Witaj,
Uważam, że zostałem źle zrozumiany. Przez wsadzanie kija w mrowisko miałem na myśli li tylko luźną spekulację, odgrywanie adwokata diabła, albo jeszcze bardziej opisowo: przedstawiane kontrargumentów nie z przekonania co do takiej racji, ale właśnie w celu sprowokowania myśli i dyskusji. Skonkludowałem, że nie wiemy, jak jest, póki nie poszukamy dalej, ale nie miałem przecież na myśli, że Twoja, czy innych forumowiczów sugestia jest błędna. Wręcz przeciwnie, ja zajmuję się badaniami genealogicznymi od niedawna i cenię sobie opinie osób, które mają większe doświadczenie. Na początku naprawdę sądziłem, że wziął od pastora zaświadczenie o pożarze kościoła katolickiego. Argumenty, które teraz przedstawiłaś, o występowaniu nazwiska Laubsch w Wielkopolsce, oraz o możliwości, że Daniel Laubsch dołożył sobie imię Wojciech dokonując konwersji, przechylają mnie ku przeciwnemu wnioskowi, niż ten, z którym zacząłem tę dyskusję. I bardzo dobrze, o to chodziło, rodziny ów Wojciecha Laubscha wcześniej czy później poszukam, może znajdą się twarde dowody za jedną lub drugą możliwością. Bazę BASIA już kiedyś widziałem, choć nie miałem dotąd do czynienia z regionem wielkopolskim, więc nie korzystałem; pewnie bym do niej w końcu trafił, ale wskazówka już teraz udzielona jest oczywiście wartościowa.
Napisałem, że bardziej interesuje mnie w tej chwili panna Demekówna, i także dlatego Wojciechem Danielem Laubschem się od razu nie zajmę. Znam akt małżeństwa Franciszki Barbary Demek z Mateuszem Szypnickim, co więcej, można powiedzieć, że moje poszukiwania od tamtej strony prowadzą. Co więcej, w akcie zgonu Mateusza Szypnickiego jego żona nazywa się już Franciszka
Dąbkowska, co wyjaśnia, czemu w ogóle się tą rodziną zajmuję. Mam jeszcze troje innych Dąbkowskich, którzy urodzili się w zbliżonym czasie i miejscu z ojca Franciszka i matki Magdaleny z Kletów. Miałem o tym wkrótce napisać w osobnym wątku - i pewnie to zrobię, bo wciąż zależy mi na opinii doświadczonych badaczy na temat wywiedzionego przeze mnie z wielu różnych aktów dowodu - ale wpierw chcę porządnie opracować materiały, które już posiadam, bo właśnie błyskawicznie realizując pomysły na kolejne dociekania i weryfikując kolejne hipotezy dokonałem tylu odkryć, że nie nadążam z dokumentacją (taki widocznie los początkującego, który zaczyna z prawie niczym

). Uprzedzając więc nieco zdradzę tylko, że według mnie Magdalena Klet istotnie była Niemką, jak napisali,
rodem z miasta Drezna.
Bardzo więc dziękuję, Janino, za cenne wskazówki. Nie jest tak, że z góry poddaję w wątpliwość twoje, czy innych osób, hipotezy i nie staram się odszukać dowodów. Jak widzisz, staram się podchodzić do sprawy skrupulatnie. Nie wszystkim można się jednak zająć od razu, a publicznie pospekulować na temat jakiejś hipotezy chyba nie jest grzechem.
Pozdrawiam,
— Grzegorz