do Armii Czerwonej, zginął w Rumuni. Zostały siostry i ojciec. Po wojnie dziadek poszukiwał rodziny przez PCK. Bez rezultatu.
Przełom nastąpił w latach 50-ych, kiedy jego cioteczna siostra, greckokatolicka siostra zakonna przyjechała z nowiną. Rodzinę raczyła zamordować banda UPA. To znaczy konkretniej zostali porwani (wywiezieni do lasu) i wszelki słuch po nich zaginął.

Zmierzam do tego, że niekoniecznie Twój pradziad porzucił rodzinę, może być również tak, że ktoś mu pomógł opuścić ten padół.