EWAFRA pisze:Ja o przypadkach wracania przez podwójne wdowy do nazwiska pierwszego męża nigdy nie słyszałam. Być może to jakiś przypadek indywidualny, wynikły z wyjątkowej niechęci pasierbów do ojczyma. Symboliczne wymazanie go z życiorysu matki, a co za tym idzie własnego? Tak jakby ów ojczym nigdy nie istniał? Sprawa pochówku obok pierwszych małżonków nieraz może wynikać z przyczyn praktycznych. Po prostu wcześniej przygotowane miejsce dla siebie w podwójnym małżeńskim grobie.
Tak jak pisałam, tekst o "powrocie" do poprzedniego nazwiska to mały żarcik - nie chodziło mi o formalny powrót na papierze, a tylko i wyłącznie o to, że były pochowane pod nazwiskiem pierwszego męża. Kiedyś tu na forum zdziwiłam się, jak użytkownicy odnaleźli mi akt drugiego ślubu mojej praprababki. Owdowiała mając 50 lat i w rodzinie mówiło się, że "miała drugiego chłopa, który dom po Mateuszu w karty przegrał", ale jak dopytywałam, czy to nie był mąż, to odpowiadano mi, że nie, "przecież Ewa była Wojciechowska jak Mateusz", a w sumie nie wiem czy nieformalne związki były na początku XX wieku jakoś szczególnie popularne. W każdym razie tu na forum uzyskałam akt ślubu praprababci z 1910 roku no i to jednak było dla mnie zaskoczenie, bo zawsze odwiedzałam grób Mateusza i Ewy Wojciechowskich oraz ich syna i synowej - moich pradziadków. Praprababka zmarła dwadzieścia lat później, jeszcze za życia drugiego męża, więc albo nie miał nic przeciwko takiemu pochówkowi, albo synowie i tak po prostu zrobili po swojemu. Podobnie w przypadku pradziadków członków mojej rodziny (po innej linii, ci pradziadkowie nie byli moimi krewnymi), w ramach wdzięczności za pomoc w sprawach genealogicznych stwierdziłam, że znajdę trochę dokumentów na temat ich rodziny, o której mi opowiadali pokazując zdjęcia; widziałam grób, więc znałam daty śmierci i o ile akt zgonu ich pradziadka znalazłam, o tyle zmarłą później prababcię - nie. Tknęło mnie sprawdzić akta małżeństw, rzeczywiście prababcia wyszła ponownie za mąż. W akcie zgonu widnieje naturalnie pod nazwiskiem drugiego męża, pochowana jednak pod nazwiskiem pierwszego wraz z nim i rodziną bodajże córki. W obu przypadkach już na wysokości mojego pokolenia wiedza o tych drugich mężach mogłaby się spokojnie zatrzeć gdyby nie jakaś dociekliwość, bo pamięć o nich najwyraźniej nie była szczególnie kultywowana (w końcu można było dodać chociażby jakieś "secundo voto" pod imieniem gdyby się chciało, żeby były zapamiętane pod tym nazwiskiem czy z nim kojarzone). W przypadku moich prapradziadków przebąkiwało się jedynie coś o "drugim chłopie", bo "Wojciechowscy byli bogaci, mieli kawał domu, sklep w centrum miasta, jak Mateusz zginął to Ewa dostała odszkodowanie w złocie, a potem jej nowy chłop wszystko przetracił". Nikt w rodzinie nie znał nawet jego imienia ani nazwiska, czyli pradziadek musiał w swoich opowieściach w ogóle go nie wymieniać - jak już do niego dotarłam, to nikomu nie zapaliła się lampka "a rzeczywiście, ojciec/dziadek dokładnie tak mówił!"
No ale nie będę już zaśmiecać wątku z dość konkretnymi pytaniami swoimi rodzinnymi pogaduszkami
